W naszej rodzinie nikt nie był specjalnie wylewny. Dopuszczało się standardowe „buzi buzi” na pożegnanie ale już na przywitanie niekoniecznie. Owszem zawsze kładliśmy się z chłopcami wieczorem, chociaż wyglądało to nieco inaczej

Czytanie i rozmowy –  ale bez przytulanek. Trochę to dziwne, bo kiedy byli mali praktycznie cały okres przedszkolny spali z nami. Piotrek z powodu zaburzeń snu, Staś bo chciał spać ze mną „i już”.

Zwykle byłam narzędziem leżącym z boku po które w razie konieczności wyciąganie były ich ręce. Taki model czułości trwa po dziś dzień. Chociaż dorobili się już osobnych łóżek, Piotrka problemy ze snem ustały i śpią osobno- dalej nie wygląda to normalnie. Zresztą jak wiele innych rzeczy.

Stasiek – młodszy syn uważa, że jestem za gorąca, mam „za wysoką temperaturę” i powinnam leżeć jak najdalej, najlepiej na skraju łóżka. Ale leżeć. Ostatnio coraz częściej zmniejsza odległość (ku mojemu zdziwieniu) a nawet kilka razy się przytulił, ale o buziaku nie ma mowy – „Blee, obrzydlistwo! Nie rób tak więcej!” Piotrek – starszy (ASD) nie odczuwał potrzeby okazywania czułości ale był bardzo zły jeśli nie mogłam z różnych przyczyn się z nim położyć wieczorem. Dla niego najważniejszy był czas spędzony tylko ze mną. Nawet kiedy prowadził długie monologi, do których służyłam tylko jako wolny słuchacz. Czułam, że sama moja obecność działała na niego kojąco, to z kolei sprawiało doskonałe warunki dla „odkrywania psychologicznych aspektów dnia codziennego”. Co sprowadzało się do regularnego „oczyszczania emocjonalnego kosza” w jego głowie. Po prostu mogłam w którymś momencie przerwać jego wywody na temat gier i „wyciągnąć” od niego więcej szczegółów z życia – niż „dzienne przesłuchania po szkolne typu tak/nie” na które nas najczęściej skazywał.

Wracając do nie chcianych czułości. Staś z wiekiem wypracował u siebie wiele strategii obronnych. Jedną z nich była metoda „znikania po dzwonku”. Wyglądało to tak, że po dzwonku uciekał i chował się przed „zalewem rodzinnych uczuć” u siebie w pokoju. W powitalnym zamieszaniu goście witali się z nami i z Piotrkiem, który z racji gimnazjalnego wieku uciekać już nie mógł. Stasiek, natomiast czekał spokojnie w ukryciu do momentu w którym wszyscy się rozsiądą wygodnie za stole, bezpiecznie unieruchomieni. Wtedy  przychodził jak gdyby nigdy nic, siadał z brzeżku stołu rzucając lakonicznie „Dobry wieczór i smacznego” z życzliwym uśmiechem przyklejonym do twarzy –  czując się komfortowo poza zasięgiem.

A więc przytulać, czy nie? Nie wiem. Ale u nas na siłę nic się nie sprawdziło. Sprawdzało się natomiast wspólna uwaga, leżenie, czytanie, rozmawianie, w których chłopcy ni stąd ni zowąd po prostu mieli ochotę się przytulić albo okazać jakąś formę czułości. Rzadko ale jednak. Przyzwyczaiłam się już do takiego sposobu wyrażania uczuć i potrafię je stopniować. A może tylko mi się tak wydaje.

Co, więc robić i czy robić w ogóle?

W książce pt. „1001 porad dla rodziców i terapeutów dzieci z autyzmem i zespołem Aspergera” Ellen Notbohm i Veronica Zysk ostrzegają aby nie zmuszać autystycznych dzieci do uścisków i pocałunków, ponieważ dotyk może być denerwujący – dla jednych dzieci za słaby – dla innych za mocny, działa na układ przedsionkowy bądź narusza równowagę proprioceptywną należy założyć, że jest niekomfortowy również z powodu nieprzyjemnego zapachu i nadwrażliwości na wysokie temperatury. Generalnie wiemy, że do niczego nie wolno zmuszać dzieci ale równie ważne jest działanie bez uprzedzania np. wtedy kiedy do naszego przychodzą goście i chcą się z nimi przywitać preferując jedynie swój sposób powitania. Warto z góry uprzedzić gości, że przytulanie i całowanie może mieć miejsce tylko wtedy gdy dziecko wyrazi na to zgodę. Zatem trzeba poinstruować ciocię i wujka, że powinni pohamować entuzjazm.

 Pytaj i dawaj wybór

Poinformuj gości aby zadali dziecku pytanie „Czy mogę cię teraz przytulić?”. Jeśli nie pozwoli – trudno. Jeśli się zgodzi – wystarczy powiedzieć dziękuję. Należy ostrzegać dziecko zanim się je dotknie. To często łagodzi ostre reakcje u dzieci bardziej wrażliwych na bodźce. Świadomość nadchodzącego wydarzenia uspokaja, klaruje przebieg zdarzeń. „Zaraz cię wyciągnę z fotelika i pójdziemy do sklepu”, „Teraz cię podniosę i włożę do wózka, zrobimy zakupy”. Autorki książki sugerują nawet, że dzieci preferują mocniejszy uścisk, dlatego chętniej współpracują z ojcami niż z matkami np. w kąpieli. U nas akurat to się sprawdza. Kąpiele na basenie, prysznice i cały algorytm przygotowania przed wejściem do wody od małego zostawiałam tacie. Sama mogłam zająć się sobą, kiedy chłopcy w dzikich pląsach wskakiwali do basenu po uprzednim, szybkim naruszeniu, a nawet sponiewieraniu równowagi proprioceptywnej w akompaniamencie wszechobecnej woni chloru przerywając znużenie ratowników.

Zatem pytanie przytulać, czy nie przytulać musicie odpowiedzieć sobie sami. Tak jak na wiele innych pytań. A może za bardzo skupiamy się nad odpowiedziami zamiast skupić się na tym co pomiędzy. A może nie? Nie wiem.

 

Reklamy