Czwartek, 15.09.2016

Wczoraj. Wywiadówka w dusznej sali. Nowy wychowawca Staśka wydaje się całkiem sympatyczny. Ubezpieczenia, wycieczki, usprawiedliwienia, Librus i wybór trójki klasowej przeleciało w wesołej atmosferze. Nawet podał swój numer telefonu co rzadko się zdarza. To już całkiem uśpiło moją czujność.  Na koniec przemiły pan kazał zostać czterem osobom. Nie trudno zgadnąć, że w wybranej czwórce figurowało moje nazwisko… I już przestało być miło.

– „Stasiu ma chyba kłopoty z koncentracją, tłumaczyłem chłopcom, że mają mi przynieść kluczyku od szafek, powtarzałem, a Stasiek nie przyszedł… Obawiam się, że może mieć kłopoty z nauką…”

Założyłam, że jeśli zaczyna od negatywów, bo szybko chce przejść do konkretów. A to dobrze wróży.Wtedy można jeszcze szybciej rozwiązać problem i nie robić dzieciakowi ani rodzicom zbędnego smrodu. Chcąc skarcić rodziców dziecka, czy złego pracownika według standardów rozmowy przed obwieszczeniem najgorszego  –  prawidłowo zaczyna się od wymienienia dwóch, trzech pozytywnych cech a dopiero po nich wymierza się cios. Tak dla przeciwwagi. Dyplomatycznie (ze znieczuleniem).

A ja w swym bezmiarze naiwności, odbierając źle wysyłane sygnały zamiast przejść do działań defensywnych, przerwałam opowiadanie o nieszczęsnym kluczyku i wywaliłam otwarte karty na stół… że syn ma podejrzenie deficytu uwagi, że już jest w trakcie badań, które mogą to potwierdzić lub wykluczyć, że ma brata, którego wyprowadziliśmy z o wiele gorszego bagna i że ze Staśkiem będzie o wiele prościej, bo on się ogarnia mając jedynie kłopoty z organizacją i koncentracją, ale uczy się dobrze – wystarczy żeby siedział w pierwszej ławce… a basen dla takich dzieci jak on jest wybawieniem…

Pan musiał natychmiast coś wypełniać w komputerze, bąknął coś o pomocy ale zabrzmiało to sztucznie. Czas zaczął go gonić, spanikowana sytuacją, jak katarynka zaczęłam tłumaczyć, że zaraz wskoczy na swoje tory i w ogóle… I poradnia nie jest mu potrzebna, bez opinii da sobie radę, tam tylko przybijają do czoła etykietkę, bo to przecież nie autyzm… a jesteśmy pod opieką najlepszego specjalisty… a on nie widzi zagrożeń i twierdzi, że dobrze funkcjonuje. Czasem tylko trzeba dać mu trochę czasu.

– Wie pani, ale tutaj nikt na niego nie będzie czekał.

… co ja narobiłam. Oni chcą nas odwalić. A ja im pomogłam. Wiedzą już, że to brat Piotrka.

Wychowawca trafił na super klasę ze zdolnymi sportowcami. Zdobywcami złotych i srebrnych medali na niemal wszystkich zawodach. Do tego niektórzy z tych złotych chłopców „są świetni” jak zwrócił się do paru matek… Już w drugim tygodniu zarobili trzy piątki a już są w drodze na kolejne zawody. A u Staśka w ćwiczeniach widnieją tylko cztery braki zadań… Spieprzyłam sprawę, trzeba było udawać zdziwioną i zaprzeczać, tak jak to robiliśmy w przypadku Piotrka, kiedy wychowawczyni codziennie znajdowała powód, żeby się go wywalić z klasy.

…W jego oczach można się utopić, kiedy patrzy tak na mnie patrzy, bada moje reakcje… i czuje, że coś jest nie tak. Prosi o jabłko, żeby być zdrowszym (a owoców przecież nie cierpi) wtedy wszystko będzie lepiej, siada i w milczeniu robi zadania do 22:00. Reaguje na każde spojrzenie… Zaczyna się przesadnie starać.

Znowu zerwali ze mnie skórę. Wszystko mnie boli… Za dwa dni odrośnie mi dwa razy grubsza…

Kur** żeby tylko jemu ta banda ignorantów nie amputowała duszy…

 

Reklamy