Problemy z przetwarzaniem obrazu

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.jpg
Guernica – Pablo Picasso

Tak się składa, że moje przetwarzanie wzrokowe jest znacznie lepsze niż u innych, chociaż nie wiem, czy jest tak dlatego, że oczy pracują inaczej, czy też dlatego, że mój mózg interpretuje w szczególny sposób sygnały wzrokowe ~ Temple Grandin.

[…] Tak czy inaczej mogę powiedzieć, że w wieku 65 lat wciąż czytam gazetę bez okularów (chociaż karty dań w ciemnych restauracjach i wizytówki z małym drukiem zaczęły mi sprawiać kłopot). Kiedy się nudzę na jakiejś konferencji, moją rozrywką jest przyglądanie się splotom dywanów. W nocy widzę tak dobrze, że czasami zapominam włączyć światła w samochodzie.

To wcale nie znaczy, że nie mam w ogóle wrażliwości wzrokowej. Kiedy jestem zmęczona, widzę aureolę wokół lampy na ulicy, albo drżenia na ekranie komputerowym starego typu, przypominającym telewizor.Kiedy zmieniam pas ruchu na autostradzie, muszę być bardzo czujna, żeby zostawić sobie dostatecznie dużo miejsca. Nie znoszę, kiedy lekarz każe mi trzymać nieruchomo głowę i wodzić wzrokiem za długopisem. Terapeuci mówią mi, że moje oczy skaczą na lewo i prawo, i że nie potrafię prowadzić płynnie wzroku.

Na drugim ekstremum są problemy ze wzrokiem, takie jakie w swoim tekście opisuje autystyczna autorka Donna Williams:

„Odbicie światła, to znaczy lśnienie, jest wizualnym równoważnikiem odbitego dźwięku i poważnym źródłem przeciążenia wzrokowego. Dla kogoś wrażliwego na te rzeczy lśnienie lub załamanie światła może dawać wizualny efekt wyrzucania strumieni lub iskier światła. Takie zjawiska odwracają uwagę od skupiania się na innych rzeczach, ale lśnienie może również mieć wizualny efekt dzielenia na części w percepcji ludzi lub przedmiotów”. 

Thomas McKean, autystyczny mistrz mówienia we własnym imieniu, opisuje ten syndrom nazywając go „widzeniem Picassa” i mówi, że to jest jak „patrzenie przez popękaną szybę albo rozbite lustro”.

Na co dzień spotykam studentów z zespołem Irlen, amerykańskiej terapeutki, która odkryła, że można znacznie złagodzić problemy z czytaniem i pisaniem, stosując kolorowy papier lub soczewki. Pomysł polegał na tym, że biały papier przytłacza system wzrokowy wyczulony na jaskrawość,podczas gdy długość fali światła papieru kolorowego lub soczewek taką jaskrawość łagodzą.

Jeśli ktoś cierpi na łagodną formę zespołu Irlen – na przykład druk na stronie tańczy, kiedy człowiek jest zmęczony – ta przypadłość nie wpływa na sukcesy szkolne czy akademickie. Kolorowe soczewki mogą pomóc oczom w ten sam sposób, w jaki w czytnikach e – buków pomaga redukcja kontrastu. Widziałam jednak poważne przypadki zespołu Irlen, które zakłócają szkolną edukację – druk był zamazany, słowa poruszały się na lewo i prawo, znikały linie – również i tu pomagał kolorowy papier lub kolorowe soczewki.

Niekiedy widzę studentów zmagających się z moim zadaniem z projektowania. Oddają mi rysunki pełne pofalowanych, pokręconych linii, zamiast gładkich, płynnych łuków. Początkowo radzę, żeby poszli do ośrodka doradczego, ale niekiedy z różnych powodów nie chcą. Niech i tak będzie. Wtedy posyłam ich do punktu kserograficznego i każę kopiować strony z książki, sięgając po papier w różnych pastelowych kolorach, aż znajdą odcień, który pomaga im lepiej widzieć. To może być brąz albo lawenda. Jeden z kolorów na pewno będzie skuteczny. Wysyłam też studentów do sklepu i każę im przymierzać okulary słoneczne ze szkłami w różnych kolorach – tutaj działa ta sama zasada. Musisz znaleźć właściwy kolor. „Nie kupujcie tego co wygląda dobrze” – mówię im. „Kupujcie to co działa”. Pewnego dnia studentka, która wybrała różowe okulary, przybiegła do mnie podekscytowana. „Och , Doktor Grandin” – powiedziała „Dostałam szóstkę z ekonomii!”. Dlaczego? Dlatego, że slajdy w Power Poincie przestały drżeć i w końcu była w stanie odczytać liczby na wykresach wykładowcy. Zawsze mówię studentom, że byłoby głupio wylecieć ze studiów tylko dlatego, że odwracają się od kolorowego papieru albo nie czytają na ekranie komputera na lawendowym tle!

Przymierzanie okularów słonecznych nic nie kosztuje. Człowiek nie ma nic do stracenia, a zyskać może wiele. Znam czteroletnią dziewczynkę, która założyła różowe okulary kupione przez rodziców w Disneylandzie i od tego czasu w supermarkecie wytrzymywała nie pięć minut, ale całą godzinę. Rodzice, którzy zabierają dziecko na zakupy, będą za ową zmianę niesłychanie wdzięczni” (Grandin, 2016).

źródło: Temple Grandin: „Mózg autystyczny Podróż w głąb niezwykłych umysłów”, CCPress, Kraków 2016

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s