Wtorek, 13.09.2016

Wczoraj Piotrek wrócił zdenerwowany ze szkoły. Rzucił plecakiem i oznajmił, że ma dość. Pani nie wpisała mu plusa, a przecież czytał na głos zadanie domowe, jest niesprawiedliwa i zła, będzie smażyć się w piekle!

Po długim wyjaśnianiu okazało się, że chłopcy narozrabiali na lekcji, jednego trzeba było wyprosić z klasy. Pani zajęta była robieniem porządku w klasie i zignorowała jego pretensje. Wytłumaczyłam mu jaką wewnętrzną walkę musiała prowadzić by i jemu się nie oberwało, że w takich przypadkach powinien odpuścić i w ogóle… itp, itd. Przepracowaliśmy sprawę, gadając i gadając dopóki nie zeszło z niego powietrze… Na koniec uśmiechnął się i rzekł:

– To, co… pogram sobie do obiadu.

Słyszę jak odpala maszynę. Chce nałożyć słuchawki…

– A, mama zapomniałem ci powiedzieć co się się stało z moim palcem.

– Co się stało z twoim palcem?

– Popatrz, jest jakiś dziwny.

Wystawił mi przed nos swojego kciuka.Był nienaturalnie wygięty i wyglądał jak nadmuchany balonik z sączącą się lekko krwią z pod paznokcia.

– Kochanie, twój kciuk jest złamany. (fuck!)

– Niemożliwe, koledzy mówili, że jakby był złamany nie wytrzymałbym bólu.

– Nie ty, przy autyzmie nie czuje się bólu, co niekiedy ma dobre strony… Jednak od tego właśnie powinieneś rozpocząć rozmowę! Straciliśmy pół godziny! Kiedy ci się to stało?

– Teraz na wuefie, kolega rzucił we mnie piłką do kosza.

– Rzucił w ciebie czy podał?!

– Nie wiem…

– Dobra, Janek zawiezie cię na pogotowie. Ja muszę uspokoić Staśka bo wścieka się, że mu słuchawki nie działają, zaraz zacznie ryczeć…

2 godziny godzin później.

Stasiek przychodzi do mnie z płaczem.

– Co słuchawki znowu…

– Nie, Piotrek pisze do mnie sms-y, że jestem histerykiem i opowie o tym kolegom na Steamie.

– Jak to robi do cholery, przecież założyli mu usztywnienie.

– Drugą ręką…

– No, tak, jak wróci złamiemy mu drugiego palca. Nie przejmuj się, uspokój i zrelaksuj.

– To nie możliwe przy Piotrku.

– Spróbuj.Kupimy ci dzisiaj dobry kask i będziesz mógł jeździć tym swoim czymś po placu…

3 godziny później

Piotrek: – Mogę iść na Pokemony.

– Masz złamany kciuk, musisz siedzieć i cierpieć.

– No, weź chcę iść, zrobiłem wszystkie lekcje…

– Nie możesz, musisz się oszczędzać doktor mówił…

– Aj, na złość mi robisz…

Kurier przywiózł plecak dla Staśka.

– Super, ma duże koła z piorunami i płomienie na kieszonce…Zobacz, Stasiu jaki jest superowy, ma jeszcze wyciągana rączkę, można go ciągnąć po schodach i nawet z nim schodzić będzie ci lżej… Jutro wypróbujesz, na pewno będziesz zadowolony. Wyrzucam z siebie nie wierząc w to co mówię…

Stasiek: – Dobra jutro przetestuję.

Jutro czyli dziś.

Piotrek poszedł do szkoły. Nie pisze do mnie żadnych smsów. Jedyna pozytywna strona złamanego kciuka. Ale to dopiero połowa pierwszej lekcji…

8.30

Domofon. Ryczący Stasiek wrócił do domu. Uciekł. Tłumaczy, że nie znalazł klasy ale ja  już wiem, że chodzi o plecak. Kolejne pięć stów w plecy.

