514866

Rodzice próbują zazwyczaj stać pośrodku między szkołą a dzieckiem – i zachować lojalność wobec obu stron. Swoim dzieciom opowiadają to, co każde z nich i tak już dobrze wie: że szkoła jest niesamowicie ważna, że bez wykształcenia trudno dać sobie radę w życiu i tak dalej…

„Słuchając tego, dzieci czują się jak przestępcy, mają nieczyste sumienie, a do tego jeszcze trafia do nich ukryty przekaz: „Nie jesteś szczególnie mądry, skoro muszę ci to wszystko tłumaczyć”.

Piętnastolatek, któremu idzie w miarę dobrze w szkole, ma fajnych przyjaciół i niezbyt napięte relacje z rodzicami, a do tego udało mu się znaleźć dziewczynę, nie potrzebuje już niczego więcej i nawet rodzice nie są mu szczególnie potrzebni. Właściwie takiemu nastolatkowi potrzebne jest tylko łóżko do spania i coś do jedzenia. Ale dziecko, które przechodzi kryzys i nie może znieść szkoły, bezwzględnie musi mieć obok siebie dorosłych, którzy okażą mu wsparcie. Nastolatki nigdy nie powinny czuć się opuszczone, ponieważ tracą wtedy wiarę w siebie, uważają się za głupich i winnych. Często rodzice takich dzieci dopiero po kilku latach sięgają po profesjonalną pomoc, bo widzą, że ich syn lub córka od miesięcy niemal się do nich nie odzywają.

Żeby sprawy nie zaszły tak daleko, trzeba wcześniej dużo rozmawiać z dzieckiem. Warto usiąść z nim i z jakimś nauczycielem, którego lubi, i stwierdzić, że wszyscy – nie tylko dziecko – przechodzimy kryzys. Następnie rozważmy pytanie, co możemy zrobić, żeby to zmienić? Rodzice, tak samo jak nauczyciel, powinni przyznać, że to, co robili do tej pory, niespecjalnie pomogło ich dziecku. Co oznacza, że sami pilnie potrzebują pomocy. A pomoc może nadejść tylko z jednej strony – od samego dziecka. Tylko ono wie, gdzie leży prawdziwy problem.

Obok niezbędnych kompetencji akademickich nauczyciele potrzebują umiejętności prowadzenia dialogu – czy to indywidualnie, czy w grupie – z rodzicami, uczniami i kolegami. Niestety, nikt ich tego na studiach nie uczy.

Niektórzy mają wrodzony talent do budowania relacji, inni z biegiem czasu przyswajają sobie to i owo, ale większość, ponosi klęskę na całej linii. Umieją pouczać uczniów, ale nie potrafią prowadzić z nimi równorzędnego dialogu.

Na ich usprawiedliwienie można powiedzieć, że także większość rodziców wciąż nie opanowała tej sztuki. Zamiast być naprawdę otwartym i ciekawym tego, co dziecko ma do powiedzenia, bombardują je pytaniami: „Miałeś fajny dzień? Jak było w przedszkolu? Zjadłeś drugie śniadanie? Dużo masz zadane? Wychodzisz gdzieś wieczorem? O której wrócisz?”. Dzieci nie lubią takiego niekończącego się strumienia pytań. Gdybyśmy tak samo postępowali z naszym partnerem lub partnerką, szybko wzięliby nogi za pas – i słusznie […]

Siła definicyjna dorosłych

Termin „definicyjna siła dorosłych” pochodzi od norweskiej pedagog Berit Bae, która zajmowała się tematyką akceptacji w relacjach pedagogicznych. Nie ma być może równie szkodliwego zjawiska jak użytek – a raczej nadużycie – władzy dorosłych do opisywania i definiowania dziecka. Nadużywamy jej, kiedy przypisujemy dzieciom negatywne cechy, mówiąc np., że są głupie, dziecinne, niegrzeczne, nieposłuszne i tak dalej.

Właśnie dlatego sprawą wielkiej wagi w relacjach z dziećmi jest nauczenie się języka osobistego, w którym mówi się o sobie, opisuje własny stosunek do różnych zdarzeń i wyraża własne preferencje – a nie ocenia czy diagnozuje innych.

Skłonność do definiowania dzieci jest u dorosłych tak silna, że kiedy spotykam się z rodzicami (- Jasper Juul), żeby porozmawiać o ich synu czy córce, to mówimy zazwyczaj o trójce różnych dzieci. Każdy rodzic ma swój ustalony obraz dziecka zdefiniowany używanymi przez siebie epitetami i określeniami.

Tradycyjnie także nauczyciele chętnie posługują się tym narzędziem, które jest wyrazem ich włazy nad uczniem, i mówią mu, jaki jest lub nie jest. Takie stwierdzenia miały od zawsze rangę nieoficjalnych diagnoz („zdolny ale leń”). Rodzice albo przyjmowali je bez sprzeciwu, albo protestowali przeciw nim. Np., moi rodzice zawsze przyznawali rację nauczycielom. Dzisiejsi rodzice nie są już tak pewni, jak powinni się zachować, szczególnie jeśli ich dzieci nie lubią szkoły albo wręcz z niej uciekają […] Zaznaczę, że tego rodzaju zachowanie, sprzeciwianie się całemu systemowi, wymaga od dziecka niesamowitej odwagi, za którą powinno się przyznawać medale…” (Juul, 2014).

źródło: J. Juul: „Kryzys szkoły”, Wydawnictwo MiND, Podkowa Leśna 2014

 

 

 

Reklamy