Brazowe oczy,1998,olej,plotno,150x210cm

Wyraźne objawy dysleksji można zaobserwować, gdy dziecko uczy się czytać i pisać, choć symptomy widać już wcześniej.

„Na przykład wtedy, gdy maluch pomija okres raczkowania, zaczyna mówić z opóźnieniem, ma problem z wiązaniem sznurowadeł, jedzeniem widelcem, niszczy zabawki, z trudem zapamiętuje wierszyki. Ale to jeszcze nic pewnego, dlatego fachowcy nie szarżują z diagnozą, mimo że już w przedszkolu oceniają kompetencje rozwojowe dziecka, mówiąc o symptomach ryzyka.

Jeśli jednak siedmiolatek składający sylaby nie potrafi odtworzyć z nich słowa i zaczyna je zmyślać, jeśli do czwartej klasy podstawówki źle czyta – „duka”, nie rozumie tekstu po przeczytaniu, robi masę błędów ortograficznych, a i z matematyką słabo mu idzie mimo starań i sumienności w odrabianiu lekcji, to zalicza się go do grupy dzieci ze specyficznymi problemami w uczeniu się. Jeśli test na inteligencję, zwykle w skali Weschlera, wychodzi w normie, mamy problem jak na dłoni.

Fachowcy mówią, że dziecko ma zaburzenia funkcji percepcyjno – motorycznych. Mózg nie przetwarza danych tak, jak powinien przy potencjale, który ma. Jakby ktoś założył mu spowalniający filtr. Dostaje nieuszkodzoną informację, bo dziecko dobrze widzi, słyszy, rozumie, jest sprawne ruchowo, ale nie przetwarza jej tak szybko, jak powinno, i tak dobrze jakby mogło. A może to zrobić, pod warunkiem że jest odpowiednio nauczane.

Sama dysleksja – kłopot z czytaniem – jest też synonimem pozostałych sióstr –  słów zaczynających się na „dys” jak: dysortografia i dysgrafia. Dzieje się tak, ponieważ trzy dysfunkcje występują najczęściej w pakiecie, choć nie muszą. Dysortografia polega na tym, że dziecko mimo wykutych na pamięć zasad pisowni robi błędy ortograficzne, przestawia sylaby, „zjada” litery. Zaś dysgrafia to nieumiejętność starannego odtworzenia pisma, „mazanie jak kura pazurem”. Dysleksji towarzyszy również problem z koncentracją uwagi, dzieci „wyłączają się” i nie nadążają za nauczycielem. Dlatego w olbrzymim napięciu, strachu, że zostaną wyrwane do odpowiedzi, skompromitują się przed klasą, źle czytając, nie rozumiejąc zdania itp.

Dyslektyk ma problemy nie tylko z polskim, ale i z przedmiotami ścisłymi, choć posiada tzw. potencjał funkcjonowania arytmetycznego. Ze statystyk wynika, że 11% dyslektyków jest wybitnie uzdolnionych matematycznie! Potrafią rozwiązywać zadania, mimo że pomylą znaki większości i mniejszości, 9 z 6 itp. Na wczesnym etapie edukacji nie rozumieją matematycznych poleceń, bo skupieni na technice czytania nie myślą o zadaniu. Jeśli jednak sformułuje się polecenie jednym słowem: oblicz, zrobią. Pomoc nauczyciela polega na tym, by dać uczniowi więcej czasu i np. zaproponować zamiast 20 zadań 10, zwiększyć też tolerancję na błędy rachunkowe, na lekcji polskiego – na błędy ortograficzne, w liceum pozwolić pisać na komputerze, jeśli jest dysgrafia.

Chodzi przecież o tok myślenia, który nie zawodzi. Dyslektykom natura coś odebrała, ale i coś dodała. Mają inne talenty, nierzadko artystyczne. Mają też większą wyobraźnię, co nie jest dziwne, bo myślą obrazami. W testach na inteligencję emocjonalną wypadają lepiej niż rówieśnicy. Słynnymi dyslektykami byli m. in. Albert Einstein, Hans Chrystian Andersen, Pablo Picasso, Agata Christie. W naszym kraju z problemem mierzyli się: Jacek Kuroń i jego syn Maciej, Joanna Szczepkowska, Krzysztof Kolberger. Ich wspólnym mianownikiem jest jeszcze jeden problem – wspominają edukację szkolną jak serię koszmarów. Zatem im wcześniej przyjdzie pomoc, tym lepiej, bo ze statystyk wynika, że komplikacje po „przechodzonej” dysleksji są poważne. To obniżona samoocena, brak motywacji, wiary w siebie, somatyzacje – bóle brzucha, głowy, gorączki. A nawet depresje, lęki, nerwice. Im szybciej nauczyciel i rodzic zainteresują się problemem, tym mniejsza szansa na olbrzymi stres i porażkę w przyszłości.

Pełna diagnoza powinna pojawić się już w okresie gimnazjum. To niezwykle ważne, ponieważ dzieci ze specyficznymi trudnościami w uczeniu mają marne szanse w sztampowej edukacji. 60% z nich ma w konsekwencji zaniedbań również problemy emocjonalne. Nawet jeśli przez dom przewinie się  kilku korepetytorów, to efekty są marne. Z dzieckiem musi pracować nauczyciel mający kompetencje do pracy z dyslektykiem. Bo specyficzny problem to specyficzne nauczanie” (Joanna Drosio – Czaplińska, 2013).

Dodam na odchodne, że ciekawą pozycją jest książka pt. „Dar dysleksji” autor: Ronald D. Davis jest dyslektykiem i w oryginalny sposób opisuje specyfikę tego zaburzenia np.  dezintegrację – o której mało się mówi w polskich publikacjach – a przecież DEZINTEGRACJA występuje również w autyźmie i w wielu innych zaburzeniach – przekładających się na problemy w nauce i nie tylko.

źródło: art. J. Drosio – Czaplińska: „Dyskomfort dyslektyka”: JA MY ONI (Poradnik Psychologiczny Polityki Tom 13), Wydanie specjalne 8/2013, INDEKS 381-055

Reklamy