fischer_zdj3
Szachowe dzieciństwo

Myślałam, że tylko wyjątkowy mózg Piotrka jest w stanie tak szybko ogarnąć ruchy bierek na szachownicy…

Nie pamiętam dokładnie jak to się zaczęło. Najpierw stara szachownica od dziadka, później krótka lekcja taty. Piotrek słuchał uważnie. Był chyba w I klasie… a może w II – nie ważne. W naszej szkole znalazłam ogłoszenie „Szachy” – godziny nam odpowiadały, więc czemu nie. Zapisałam Piotrka. Po pierwszej lekcji „pan od szachów” spytał czy Piotrek wcześniej grał i czy uczestniczył w jakiś zajęciach szachowych – odpowiedziałam, że nie – tylko raz zagrał ze swoim tatą… Pan stwierdził – że, Piotrek jest dobry. Po niespełna dwóch latach  zdobył IV kategorię szachową…

Jednak nie to było zaskakujące. Myślałam, że tylko wyjątkowy mózg Piotrka jest wstanie tak szybko ogarnąć ruchy poszczególnych bierek.

Pewnego dnia przedszkolanka Staśka (młodszego brata Piotrka) spytała, czy zapiszę syna na szachy, które odbywać się będą w trakcie zajęć przedszkolnych – zgodziłam się bez zastanowienia. Wiedziałam już, że te lekcje nie kończą się tylko na grze w szachy – są czymś więcej niż nudnym wykładem, nauczyciel zrobił z nich magiczną podróż po grach logicznych, zapoznając z ich historią- wyświetlając różne bajki i filmiki związane z pochodzeniem tych gier. Każda bierka (pionek) – to osobne opowiadanie, wchodzące do dziecka głowy tylnymi drzwiami … a po pół roku te maluchy wszystkie, bez wyjątku: dziewczynki i chłopcy rozgrywały całą partię szachową, biorąc  udział w różnych turniejach szachowych. Szacun dla Pana Marcina jednego z niewielu dobrych pedagogów jakich miałam szczęście poznać. Potrafił wykorzystać potencjał ukryty w małych główkach. Moi synowie mieli zaszczyt uczestniczyć w tych lekcjach… i nauczyli mnie grać – chociaż nadal słabiak ze mnie… Ale oni potrafią… A to, jak jazda na rowerze.

Dlaczego w terapiach dzieci dotkniętych autyzmem tak rzadko wykorzystuje się szachy? Mogę zrozumieć obawy rodziców, bo np. sami nie potrafią, boją się zrozumieć – nie wierzą, że się uda, za dużo przy tym zachodu – ale terapeutów?

Przecież w tym przypadku za jednym zamachem wdraża się trening strategicznego myślenia oraz trening umiejętności społecznych (etykieta gry). Poza tym gra dla takiego dziecka jest „bezpieczna”, ponieważ nie wymaga ciągłych naprzemiennych interakcji z innymi dziećmi – niekoniecznie trzeba patrzeć przeciwnikowi w oczy oraz z nim dyskutować – wystarczy nauczyć się podawać dłoń na początku i na końcu gry… i „nacisnąć zegar” po każdym ruchu.

„Grze w szachy przygląda się uważnie kognitywistyka. Dzięki jej badaniom wiadomo, że sport ten synchronizuje pracę obu półkul mózgowych. Lewa półkula analizuje możliwe ruchy i przewiduje posunięcia przeciwnika, prawa dostrzega przestrzenne ułożenie pionów i odpowiada za intuicyjne ruchy, często decydujące o zwycięstwie lub porażce. Co więcej badania naukowców z Tubingen w Niemczech wykonane za pomocą rezonansu magnetycznego wykazały, że u doświadczonych szachistów właśnie część odpowiedzialna za intuicję jest wyjątkowo aktywna, podczas gdy amatorzy posługują się tylko jedną częścią mózgu.

Granie w szachy świetnie wpływa też na pamięć. Nikogo nie dziwią szachiści, którzy są w stanie przypomnieć sobie partię szachową rozgrywaną wiele lat wcześniej. – Zaawansowni gracze potrafią także rozgrywać kilka partii równocześnie oraz grać w wyobraźni (podaje się im wówczas tylko współrzędne ruchu). Zdaniem naukowców nie jest to wynikiem niezwykłych zdolności szachistów, lecz bardzo wyćwiczonego mózgu„.

A więc, ćwiczmy mądrze mózgi naszych dzieci. Chińczyk, klocki, puzzle i memory dla dziecka z ASD?

Nie bójmy się mierzyć wyżej. W tym przypadku nic nie tracimy…

źródło: Oprac. Dom: „Szach i mat” fragment, s. 62: „Ponad 100 sposobów na pamięć”, Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2015

Reklamy