photography-admirable-photography-animal-baby-also-human-baby-in-cat-and-kid-peeking-hd-wallpapers-widescreen-wallpapers-animal-photography-cats-peek-re

Dziecko dotknięte autyzmem nie cierpi z samotności.

Christine Preissmann jest lekarzem i psychoterapeutą –  dotknięta zespołem Aspergera, udziela praktycznych rad w swojej książce pt. „Zespół Aspergera” – przygląda się wnikliwie m.in. zagadnieniu przyjaźni osób z zespołem Aspergera, które to, zawsze budzi wiele emocji wśród rodziców i opiekunów. Autorka z  punktu widzenia osoby z ZA stara się wyjaśnić dlaczego tak się dzieje.

Dzieciństwo

„W okresie dziecięcym osoby z autyzmem mają zazwyczaj tylko kilku przyjaciół lub nie mają ich wcale. Wolą przebywać z dorosłymi, którzy są dla nich bardziej przewidywalni. Inne dzieci ze względu na swoją nieobliczalność często im przeszkadzają. Ponadto nie uwzględniają ich upodobań co do zachowania we wszystkim struktury i porządku:

„Przyjemność sprawiało mi układanie i dekorowanie. Nie byłem zainteresowany wspólną zabawą z innymi dziećmi – być może z tego powodu, że chętniej porządkowałem przedmioty, niż się nimi bawiłem. Inne dzieci zaś chciały używać tych rzeczy, które tak starannie poukładałem” (Willey, 2003, s.22). 

Nie cierpi z samotności

Najczęściej jednak dziecko z autyzmem wcale nie cierpi z samotności – a nawet jest z niej zadowolone. Wydaje się, że nie wie, jak postępować z równolatkami, i nie wykazuje szczególnego zainteresowania kontaktami z nimi. Niestety, starania wielu rodziców pragnących zapewnić swoim dotkniętym autyzmem dzieciom towarzystwo równolatków, przez zapraszanie ich do domu lub organizowanie spotkań w innych miejscach, wywołują często u ich pociech niepotrzebny stres.

„Kiedy chodziłam do szkoły, rodzice stale zachęcali mnie do zapraszania do domu dzieci z klasy. Mieliśmy się razem bawić – ale ja i tak nie wiedziałam, kogo z klasy mam wybrać i co mam powiedzieć. Nie miałam także pewności, czy dzieci te mają ochotę mnie odwiedzić. Przede wszystkim jednak nie wiedziałam, co z nimi robić. Poza tym uważałam je za zbyt głośne i nieprzewidywalne, często też zwyczajnie się ich bałam. Prawie zawsze byłam więc sama i dobrze się z tym czułam. Samotna byłabym również wtedy, gdybym miała wokół siebie inne dzieci. Z pewnością nie udałoby mi się znaleźć z nimi wspólnego języka”.

Susanne Schafer i Nicole Schuster opisują podobne doświadczenia w swoich książkach; „Gwiazdy, jabłka i okrągłe szkło” oraz „Dzień dobry to dzień z kapustą”. „Rodzice próbowali wszystkiego, bylebym tylko miała kontakt z innymi dziećmi […]. Z pewnością powodowały nimi dobre intencje, dla mnie był to jednak horror […] Nawet gdy przebywałam razem z dziećmi sąsiadów, to – a może właśnie dla tego – byłam sama” (Schafer, 1997, s. 57). „Moi rodzice zaproponowali, żebym sama zaprosiła do zabawy jakieś dziecko. Ten pomysł w ogóle mi się nie podobał. Upierałam się przy tym, że nie można bawić się z dziećmi, które nie wiedzą, jak się zachować. Byłam tak uparta i zdecydowana, że nikt nie był w stanie mnie przekonać, bym zmieniła zdanie” (Schuster, 2007, s. 88).

„W dzieciństwie było praktycznie nie możliwe, bym zdecydowała się z kimś na wspólną grę. Przynajmniej nie wtedy, gdy istniało niebezpieczeństwo, że może się ona zakończyć inaczej, niż to sobie zaplanowałam. Moją ulubioną była gra memory w którą w każdej wolnej chwili grałam z rodzicami. Graliśmy zawsze tymi samymi poniszczonymi kartami, które rozpoznawałam częściowo po rysach na odwrocie – dzięki czemu miałam pewność, że wygram za każdym razem. W tę grę mogłabym też grać z dziećmi w moim wieku, ale one z pewnością chciałyby grać według własnych zasad”.

W tej kwestii mamy do czynienia z prawdziwym dylematem, którego najczęściej nie da się rozwiązać. Większość dzieci z autyzmem w wieku przedszkolnym i szkolnym często pozostaje osamotniona. Niektóre z nich wymyślają sobie przyjaciół. Może czasami lepiej jest mieć zmyślonych przyjaciół, niż nie mieć ich w ogóle. Dla dzieci dotkniętych autyzmem trudne mogą się okazywać również sytuacje, gdy krewni lub znajomi mówią bardzo miłe słowa o rodzeństwie, a o nich samych nie wspominają wcale.

„Być może – tak jak to było w moim przypadku – orientują się w tym znacznie później. Nawet obecnie podczas spotkań rodzinnych krewni czasami pocieszają moich rodziców, że mają przecież dwóch miłych synów. Bardzo mnie to rani, mimo że wiem, iż obydwaj moi bracia są rzeczywiście bardzo mili i grzeczni, a ja często wydaje się nieobecna. Zdarza się to najczęściej wtedy, gdy jestem zdenerwowana” (Preissmann, 2015).

źródło: C. Preissmann: „Zespół Aspergera…”, GWP, Sopot 2015

Advertisements