Gdy tracisz łączność ze swoim ciałem.
Tracisz siebie.
Walczyłam ze sobą, żeby udowodnić że potrafię się przystosować. Iść z prądem. Robić rzeczy, które robią inni.
Dostosować się, bo tak trzeba.
Stopniowo traciłam swoją życiową energię.
Moje cenne MOJO. ❤️.
Przestałam robić rzeczy, które kocham.
Które sprawiały mi przyjemność.
Uczyłam się dzień i noc.
Rzeczy, których nigdy nie lubiłam.
Zmuszałam się do tego.
Aby udowodnić, że potrafię.
Przez to straciłam też kilku przyjaciół, którzy mi mówili : ranisz siebie. To nie dla Ciebie.
A ja uparcie traciłam siebie…
Dalej…
Oczywiście jako kobieta w spektrum, potrafię doskonale unieść każdą profesję, specjalizację. Nawet tego czego nie lubię. Maskować doskonale swoje potrzeby.
I nagle moje ciało się odezwało.
Bólem, zmęczeniem, stresem.
Przewlekłym napięciem.
Burnout.
Wypalenie.
Meltdown.
Moje ciało zaczęło mówić samo za siebie.
Nie słuchałam, siebie.
Nie słuchałam tego, co czułam.
Ignorowałam wszystkie sygnały.
Gdy przyszedł certyfikat z dyplomem.
Płakałam, z wyczerpania.
Bliscy pytali, dlaczego się nie cieszę.
Puściło we mnie wszystko.
Przez to, że nie słuchałam siebie.
Straciłam łączność z moim ciałem, które cierpiało. Przez moje złe decyzje.
Podyktowane otoczeniem.
„Jeśli nie powiesz w końcu „nie” – Twoje ciało w końcu odezwie się.
W postaci choroby, wyczerpania.” – Gabor Mate.
Zanim się odbudujesz, minie sporo czasu.
Nie rób sobie krzywdy.
Szkoda życia ❤️.
AspieZaklinaczka
Sylwia N. Baginska













































