Środa, 21.12.2016

Zrywam się z łóżka. Czuję, że za późno. Telefon nastawiony na 2:00 – nie zadzwonił. Dlaczego?! Nie ma czasu o tym myśleć. Godzina 5:09. Fuck! Budzę Janka i lecę zrywać Staśka… Co z Piotrkiem?

– Da sobie radę, zostawimy mu śniadanie i zadzwonimy…

– Tak, tak, tak.

Pędzimy autostradą. Auto płynie jak łódź, nie czuję prędkości. Dałam ciała. Stasiek przymyka oczy. Dobrze, że jest śpiący. Nie pozwalam mu zasnąć. Teraz nie może, później już musi.

Od września czekaliśmy na badanie – EEg po prowokacji snu – tak to się chyba nazywa. Tyle, że daliśmy Staśkowi za długo spać. Powinnam obudzić go co najmniej o 2:00, żeby zasnął u kobiety na stole (nie można podawać usypiaczy, badanie jest „na czysto” – inaczej zapis będzie nieważny. Jasna cholera, a ja najzwyczajniej w świecie zaspałam.

Kobieta od badania spóźniła się. (To dobrze). Tłumaczy się , otwierając gabinet. Włącza delikatne światło. Na pytanie czy dziecko jest przygotowane do badania odpowiadam, że „tak!”. Piotrek nigdy nie zasypiał,bez względu na to, czy to badanie EEg czy BERA. Nigdy nie przeskoczył czepka na głowie – „Jak można zasnąć z czymś takim na głowie?! Albo jeździć w kasku na rowerze…?!” Jednak, zawsze jakoś udawało się z diagnozą…

Stasiek daje sobie nałożyć czepek z kabelkami, słucha i wykonuje wszystkie polecenia pielęgniarki. Ale gdy kobieta wtłacza mu przez dziurki w czepku żel, wielką strzykawą – robi wielkie oczy… i patrzy na mnie z wyrzutem. No, nieee to nie przejdzie… żel na głowie, pewnie jest zimny, jak z tym zasnąć? Cała głowa w mazi…

Kobieta nakryła Staśka kocem, podłączyła całą maszynerię i kazała mu długo i głęboko oddychać… a później spać… i nie wiercić się. Zaciągnęła żaluzje, poszła do pomieszczenia z komputerem.

Stasiek odwrócił się na bok… i zasnął. Ja też, w jego nogach, w rytmie zapisu encefalografu… Będzie dobrze.

Ktoś dotyka mojego ramienia. Już czas. Teraz tylko denerwujące pulsacyjne światło. Ostre sieka powieki. „- Staś nie mógł zasnąć. Udawał, że śpi, zobaczymy , może przejdzie ten wykres, jak nie będziecie musieli powtarzać badanie… ”

Nie było czasu na mycie głowy, wycieraliśmy mu żel papierowym ręcznikiem, szybko szybko. U góry, może jest już nasza neuropsychiara. Jak się uda – a taki był plan, odczyta zapis i wcześniejsze badania z zielonej teczki – będziemy mieli diagnozę jeszcze przed świętami.

Nie udało się, poszła na urlop, wróci po świętach… Znowu nic. Zawsze pomiędzy.

W zawieszeniu.

 

Piotrek ogarnia się, tak czuję chociaż nie mam czasu bliżej się temu przyglądnąć. Ale to chyba dobrze. Klosz wiszący nad nim, z braku czasu, naturalnie rozsypuje się. Zaczyna być wolnym człowiekiem…

 

 

Reklamy