„za późno” usłyszałam
„Byłam dobrą uczennicą w szkole średniej. Do momentu kiedy zrobiło się biednie w moim domu.
Wtedy brakowało na wszystko.
Urodził się mój brat. Na rok przed maturą. Uznałam, że jestem „bzdurą „.
Straciłam wiarę w siebie, skupiona na relacjach w domu. Nie umiałam jednocześnie wychowywać brata
i uczyć się.
Uczucie, że się staczam dawało mi ulgę.
Jak przy samookaleczeniu. Endorfiny uwalniały się w momencie kiedy robiłam sobie coraz więcej krzywdy.
Ranilam siebie.
Udawałam głupią, żeby już nie było złudzeń że coś z tej zdolnej dziewczyny pozostało.
Mnie ciągle ubywało. Stawałam się swoim największym wrogiem.
Piłam, przeklinałam, by znieczulić rzeczywistość.
Jakbym była uderzona obuchem.
Przestało mi zależeć.
Jak starczało jeszcze siły to po kryjomu uczyłam się angielskiego. To była moja ukryta pasja.
Z polskiego byłam gnojona.
Moje nieobecności były zawsze nieusprawiedliwione. Byłam najgorsza.
Tuż przed maturą usłyszałam od mojego taty „jest już za późno „.
Te słowa utkwiły w głowie po latach.
Gdyż co jakiś czas je utrwala. Jak kilka lat temu kiedy chciałam zacząć studia.
Usłyszałam „jesteś za stara”.
Jak Ty sobie poradzisz.
Po tym zaczęłam kilka kierunków.
Moi rodzice do tej pory nie wiedzą kim jestem.
Myślę, że dla nich jest już za późno się naprawdę przekonać kim byłam, kim chciałam być.
Gdyż zawsze musiałam brać to co jest.
I dziś znowu to usłyszałam…
Znowu stałam się przeźroczysta.
Trafiają się zawsze te resztki miłości
i chyba już ich nie wezmę.
Już nie potrzebuje litości.”
Fragment książki: „Zanim mnie zabraknie”. – Sylwia Niemowna-Baginska.
















