– Uspokój się, nie mogłeś znaleźć klasy – nie szkodzi. Pójdziemy i znajdziemy razem. Wytłumaczę cię i wszystko będzie dobrze. Ty masz się tylko uspokoić…

– Rzygać mi się chce.

– Mi też. Ale wiesz mam taką specjalną tabletkę na rzyganie, po niej przechodzą nerwy i nie chce się rzygać. Szukam w torebce spłaszczonych białych pastylek Janka, które wozi w aucie, żeby nie zasnąć. Placebo.Ssanie pomaga, wiedzą o tym stewardessy w samolotach częstując półksiężycowymi landrynkami.( A może już nie półksiężycami).

(Przypominają mi się egzaminy na studiach za które musieliśmy płacić masę pieniędzy. A pomimo tego drugi rocznik odwalali bez litości. Odwaleni tracili niekiedy studia i pracę za jednym zamachem. Jak ktoś nie zdał to po ptakach. Wracał do swojej wsi z płaczem bez możliwości spłaty kredytu. Wtedy to właśnie stres przejawiał się w rzyganiu. I z rzyganiem te całe studia mi się kojarzą.

Toaleta. Korek. Stoję oparta o ścianę. Czekam. Widzę jak studentka pierwszego roku nerwowo przeszukuje torebkę. Raz za razem słychać ciche… kur**a, kur**a. W końcu wysypuje całą zawartość torbo- torebki na podłogę… dalej szuka. Odwracam od niej wzrok. Wszystkie kabiny zajęte. Z  kabin dobiegają odgłosy grupowych torsji, które na drugim roku stały się normą. Dzisiaj trzeba wyrzygać stres przed kolokwium z prawa gospodarczego. Przerastał nas ten prestiż, nawet toalety były jak w bogatym hotelu. Na wykłady przyjeżdżał Balcerowicz a Noga uczył nas przedsiębiorstw…

W końcu otwierają się drzwi jednej z nich i pomalutku wychodzi Bartłomiej. Jasne włosy z trwałą ondulacją na grzywce zasłaniającej pół szpiczastej twarzy, jak u lalki, duże błękitne oczy i strasznie blada cera podkreśla jego ceramiczną delikatność. Na powiekach widoczny błękit a na ustach lekki bladoróżowy błyszczyk… Tuszu do rzęs nie używał. Nie na uczelni. Spokojnym ruchem dłoni z charakterystyczną dla niego manierą dokładnie wycierał twarz chusteczką, później wyciągał błyszczyk w sztyfcie. Odwrócony,  patrząc na moje odbicie w lustrze, ignorując zdenerwowaną studentkę, przemówił  zwolnionym, uspokajającym głosem… 

– Kochanie, kabinka wolna, rzygnij sobie… Ochochochaaa, zapomniałem ty przecież masz odwrotnie… Chcesz mam papier nawilżony przywieźli mi znajomi z  Holandii… Miecia wzięła pierwszą łapówkę – jesteśmy bogaci. Musisz przyjść „pod trupka” (knajpa koło cmentarza) będziemy szaleć… Bankówki wreszcie będą chciały koło nas usiąść…

Uwielbiałyśmy Bartka. Do trzeciego roku nie było mowy, żeby Bartek gdzieś z nami nie wychodził albo my bez niego. Kiedy przyszli bankierzy omijali nas szerokim łukiem –  „geniusze”matematyczni usunięci z polibudy i przyszłe panie z okienek bankowych zabiegali o nasze względy. Niestety, nie wystarczało im czasu – rzygali najdłużej.

Kur**a jak nam było dobrze.

 

 

Przy drzwiach jak zawsze mistrz klamkowego.

– Ale przepakuj mnie do starego plecaka.

– No, tak oczywiście.

W szkole. Pani tłumaczyła, że Staś gdzieś się zgubił. Wszyscy go szukali. Później dzieci widziały przez okno jak, idzie chyba do domu, nie reagował gdy go wołali. Poszedł, obrażony ciągnąc za sobą nowego przeklętego superrollera…

Chyba wyląduję w Tworkach.

 

 

 

 

 

 

 

Advertisements