Nick Dabin to niezwykły człowiek z zespołem Aspergera. Nick może pochwalić się osiągnięciami na polu akademickim, np. tytułem magistra w zakresie zaburzeń uczenia się i doktoratem z psychologii.

Jest autorem serii znakomitych książek na temat agresji, panowania nad lękiem i radzeniem sobie z depresją. Zawsze chciał, żeby napotkane przez niego trudności można było wykorzystać w sposób konstruktywny – co z przyjemnością czynię na moim blogu.

Pierwsza klasa – coś ze mną jest nie tak?

„Pomimo, że zanim poszedłem do pierwszej klasy, poddawano mnie różnym formom wczesnej terapii, nigdy nie miałem poczucia, że jestem nienormalny – Nick Dubin. […] Wydawało mi się, że wszyscy chodzą do logopedy trzy razy w tygodniu, uczęszczają jednocześnie do dwóch szkół i na terapię zajęciową. Nagle, w pierwszej klasie zaczęto mnie codziennie zabierać z zajęć do mniejszej sali, nazywanej biblioteką, w której z kilkoma uczniami pracował jeden nauczyciel. Miałem wrażenie, że znowu jestem w przedszkolu; jednak teraz zaczynałem już rozumieć: coś ze mną jest nie tak. Ponieważ byłem jedynym uczniem w klasie, który musiał codziennie, o określonej godzinie, chodzić do biblioteki, moją odmienność zaczęto zauważać. Nienawidziłem zajęć specjalnych i niezmiennie przeciwko nim protestowałem – od pierwszej klasy szkoły podstawowej do końca szkoły średniej.

Nauczycielka z pierwszej klasy

Moja nauczycielka bardzo się różniła od wcześniejszych nauczycieli. Była zawsze zmęczona i apatyczna. Nie miała siły ani cierpliwości, żeby poświęcić więcej czasu uczniowi specjalnej troski. Byłem przyzwyczajony do częstych pochwał, a teraz wydawało mi się, że nauczycielka jest mną w gruncie rzeczy zirytowana. Dopiero po kilku tygodniach od rozpoczęcia nauki powiedziałem rodzicom, że nie pasuję do szkoły publicznej i martwię się moją nieumiejętnością odnalezienia się w grupie, problemami z małą motoryką i koncentracją.

Pewnego dnia przez okno wleciała do klasy pszczoła. Zaczęła krążyć wokół mnie, co mnie przeraziło. Skoczyłem na równe nogi i zacząłem krzyczeć, biegając w amoku po klasie i próbując uciec przed owadem. Nauczycielka próbowała mi wytłumaczyć, że pszczoła nie będzie mnie niepokoiła, jeśli będę siedział spokojnie, ale nie dało się mnie uspokoić. Po tym incydencie nauczycielka doszła do wniosku, że nie ma dla mnie miejsca w tej klasie. Następnego dnia powiedziała mojej mamie, że może powinienem uczyć się w osobnej salce. Po negocjacjach zgodziła się dać mi jeszcze jedną szansę. Udało mi się utrzymać w klasie do końca.

Nauczyciele w drugiej klasie

Nauczycielka w drugiej klasie była starszą kobietą tuż przed emeryturą. Cruella de Mon – upiorna postać ze 101 Dalmatyńczyków – była przy niej wcieleniem ciepła i łagodności. Oczekiwania stawiane w szkole były coraz wyższe, a zadania wymagające małej motoryki były poza moim zasięgiem. Coraz wyraźniej dawało się dostrzec, że mam problemy z socjalizacją. Nie wychodziła mi zabawa z innymi dziećmi; nie rozumiałem, dlaczego nikt nie chce się ze mną bawić. Pewnego dnia w trakcie drugiego śniadania jedna z dziewczynek powiedziała wprost: „Nie lubię cię. Jesteś dziwny. Nie siadaj tutaj”.

Jednak nie tylko dzieciom w klasie brakowało wyczucia. Nauczyciel plastyki pokazał całej mojej klasie mój obrazek jako przykład na to, jak nie należy wykonywać zadanych prac. Wszyscy śmiali się, widząc obrazek, który równie dobrze mógłby zostać namalowany przez dwulatka. Czułem zażenowanie i wstyd. Jednak w tym roku inna nauczycielka upokorzyła mnie jeszcze bardziej.

