W książce pt. „Neuroplemiona” Steve Silberman zasugerował, że Hans Asperger miał zespół Aspergera, co tłumaczyłoby jego empatyczne podejście do swoich podopiecznych. Inne źródła tego nie potwierdzają. Jednak nie to jest teraz istotne, chociaż ważne, z punktu widzenia metod jakie stosował ten „cichy człowiek, wychowany w tradycjach humanistycznych, mający rozległą wiedzę w zakresie klasyki, historii, sztuki i literatury […]. Daleki od pogardy od osób niedostosowanych, poświęcił się badaniom przyczyny ich zaburzeń – i to w czasach, kiedy okazywanie lojalności wobec takich osób było niebezpieczne”.

Postaram przyjrzeć się dokładniej „szkole Aspergera” oraz edukacji autystycznych dzieci, która jak się okazuje, kiedyś była całkiem przyzwoita… I dzięki niej, jak sądzę, oraz Aspergerowi wiemy więcej o zespole Aspergera, niż teraz, żyjąc w epoce metody obrazowego badania aktywności mózgu (fMRI) oraz mając na uwadze geniusz edukacyjny fińskiej szkoły.

Współczesne formy edukacji dzieci z ASD nie są zadowalające, o czym doskonale wiedzą rodzice i nauczyciele. Terapeuci próbują „redukować straty” proponując wciąż nowe terapie i „niebieskie”metody przenoszone hurtem z zachodu, które raczej słabo przekładają się na sukcesy dziecka w szkole. Edukacja neuronietypowych dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi przenosi się, więc masowo ze szkół do drogich gabinetów terapeutycznych. Gabinety wytyczają swoje ścieżki wczesnych i wcześniejszych interwencji, których nikt już nie kontroluje. Kiedy rynek terapeutyczny kwitnie i rozrasta się przyjmując coraz to nowsze formy pracy z dziećmi – edukacja specjalna zamiera. Szkoły stoją w cieniu reklamowanych terapii zajęciowych i kolorowych sal sensorycznych, a to przecież szkoły powinny kształcić i rozwijać umysły typowych i neuronietypowych dzieci bez względu na trudności w nauce.

Edukacja specjalna

Steve Silberman uświadamia nam, że edukacja specjalna, ta z czasów Aspergera miała się całkiem nieźle, a z „trudnymi przypadkami” specjaliści radzili sobie znacznie lepiej niż dzisiaj. Klinicyści, praktycy z zakresu psychiatrii dziecięcej układali programy kompensacyjne oparte na wnikliwej obserwacji autystycznego dziecka. To Asperger jako pierwszy ukuł pojęcie neuroróżnorodności, chociaż do końca nie był tego świadomy, połączył „psychopatię autystyczną” z dysleksją i innymi zaburzeniami. Programy edukacyjne stworzone na potrzeby dzieci ulepszano i rozwijano w klinice niejakiego dr Lazara, do której później dołączył Hans Asperger. Dzisiaj niewiele się już o tym mówi, ponieważ dostęp do prac z czasów I Wojny Światowej dotyczących dorobku „załogi Stacji Edukacji Terapeutycznej” z Wiednia jest ograniczony, a większość z nich nie przetłumaczono z niemieckiego na angielski, sporo zaginęło w pożarach w czasie wojny. A podręcznik Aspergera Heilpädagogik, w którym zamieścił praktyczne wskazówki dotyczące edukacji osób z zespołem Aspergera nigdy nie został przetłumaczony na język polski, ani angielski oprócz kilku fragmentów w książkach Uty Frith.

Tymczasem Kanner…

Tymczasem w Ameryce sławne stają się publikacje Leo Kannera – zajmującego się niemal równolegle autyzmem (zespołem Kannera). „Jego podręcznik Child Psychiatry z 1935 uznawany jest za pierwszą książkę w języku angielskim poświęconą psychiatrii dziecięcej. Artykuł Kannera z 1943 roku wraz z niezależnie napisaną publikacją Hansa Aspergera z roku 1944, zapoczątkowały badania nad autyzmem dziecięcym. Kanner w pracy Autistic Disturbaces of Affective Contact opisał przypadki jedenaściorga fizycznie zdrowych dzieci (w wieku do 2 do 8 lat), które jednak żyły całkowicie wyizolowane od społeczeństwa, we własnym zamkniętym świecie. Nie szukały kontaktu ani z rówieśnikami ani z rodzicami, nawet z matką”(wikipedia.pl). A kiedy w końcu podważono założenia Kannera o oziębłych matkach i nie tylko, o Aspergerze mało kto pamiętał… Podobno Leo Kanner nie wiedział o istnieniu Hansa Aspergera, Silberman sugeruje, że to raczej niemożliwe, dopatrując się nieścisłości również w datach „pierwszych” prac Leo Kannera oraz podkreśla błędy wynikające z braku kompetencji doktora psychiatrii dziecięcej, który później został profesorem, a nie odróżniał tików nerwowych od żucia gumy… A może to tylko reporterska złośliwość…

Autystycznym dzieciom potrzebna jest praktyczna edukacja specjalna, taka edukacja powinna być oparta na dorobku psychiatrów dziecięcych i specjalistów rozwojowych. Klinicyści, a nie terapeuci powinni wytyczać im ścieżki, dobierać techniki i metody pracy oraz kontrolować postępy dzieci tak, jak to było w przypadku szkoły Aspergera albo chociaż z nimi współpracować.

Edukacja powinna być otwartą/elastyczną edukacją, a nie tylko „leczeniem” słabych stron dziecka. Wyciąganie potencjału drzemiącego w autystycznych dzieciach i szukanie im praktycznego zajęcia w życiu opartego na ich „szczególnych” zainteresowaniach. Takie motto przyświecało kiedyś załodze Stacji Edukacji Terapeutycznej…

Dzisiaj, psychiatria dziecięca w naszym kraju sięgnęła dna, pałeczkę przejęli terapeuci diagnozując i testując dzieci jak klinicyści chociaż z nimi mają niewiele wspólnego, a ich działalności w szczelnie zamkniętych gabinetach nikt już nie kontroluje. Większość metod nie ma uzasadnienia naukowego, co szczegółowo opisuje w swojej książce „Mózg autystyczny” Temple Grandin, a rys historyczny trendów terapeutycznych oraz terapii autystycznych dzieci, analizuje w „Neuroplemionach” wspominany Steve Silberman. A co, z tej analizy wynika, jeży włos na głowie….

Edukacja specjalna była od zawsze zaniedbywana, obawiam się, że teraz zostanie zapomniana jak sam Asperger…

Stacja Edukacji Terapeutycznej

Subskrybcja

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s