WP_20150228_10_47_43_Pro
w afrykarium

Profesor Uta Frith od kilkunastu lat zajmuje się badaniami nad autyzmem, twierdzi, że każde dziecko dotknięte schorzeniem neurologicznym ponosi koszty związane z oddziaływaniem edukacyjnym. Mam na myśli nie koszty materialne, lecz nakłady poznawcze, jakich wymaga uczenie się. Nie powinniśmy np. oczekiwać, że dla osoby, która stara się stosować wyuczone z trudem reguły prowadzenia grzecznej rozmowy, konwersacja będzie równie łatwa jak dla kogoś, kto reguły te zinternalizował już dawno i to dzięki intuicyjnemu uczeniu się. Tak rozmowa może być niebywale stresująca. Weźmy inny przykład.

Jeżeli człowiek z zespołem Aspergera idzie na przyjęcie, żeby sprawić innym przyjemność, i udaje mu się gawędzić z gośćmi, nie oznacza to, że „jeśli tylko zechce, to potrafi” i że od tej pory już zawsze powinien przyjmować zaproszenia. Jakaś drobna komplikacja, zaabsorbowanie czymś innym, lekka niedyspozycja czy odejście od rutynowego scenariusza mogą wprowadzić zamęt nawet w dobrze przetrenowane interakcje społeczne. Jest to szczególnie przykre dla tych osób, którym bardzo zależy na zadowalaniu innych i którym na ogół udaje się dobrze kamuflować.

Kompensacja

Kompensacyjne uczenie się warte jest swojej ceny, ale jego koszty trzeba jakoś pokryć. Z edukacją kompensacyjną najlepiej radzą sobie osoby o znacznych zasobach poznawczych. Stać je na poniesienie kosztów poznawczych i uczenie się może im przychodzić łatwo i szybko. Mimo trudnych początków, związanych z zaburzonym rozwojem mózgu kompensacja zostaje w końcu osiągnięta. Przypadki osób z zespołem Aspergera, którym udaje się odnieść sukces, pokazują, że brak pewnych mechanizmów mózgowych można jednak zrównoważyć. Wymaga to wiele czasu i wysiłku, ale jest wykonalne.

Pewne koszty poznawcze ponoszą też ludzie zajmujący się osobami dotkniętymi autyzmem. Bardzo wiele wysiłków związanych z porozumiewaniem się spada na ich barki. To oni muszą podkreślać to, co istotne i uważnie rozwijać temat. Aluzje i uniesiona brew raczej nie będą wystarczającymi wskazówkami. W związku z tym osoby, które cechuje naturalna skłonność do pedanterii i sztywnego trzymania się reguł, mają na starcie przewagę nad tymi, którzy z natury skłaniają się ku lekceważeniu reguł. Jeśli w relacjach z osobą dotkniętą autyzmem jest się pedantycznym, cierpliwym i kładzie się wręcz przesadny nacisk na istotne kwestie, działa się wyłącznie dla jej dobra, nie zaś przeciw niej.

Nie należy też stronić od pochwał. Osoba z autyzmem, która rozwinie wiele kompensacyjnych zdolności, może zwykle liczyć na mniej współczucia niż taka, która nic nie mówi i jest całkowicie wycofana. Można się spotkać z uwagami w rodzaju: „Nie może mieć autyzmu – przecież patrzy w oczy i mówi do mnie”. Podobnie słyszy się czasem: „Ona nie może mieć dysleksji” – przecież czyta książkę!”. W obu przypadkach pozory mogą mylić. Fakt, że zaszło kompensacyjne uczenie się, nie oznacza, że upośledzenie znikło. Pochwały są jak najbardziej zasłużone. Wyobraźmy sobie, jak trudno musi być podczas rozmowy z innym człowiekiem w świadomy sposób dochodzić do tego, co może on myśleć, wiedzieć i sądzić! Taka praca wymaga ogromnego wysiłku, a to może oznaczać niedobór zasobów na poradzenie sobie z nagłym stresem. Cała konstrukcja wyuczonych reguł społecznych może runąć, jeśli wydarzy się coś nieprzewidzianego (Frith, 2015).

Dodam, że terapia mojego autystycznego Piotrka – jeśli oprócz mowy można nazwać terapią, polegała na kompensacji czyli „uzupełnianiu” braków w domu i szkole. Jeśli trafi się wam wyrozumiały nauczyciel to z powodzeniem dacie radę a –  nawet jeśli nie, to też dacie radę . . .

źródło: Uta Frith: „Autyzm Wyjaśnienie tajemnicy”, GWP, Sopot 2015

Reklamy