Pewnego dnia, gdy siedziałem w bibliotece nauczyciel poprosił mnie i koleżankę z grupy, Meghan, o pójście do sali pani Miller po ucznia, który spóźnił się na zajęcia w bibliotece. Kiedy tam dotarliśmy, próbowałem otworzyć drzwi, ale okazało się, że były zamkniete. Zapukałem i powiedziałem:

– Nie mogę otworzyć drzwi.

– Nie możesz otworzyć drzwi? – z niedowierzaniem zapytała pani Miller.

– Zacięły się. Nie mogę ich otworzyć – odpowiedziałem.

– Bzdura – powiedziała, otwierając i zamykając drzwi. Po czym dodała:

– Meghan, teraz ty spróbuj.

Byłem spokojny. Pomyślałem, że Meghan też będzie miała kłopoty z otworzeniem drzwi, co potwierdzi, że coś jest z nimi nie tak. Okazało się jednak, że moja koleżanka poradziła sobie bez problemu, więc pani Miller uparła się, żebym jeszcze raz spróbował otworzyć drzwi. Za żadne skarby nie chciały utąpić. Nie byłem w stanie zrozumieć, że gałka u drzwi może kręcić się w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, co najwyraźniej było oczywistością dla pozostałych drugoklasistów. Walcząc na śmierć i życie z mechanizmem zamka, słyszałem jak dzieci w klasie pani Miller śmieją się ze mnie.

– Chcesz powiedzieć, że jesteś w drugiej klasie i nadal nie umiesz otworzyć drzwi? Co się z tobą dzieje? – zapytała retorycznie pani Miller. Te przykre słowa doprowadziły mnie do płaczu, więc uciekłem rozczarowany swoim postępowaniem, chcąc na zawsze ukryć się w domu…” – Nick Dubin

Problemy z małą motoryką wśród dzieci z autyzmem/ZA/ASD nie należą do rzadkości.Po latach dowiedziałam się, że to wina mięśni (nieprawidłowe napięcie mięśniowe itp.) Mój Piotrek miał trudności z otwieraniem drzwi dlatego np. nie docierał na lekcje albo nie i mógł odkręcić sobie butelki z napojem przez co chodził spragniony. Musiałam zawsze pamiętać by rano ją odkręcać. Gałek (klamek) do tej pory nie może otworzyć – też mulą mu się kierunki. A rysunki na plastykę czy technikę przeważnie robiliśmy w  za niego. Tak, wiem to bardzo niepedagogiczne. Ale kolejna jedynka z plastyki też nie motywuje do dalszej pracy.

Nie udało mi się wyćwiczyć go w pracach manualnych – jeśli zrobi coś sam – wygląda to jak „praca dwulatka”. Ale udało nam się wytrenować odręczne pisanie (mniejsza grupa mięśni) – a zaiste była to katorżnicza praca, porównywalna z męką ćwiczenia mowy (język jeden z najsilniejszych mięśni), która też jest zasługą wielogodzinnych ćwiczeń przez ponad 6 lat. Nauczyciele, pedagodzy, psycholodzy w szkołach powinni zdawać sobie sprawę, że dzieciaki z autyzmem/ZA/ASD gdy już dotrą do szkoły masowej mają za sobą długą drogę. Ci którzy są w publicznej podstawówce to „wybrańcy”, którym udało się nie utknąć w szkołach specjalnych dzięki desperacji rodziców – ich elastyczności i wielogodzinnej monotonnej pracy w domu.  Najgorsze, że teraz dowiedzą się jak bardzo różnią się od innych… Czeka na nich mnóstwo zajęć w nieprzyjaznym środowisku. Przeszli z jednego obozu pracy do drugiego. Od nas wszystkich zależy ile jeszcze wytrzymają…

źródło: T. Attwood, I. Henault, N. Dubin: „Seksualność osób z autyzmem w kontekście prawnym”, Harmonia Universalis, Gdańsk 2015

 

Advertisements