Asias-social-and-political-issues-through-the-surrealistic-eyes-of-Pejac.3__880

Zaburzenia sensoryczne to nadal nieodkryty rozdział w autyzmie.

Temple Grandin w swojej ostatniej książce stwierdza, że o zaburzeniach integracji sensorycznej w autyzmie wiemy bardzo mało. Wiedza, którą zdobywamy opiera się głównie na przypuszczeniach. Nie jesteśmy w stanie sobie ich wyobrazić ani zdefiniować, ponieważ są indywidualną „dolegliwością” każdej osoby z ASD. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej w przypadku dzieci, które nie potrafią nam o nich opowiedzieć. Poniżej przytoczę przypadek Gunnilli Gerland kobiety dotkniętej autyzmem, która opisuje swoje odczucia z dzieciństwa.

Dreszcze

Gunill Gerland: „Podczas całego okresu dzieciństwa i dojrzewania cierpiałam na prawie nieustające dreszcze wzdłuż kręgosłupa. W pewnych okresach dreszcze się nasilały, a w innych były stosunkowo łagodne, tak że dało się z nimi żyć. Czułam się tak, jakby to uczucie, które ma się na kilka sekund przed kichnięciem, zawiesiło się u nas na całą wieczność w rdzeniu kręgowym. Dreszcz, który nie był prawdziwym dreszczem, powinien zostać uwolniony i odnotowany w skali Richtera. Pragnęłam tego wyzwolenia tak bardzo, jak ciało pragnie kichnięcia, które jest w drodze. Ale uczucie to pozostawało na wieki wieków. Trochę się do niego przyzwyczaiłam – było jak ciągła tortura, najbardziej odczuwalna, gdy zmieniało się jej nasilenie. Dzięki własnej pomysłowości potrafiłam chwilowo łagodzić to uczucie, ale nigdy się go całkowicie nie pozbywałam.

Było jak zimna stal w kręgosłupie. Jednocześnie twarda i płynna. Metalowe palce, które lekko bębniły w powierzchnię kręgosłupa i ją łaskotały. W górę i w dół po kręgach. Jak ostre klamry wpięte w kręgosłup i oranżada w rdzeniu. Lodowate ciepło i gorące zimno. Tak jakby ktoś przemienił dźwięk zgrzytania kredy o tablicę w ciche, skoncentrowane uczucie, a następnie umieścił je w moim karku. Umieścił je tam na zawsze. Od karku – który był tak metaliczny, że aż dźwięczało w uszach, gdy ktoś go lekko dotykał – uczucie to rozprzestrzeniało się na ramiona, wpijało się w łokcie i nigdy się nie kończyło. Nigdy, przenigdy nie usuwało.

Nigdy nikomu nie mówiłam, że to czuję. Nie wiedziałam, że mogłoby być inaczej i nie znałam słów, którymi potrafiłabym wyrazić swoją torturę. Takie słowa nie istniały. Przyzwyczaiłam się do tego uczucia, ale gdy się nasilało, gdy napięcie rosło, musiałam robić coś, co by je łagodziło. Czasami pomagało pocieranie dłonią o dłoń, kiedy indziej mocne przyciskanie pleców i karku do ściany mogło przynieść ulgę. Niekiedy trochę pomagało kiwanie głową. Musiałam odkrywać swoje sposoby na złagodzenie cierpienia metodą prób i błędów.

Zaczęłam wynajdować przymusowe rytuały. Wodzenie po czymś opuszkami palców lub uciskanie tego dłonią ujarzmiało najpierw dreszcze, a po jakimś czasie pozwalało osiągnąć punkt, w którym przestawały już być tak bardzo odczuwalne. Zupełnie jak gdybym mogła stwierdzić ich częstotliwość do wartości przekraczających moją granicę odczuwania…

Spróbujmy teraz wyobrazić sobie Gunill – poddawaną terapii  SI. Kiedy ktoś jej wtyka na siłę do dłoni piłeczki i każe rzucać w określone miejsca a ona właśnie walczy by powstrzymać swój”ból kręgosłupa”. A teraz wyobraźmy sobie, że „trapeuta” robi jej masaż…

źródło: Gunilla Gerland: „Prawdziwy człowiek…”, Wolters Kluwer, Warszawa 2015

 

Reklamy