DSCN4495.JPG
Stasiek

Poniedziałek, 30.05.2016

To był szybki tydzień. Obfitował niezliczoną ilością zdarzeń; wyjazd nad stawojezioro, wycieczka Piotrka (dwudniowa), rocznica komunii Staśka a przed nią spowiedź (w sobotę). Długi weekend zamienił się w rwany długi weekend. Ale jakoś poszło. Bez padania na twarz. No, prawie.

Najważniejsze, że Piotrek wrócił zadowolony z wycieczki. Mówił coś o graniu w butelkę, niesamowitych wyzwaniach; całowaniu dziewczyn w medaliki, puszczaniu bąków i wąchaniu pach… Miał błysk w oczach i zmieniony głos nie tylko od nadmiaru coli. Wychowawczyni go chwaliła. Robił zdjęcia. Zwiedzał. Opowiadał. Nadawał jak katarynka. W jego opowieściach (przerywanych przez zazdrosnego Staśka) była radość i fascynacja chwilą. – Zazdroszczę, przypomina mi się młodość, kiedy wszystko było takie nowe i świeże… Jego relacje naładowały nas pozytywnie. To takie momenty kiedy już wszystko wydaje się możliwe, kiedy już nie trzeba się bać… Choć przez chwilę być naprawdę szczęśliwym…

Stasiek wytrzymał w ławce przez ponad godzinę. Składał przesadnie dłonie w amen i robił minę „poważnego świętego litującego się nad losem świata”. Uczestniczył jak nakazali. Obiecaliśmy mu Burger Kinga.Odbił sobie wszystko na nas po rocznicy… Jego fochy sięgają zenitu. Ale jego poczucie humoru mnie rozwala… i niepokoi mnie jego obżarstwo…

 

Reklamy