Kadr z filmu „Ocena z zachowania” Kuba 2014, reż. Ernesto Daranas. Chala jedenastolatek, wychowuje się w patologicznym środowisku. Matka bierze narkotyki, a on sam zarabia na życie trenując psy do walk. Chłopiec nie radzi sobie z emocjami. Jedynie jego nauczycielka rozumie sytuację chłopca. Walczy o jego przyszłość i wyciąga go ze szkoły specjalnej. Mądry film o życiu, przetrwaniu, i o tym jak realnie można pomóc dziecku… bez zbytniego moralizowania.

„Szkoła bez ławek, bez ocen, bez presji, wolna od stresów i napięć. Mrzonka? Utopia? Niekoniecznie. Takie szkoły istnieją naprawdę – choćby łódzka podstawówka numer osiemdziesiąt jeden. To „budząca się szkoła”(U. Sochacka, 2015)

„Budząca się szkoła” to oddolna inicjatywa, stawiająca sobie za cel szukanie nowego modelu szkoły, która będzie lepiej odpowiadać potrzebom uczniów w XXI wieku. Projekt powstał w 2007 z inicjatywy Margret Rasfeld, dyrektorki jednego z berlińskich gimnazjów, Stephana Breidenbacha, profesorka prawa na Uniwersytecie Europejskim Viadrina i profesor neurobiologii Geralda Huthera.

Ich celem było stworzenie nowego modelu szkoły, która każdemu uczniowi umożliwi rozwijanie własnego potencjału i lepiej przygotowuje młodych ludzi do życia. Ich zdaniem problemem nie jest dziś deficyt wiedzy, ale nieumiejętność jej zastosowania i związany z tym deficyt działania i kompetencji. Efektem współpracy trojga reformatorów było stworzenie szkoły, która odchodzi od kultury pouczania i nauczania i tworzy kulturę uczenia się, szkoły, w której uczniowie nie będą dalej prowadzeni za rękę, ale w której będą mogli przejąć odpowiedzialność za własną naukę. W berlińskim gimnazjum uczniowie w dużej mierze sami decydują o tym, w jaki sposób się uczą. Nie oznacza to jednak, że w szkole panuje chaos. Strukturę, która w tradycyjnym modelu edukacyjnym jest uczniom narzucana, zastępuje struktura, którą tworzą sami (www.sp81lodz.edu.pl).

Stawia na aktywność „pozaławkową”

Szkoła podstawowa nr 81 im. Bohaterskich Dzieci Łodzi w Polsce, jest jedną z trzech w Polsce, które przystąpiły do ruchu „Budząca się szkoła”. Dziś działa w nim ponad dwieście różnych placówek z Niemiec, Austrii i Szwajcarii. W grudniu 2014 roku w Konstancinie odbyło się spotkanie założycielskie ruchu w Polsce (U. Sochacka, 2015) […] Reformatorzy zaproponowali szkołę lepiej dostosowaną do potrzeb uczniów, umożliwiającą każdemu z nich rozwijanie jego potencjału. Szkołę, w której uczniowie biorą odpowiedzialność za własną naukę, tworzą nowe struktury i zastępują nimi stare, narzucane z zewnątrz […] Zaproponowali szkołę, która stawia przede wszystkim na wszelką aktywność „pozaławkową”, bowiem siedzenie w ławkach, słuchanie i wykonywanie cudzych poleceń niszczy w uczniach najsilniejsze mechanizmy umożliwiające naukę. „Ludzki mózg został stworzony do tego, żeby się uczyć, ale w naturalny sposób robi to inaczej, niż oczekuje tego dzisiejsza szkoła. Nie jesteśmy w stanie zmienić mózgów naszych dzieci, ale możemy zmienić szkoły!”, przekonuje dr hab. Marzena Żylińska, neurodydaktyk i główna inicjatorka ruchu w Polsce. „Stwórzmy szkoły uczące współpracy, a nie rywalizacji, szkoły, w których i uczniowie, i nauczyciele będą się dobrze czuć.”

Gdzie są ławki?

– Kucnijcie i przejdźcie tak korytarzem – poprosiła jakiś czas temu swoich nauczycieli dyrektor Będzińska-Wosik. Korytarz, jakich wiele w szkołach – lamperia, gabloty, dekoracje zrobione przez uczniów. I grupka dorosłych, mniej lub bardziej zdziwionych  prośbą swojej pryncypałki. Pomysły pani dyrektor spotykają się z różnymi reakcjami. Od pewnego czasu pisze do niej anonimowo jakiś człowiek. Może rodzic, może nauczyciel? Grozi donosem do ministerstwa, odwołaniem ze stanowiska, domaga się kontroli nad tym, co się dzieje w szkole. No i stanowczo żąda przywrócenia dzwonków! – Zrezygnowaliśmy z nich, bo są agresywne, hałaśliwe i narzucają pośpiech. A przecież nauczyciel i dzieci sami najlepiej wiedzą, kiedy chcą skończyć lekcję – tłumaczy dyrektorka.

