Pakowanie do szkoły zaczynamy po zakończeniu ostatniej czynności związanej z odrabianiem lekcji

Każdy zestaw czy to matematyka, czy plastyka po odrobieniu jest odkładany na podłogę przy biurku dziecka w podobny sposób – na podręcznik kładziemy ćwiczenia, na ćwiczenia zeszyt lub inne prace związane z przedmiotem np. teczka z pracami plastycznymi. „Zestawy” – polski, matematyka, muzyka –  dziecko układa obok siebie na podłodze, tak aby mogło ogarnąć wszystkie rzeczy wzrokiem, później wkłada je po kolei do plecaka. Rodzic cały czas obserwuje, kontroluje i pomaga. Rodzic musi ustalić własną chronologię czynności i codziennie ich przestrzegać. Mózg lubi powtórki, powtarzane czynności zmuszą dziecko do refleksji, refleksja włączy abstrakcyjne myślenie, które w logiczny sposób skróci w przyszłości sztywne schematy.

Jeśli dziecko za sztywno trzyma się schematów – robić przeszkody, zmieniać coś nagle. Kontrolować reakcje. Starać się pokazać, że życie nie jest przewidywalne a jutro zamiast matmy będzie muzyka. Ale zanim wprowadzimy „wariacje” musimy zmierzyć się z rutyną.

Po odrabianiu lekcji:

  1. Dziecko wyciąga wszystko z plecaka oprócz dzienniczka, brudnopisu, kartek na sprawdziany, które zwykle są „na stałe” w plecaku. (Kartki na sprawdziany, kartki z bloku itp. potrzebne na zajęcia trzymamy w przezroczystych teczkach/okładkach lub koszulkach wygodnych do wyciągnięcia przez dziecko – przejrzyście w jednej stałej kieszeni plecaka).
  2. Pudełko z resztkami śniadania szkolnego zanosi do kuchni. Przygotowaniem posiłków, wkładaniem ich do pudełek i utrzymaniem czystości pudełek śniadaniowych w pierwszych latach niech raczej zajmują się rodzice, żeby nie obciążać i tak nadwyrężonego harmonogramu czynności dziecka z ASD.
  3. Niepotrzebne śmieci z plecaka dziecko wyrzuca do śmietnika: papierki po kanapkach, puste butelki po napojach… Wraca do biurka.
  4. Kiedy plecak jest już pusty, dziecko zagląda do planu, który ma w swoim piórniku, najlepiej wydrukowany – nie pisany ręcznie z numerami sal. Niech z tego samego planu korzysta w szkole. (Przejrzystość).
  5. Rodzic stojąc za plecami dziecka zadaje pytanie: Jaki będzie jutro dzień? Dziecko odpowiada: – Piątek. Rodzic: – Jaką masz pierwszą lekcję? Dziecko: – Matematykę. Rodzic: –  Poszukaj zestawu do matematyki, wskaż palcem (dziecko wskazuje palcem w ułożonym na podłodze rządku „kupkę” matematyki), podnieś najpierw zeszyt, później ćwiczenia i na końcu książkę i  włóż do dużej komory plecaka. Dziecko wkłada. Analogicznie postępuj z kolejną lekcją/zestawem. Jeśli dziecko ma trudności – cały czas powinniśmy pomagać, delikatnie się wycofując w miarę postępów. Postępy zwłaszcza w autyzmie mogą być długo niewidoczne –  nie zrażać się brakiem postępów, robić swoje i nie przejmować się. Działać jak maszyna. Mózg uczy się dzięki niezliczonej liczbie powtórzeń. Natomiast z postępami u dzieci z ASD często bywa tak, że pojawiają się niespodziewanie – skokowo. Zwykle w czwartej klasie większość sprawności wskakuje na swoje tory. (Większość – nie znaczy wszystkie).
  6.  Piórnik, dobrze jest położyć w plecaku  na końcu – na książki – aby był do wypakowania w pierwszej kolejności w szkole – odsłoni zawartość plecaka – ułatwi „podgląd”.
  7. Worek na wf pakować do osobnej komory plecaka.Osobna przegródka również na pudełko śniadaniowe.
  8. Na koniec komórka –  naładuj i spakuj. Ładowarka niech leży w wyznaczonym stałym miejscu np. w pudełku blisko biurka. Tam musi być zawsze odkładana.

Rano:

Pudełko ze śniadaniem dopakowuje rano dorosły. Napoje wkładane w zewnętrzne boczne kieszenie plecaka. Z jednej strony woda, którą odkręcamy i zakręcamy, by dziecko było w stanie otworzyć samo butelkę, z drugiej – napój.

Napój

Tu sprawa się komplikuje, zauważmy, że większość soków nafaszerowana jest chemikaliami, do których dziecko z autyzmem nie powinno nawet zbliżać. Wyeliminujmy na początku syrop glukozowo-fruktozowy, który jest dodawany prawie do każdego „zdrowego” soku czy napoju nie mówiąc już o innych ulepszaczach, które „kasują” mózg. Najlepiej żeby dziecko piło samą wodę – ale jeśli mało je w szkole z powodu wybiórczości pokarmowej charakterystycznej przecież dla ASD, trzeba podnieść mu glukozę czymś innym i nie może być to cukier – mogłoby zapchać się jakimś sokiem – tu każdy musi znaleźć swój patent. Jedni gotują kompoty słodząc je np. stewią, inni robią soki/przeciery z tolerowanych przez dziecko owoców. Mój syn nie jadł w ogóle w szkole – zresztą do tej pory nie je. Gdy był młodszy wlewałam do butelek po kubusiu bobofruty ponieważ są pasteryzowane (często też z dodatkiem cukru, niestety)  –  wybierałam te z marchewką, gęste, żeby się nimi „najadał”. Czasami zjadł bułkę, której oczywiście nie można było niczym smarować. Ale rzadko. Piekliśmy swój chleb, sprawdzał się przy młodszym synu. Niestety problem z posiłkami szkolnymi istnieje do dzisiaj.

Starszy syn nie je w szkole, bo jak twierdzi nie jest to dobre miejsce na posiłek. Ale w domu czeka na niego ciepły obiad – dobrze, że mieszkamy blisko szkoły… to też część naszej autystycznej układanki… schematu. Diabeł tkwi w szczegółach…

Reklamy