Najlepiej uciec, gdzieś dalej, tam, gdzie ciepło i przyjemnie. Nie zaskakuje dzisiaj, kiedy podróżowanie stało się coraz tańsze i de facto coraz bezpieczniejsze, że wciąż więcej i więcej osób odwiedza tropiki. Już nie tylko chłonąc piękno, ale też realizując projekty dydaktyczne i naukowe czy po prostu wypoczywając. Podróżujący przecierają oczy ze zdumienia. Przez ostatnie dekady tropiki działały jak magnes na badaczy, przede wszystkim tych z krajów posiadających dawniej kolonie: Wielkiej Brytanii, Francji, Portugalii, ale też lokalnie Holandii czy Belgii. Powstawały setki prac, głównie o eksploracyjnym charakterze – opis tego, co, gdzie i kiedy można spotkać. Jednak listy gatunków i uzupełnianie muzealnych kolekcji przyrodniczych to stanowczo za mało. Z czasem nachodziła szersza refleksja, że w tropikach po prostu wiele aspektów biologii gatunków i dynamika procesów ekologicznych wyglądają zupełnie inaczej. Zaskakiwało to profesjonalistów i amatorów. Wymagało to modyfikacji podręcznikowej wiedzy.
Co Wam Się Wydaje?
Marzenia o tropikach przyciągały wielu: łowców przygód, awanturników, przyrodników, uciekinierów i misjonarzy. Ich działalność pozostawiała piętno, a także zachwyty nad tropikalną przyrodą –
nad bajecznymi barwami, kształtami, dźwiękami i zapachami. Jednak bez głębszej, naukowej analizy. Odniesienia do tropikalnego świata przyrody pojawiały się w podręcznikach geografii i biologii na zasadzie kolorowego dodatku. Wywoływały ochy i achy: „O, jak tam ładnie!”. W zasadzie tylko tyle. To jednak wystarczało, by uruchamiać wyobraźnię i wzbudzać chęć zobaczenia tropików. Czasem zwyczajnie dlatego, że to tam gdzieś daleko. Gdzie pięknie i nie ma trosk. Krótki urlop i jesteśmy na drugim, cieplejszym końcu świata, gdzie można zregenerować siły psychiczne i fizyczne, czasem w najbardziej dosłownym sensie. Tak dosłownym, że na przykład lekarze w zamożnych krajach skandynawskich zalecają zimowe wycieczki w tropiki. Przesłanka jest prosta – mroczna skandynawska zima, zimne relacje międzyludzkie, szalejąca podejrzliwość sąsiadów i powszechny lek na smutki – wysokoprocentowy alkohol. Ratunkiem ciepło, promienie słoneczne i uśmiechnięci ludzie.
Jak Jest Naprawdę?
Dzisiaj należy przypomnieć książkę francuskiego antropologa Claude’a Lévi-Straussa Smutek Tropików. Zawarł w niej przemyślenia wynikające z badań plemion brazylijskich Indian, gdzie w formie diarystycznej połączył filozofię, socjologię, teorię literatury, a nawet wątki muzyczne i geologiczne. Wizja ta przez dekady wpływała na humanistów całego świata. Paradoksem jest, że nie dostrzegł tego, co dziś stanowi esencję myślenia o tropikach – fenomenalnej przyrody. Paradoksem i smutkiem zarazem. Lévi-Strauss o swojej książce napisał, że była: „Syntezą tego, co zrobiłem do tego momentu. A więc wszystkiego, co sądziłem lub o czym marzyłem”.
Musimy uważać na słońce, żeby nie przesadzić. Widok poparzonych ciał to doprawdy nic przyjemnego. Zaczerwienienia skóry i ból utrudniający poruszanie, a nawet siedzenie w jednej pozycji. Zapobieganie jest proste… i działa. Dobra przewiewna odzież, kapelusz, filtr i okulary przeciwsłoneczne, sporo picia i poszukiwanie cienia. Przecież nie trzeba spędzać wyprawy w klimatyzowanym busie, nie po to wszak leci się tyle godzin. Warto do rozmów o codziennym życiu, ale też o sprawach przyrody i nauki zapraszać lokalnych mieszkańców. Dla nich to często prestiż, możliwość nauki nowych metod badawczych i… zarobienia paru groszy, bo kontrast materialny jest olbrzymi. Budowana na miejscu współpraca to jedyna droga nie tylko do sensownego rozwiązywania problemów badawczych, ale też do efektywnej ochrony przyrody. Naukowcy lubią wyzwania, a tropiki im ewidentnie sprzyjają. Praca w nich jest bardzo interesująca, bo nieprzewidywalna. Nie przyjeżdża się tutaj na dzień czy dwa, a na co najmniej kilka tygodni. Członkowie załogi i pomocnicy przebywają razem niczym załoga jednego okrętu. Z wadami i zaletami. Pogoda mogąca w godzinę pokrzyżować naukowe plany. Tropikalny deszcz, w godzinę niszczący, misternie budowany całymi dniami, system eksperymentalny. Brak zasięgu telefonii komórkowej i rwący się internet sprzyjają nadrobieniu zaległych lektur i poważniejszej refleksji. Tropiki wymagają też przypomnienia sobie dawno zapomnianych zdolności. Obsługi młotka, kilofa i łopaty. Noszenia na plecach sprzętu, gotowania, sprzątania i planowania zakupów. Organizacji pracy. Zadumy nad własnym losem, siłą przyjaźni i miłości.
A co mają zrobić ci, co nie mają możliwości wyjazdu w ciepłe kraje? Spokojnie czekać. Zaraz ptasim śpiewem rozpocznie się wiosna, przylecą do nas afrykańscy wędrowcy – też będzie ładnie i kolorowo. A sąsiadka, choć była na tropikalnych wojażach i opowiada ciekawe historie, a nawet jest ładnie opalona, ma ból głowy po powrocie. To nie tylko kontakt z rzeczywistością, to zespół szybkiej zmiany stref czasowych i zmęczenia podróżą. Musi być jakaś sprawiedliwość na tym świecie. Nie ma co zazdrościć, lepiej pójść do parku i czerpać radość wśród budzącej się do życia zieleni. Na tropiki też przyjdzie czas.
autor: Piotr Tryjanowski
źródło: animal-expert.pl













