Wchodzę do klasy […] Czegoś w niej brakuje… Co się stało z ławkami?  – Dzieci siedzą w ławkach oglądają swoje plecy, a potem rozlicza się je z tego, że nie potrafią ze sobą współpracować. Kiedyś nawet widziałam klasę z pojedynczymi ławkami. Przerażające! A na naczelnym miejscu stoi biurko nauczyciela… – pani Bożena nawet nie próbuje ukryć emocji.

Idziemy szkolnym korytarzem. Pani Bożena otwiera przede mną kolejne drzwi. Na kolorowym dywanie siedzą w kółku maluchy. Z bibuły skręcają małe kłębuszki. Będzie z niej wielkie serce… Sielankę przerywa nagle malec – podrywa się, biegnie przez salę, a po drodze rujnuje grzecznie poskładaną bibułę. Ze stolika spada to i owo. Zamieram. W pamięci mam obraz, że takiego łobuza nauczyciel stawiał w kącie, prowadząc go za czerwieniejące z bólu ucho. Dzieci się śmiały, a winowajca odgrażał się, że „jeszcze im pokaże”. A potem dederonowym rękawem szkolnego mundurka ocierał mokre oczy i nos. – Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby człowieka zahibernowanego w XIX wieku teraz obudzić, to w trzech miejscach doskonale by się odnalazł: więzieniu, kościele i szkole. Te instytucje nie zmieniły się od wieków. Pruski dryl nadal usadza uczniów w ławkach, a czasami ciąży na całym życiu – komentuje szefowa szkoły.

Pod buciorem strachu

Według dyrektor Będzińskiej-Wosik kultura strachu już dawno i na dobre zagościła w polskich szkołach. Boją się wszyscy wszystkich: uczniowie nauczycieli, nauczyciele dyrektorów, dyrektorzy inspektorów, inspektorzy kuratorium itd. Boją się dlatego, że wszyscy przeżyli mniej więcej to samo: bezradne sterczenie przy tablicy, wyrywanie do odpowiedzi, targanie nerwów pełnym namaszczenia sprawdzaniem listy i wybieraniem ofiary do odpytania, łzy z powodu poczucia niesprawiedliwej oceny, braku szacunku, obrażania. A co najgorsze, że wszyscy w jakiś sposób uznali, że tak ma być, że szkoła musi być opresyjna. Wynika to z tego, że innej nie znają.  – Jesteśmy ofiarami takiej szkoły…

Z perspektywy ucznia

[…] Wracam do historii ze spacerowaniem nauczycieli w kucki po szkolnym korytarzu. – Po co pani dyrektor kazała to zrobić swoim współpracownikom? – Nie chodzi o to, żeby poćwiczyć – uśmiecha się. – Chodzi o to, żeby spojrzeć na szkolną rzeczywistość z innej perspektywy. I co widać? Nic? No właśnie. Gabloty, tablice, prace dzieci wiszą na wysokości oczu dorosłego. Trzeba to zmienić! Na szczęście, jak twierdzi, coraz więcej nauczycieli ją rozumie. Nie obrażają się już , gdy mówi im, że szkoła nie jest dla nich, tylko dla dzieci. Dociera do nich, że wszystkim szkodzi zwyczajowe przekonanie, zgodnie z którym to dzieci mają spełniać oczekiwania dorosłych, realizować ich plany i zaspokajać potrzeby.

Ma też przepis na zmianę takiego nastawienia: – Nie nakazuj, nie wyznaczaj, nie narzucaj, towarzysz dziecku, wspieraj. Uśmiechaj się. Bądź dla dziecka empatyczny, a nauczysz je empatii. Poznaj siebie, a nauczysz je rozumienia innych… (U. Sochacka, 2015)

źródło: Urszula Sochacka art. „Czasami wystarczy przykucnąć”, Psychologia w Szkole nr 2/2015 – Urszula Sochacka jest filologiem i realizatorem telewizyjnym. Z zawodu dziennikarką, reżyserką filmową, koordynatorką projektów edukacyjno-artystycznych. W roku 2013 zaprezentowała film „Nie wolno się brzydko bawić”, inspirowany historią hitlerowskiego obozu dla dzieci i młodzieży przy ulicy Przemysłowej w Łodzi.

http://www.sp81lodz.edu.pl 

Reklamy