mindfulness

Mindfullness to forma umysłowego treningu skoncentrowanego na rzeczywistości

Medytujący pracuje z ciałem, emocjami oraz myślami, np. dzięki ćwiczeniom oddechowym skupia się na „tu i teraz”, by zatrzymać nieustający galop myśli w głowie i świadomie przeżywać każdą chwilę. Prościej? Czy zdarzyło się wam jechać do pracy i nic nie zapamiętać z przebytej drogi? Żadnej piosenki z radia, żadnego krajobrazu? Pewnie tak. Większość czynności w naszym życiu wykonujemy automatycznie zajęci rozmyślaniem nad swoimi problemami. Kłopot w tym, że funkcjonowanie z takim autopilotem może trwać tygodniami, a nawet latami, aby go wyłączyć trzeba się nauczyć uważności umysłu.

Wiele osób sądzi, że medytacja polega na siedzeniu w ciszy, nicnierobieniu i odlatywaniu jak na haju. To nieprawda. Chodzi o aktywny trening i dyscyplinowanie naszego mózgu – tłumaczy prof. Madhav Goyal z Uniwersytetu w Baltimore i dodaje, że różne szkoły uczą osiągania tego samego efektu na różne sposoby.

Takie podejscie do metydacji to oczywiście żadna nowość. Buddyjscy mnisi medytują od tysięcy lat, a w bliższym nam kręgu kulturowym ten rodzaj modlitwy praktykowali pierwsi chrześcijanie – ojcowie pustyni czy benedyktyni. Potem medytacja nie miała wstępu do zachodniej nauki jako coś z pogranicza znachorstwa. Medycyna holistyczna wróciła jednak na salony, a dokładniej – pod tomografy, rezonanse magnetyczne, EEG i inne nowoczesne urządzenia stosowane przez najlepszych badaczy naszego wewnętrznego centrum dowodzenia.

Cała ta maszyneria pokazała, że metydacja rzeczywiście wpływa na nasze mózgi. Naukowcy z University of British Columbia odkryli, że osoby które regularnie medytują, mają więcej neuronów i połączeń między nimi. Zwiększa się u nich także obiętość lewego hipokampu (w wielu sytuacjach patologicznych, takich jak poważna depresja czy zespół stresu pourazowego, gęstość lub obiętość hipokampu maleje).

Badacze z Emory University sugerują natomiast, że medytacja może powstrzymać zmiany zachodzące w starzejacym się mózgu. Wszystko to dzięki temu, że praktykowanie odmian zen działa na szare komórki trochę tak jak wykonywanie ćwiczeń na mięśnie.

– Nie jest to jednak cudowny środek ani lek na poważne choroby. Ale medytacja może działać zbawiennie na psychikę i być stosowana jako skuteczna profilaktyka, tak jak zdrowa dieta i ruch. Najwyższy czas, aby lekarze odrobili pracę domową i zaczęli poważnie rozmawiać z pacjentami o medytacji – ogłosił ostatnio Allan Gorool, profesor medycyny z Harvardu, wywołując tym poruszenie w amerykańskim świadku medycznym.

Anglicy poszli jeszcze dalej. W wielkiej Brytanii koszty medytacji jako jednej z metod terapii od paru lat są refundowane przez tamtejszy odpowiednik naszego NFZ. Oprócz niskiej ceny ma ona jednak dodatkową zaletę – nie wywołuje skutków ubocznych w przeciwieństwie do medykamentów na poprawę samopoczucia hurtowo przepisywanych przez lekarzy.

Na fali coraz głośniejszej krytyki antydepresantów, której przewodzi ostatnio jeden z najlepszych na świecie psychiatrów prof. Tom Inset, szef amerykańskiego Instytutu Zdrowia Psychicznego medytacja wydaje się idealnym rozwiązaniem dla niezbyt ciężkich przypadków […].

Jednak także w przypadku medytacji należy zachować rozsądek. Według niektórych badań medytacja może wpływać niekorzystnie na działanie leków przeciwlękowych i nadciśnienie. Problemy po sesji „wglądu w siebie” mogą też mieć chorzy na schzofrenię, chorobę afektywną dwubiegunową i bardzo ciężką depresję (Maja Gawrońska, 2015).

źródło: „Na pamięć”: art. Trening uważności//Mindfulness, fragment, Biblioteka Gazety wyborczej, Warszawa 2015

 

Advertisements