CR0ZmzI
Życie Pi

Wczoraj, Czwartek 14.01.2016

Zbliża się półrocze. Piotrek usiłuje poprawić dwie jedynki z niemieckiego. Robimy codziennie „kartki”. „Kartka” podwójne A4 na którym wypisuję wszystkie słówka, zwroty i zdania po polsku a on tłumaczy je na niemiecki, zwykle na 3 – 4 dni przed spodziewanym terminem. Tak samo ćwiczymy angielski. Wczoraj poprawiał sprawdzian, a dzisiaj pora na kartkówkę.

Stasiek ostatnio też się trochę opuścił w nauce. Na piątek trzeba wykonać pracę plastyczną pt. „Bezpieczne zimowe zabawy”. Zleciłam już wcześniej tą robotę J., ale gdy zobaczyłam efekt myślałam, że się rozpłaczę. Cała kartka to górka i dwoje dzieci z sankami, niestety format A3 raził brakami. – „No, co to ma być praca dziecka a nie rodziców!”. też kiedyś w to wierzyłam. Dzisiaj robimy poprawkę, Stasiek nie oponuje.

Godzina 17:00 , dobry czas, chłopcy już po obiedzie. Pójdę do miasta odebrać książki, ostatnio brakuje mi powietrza. Za dużo pracuję. Przejdę się.

18:00, wracam do domu. Telefon od J.: –  kup mi Neosine bo mnie gardło boli. – A ty zrób ze Staśkiem rysunek, pa. Najbliższa apteka okazała się duchem – okna świeciły pustkami. Szlag! Zlikwidowana. Mój spacerek nieoczekiwanie przedłuża się. Jestem już wystarczająco dotleniona.

Komórka znowu się odzywa, tym razem pani M. : – Sylwia, co jest zadane z religii, bo Igor twierdzi, że coś trzeba napisać ale nie wie co?  – Dowiem się i zadzwonię, zapewniłam. Cholera trzeba się spieszyć. Czuję, że to  znowu ten dzień, gdzie wszystko się kumuluje- dodatkowe zadanie a jeszcze przecież lektura… Przyspieszam.

W domu. Stasiek, oczywiście nie wie co zadane z religii a rysunek oczywiście czekał na mnie nie ruszony. Najważniejsza jest organizacja i podział zadań. Piotrek rób „kartkę” z Niemca – natychmiast! – Stasiek, siadamy do rysunku. jak człowiek orkiestra; robię szybko szkic. Stasiek koloruje świecówkami. Na dwie ręce idzie szybko, drzewa, wrony, droga, górka, bałwany, dzieci i dużo kulek śniegowych, tak by wypełnić wolne przestrzenie. Ja z lewej , on z prawej. Narzeka, że go bolą ręce – jak zwykle. Ale jakoś idzie. Dzwonię do drugiej mamy w sprawie Św. Teresy: – Cześć, co jest zadane z religii? Po dłuższej naradzie ze swoją córką, dobra kobieta mówi, że trzeba napisać pytania do tekstu o Św. Teresie od Dzieciątka Jezus. Oddzwaniam do pani M. i tłumaczę, ona dziękuje i komentuje – nie przytoczę, sama też kwituję, że teraz to będziemy już co tydzień pisać wypracowania o świętych, taki klimat. Pa, pa. Piotrek skończył „kartkę” i zabiera się do odrabiania „pisemnych zwykłych” na jutro.

Po „plastyce”siadamy z wkurzonym już i zmęczonym Staśkiem do Św Teresy od Dzieciątka Jezus. Czytam głośno tekst, Stasiek się na mnie patrzy tymi swoimi wielkimi oczami. Jak można coś takiego napisać? Myślę. Kto im wydaje te podręczniki do religii , same błędy stylistyczne i jeszcze wyjątkowo nudny tekst, z którego wynika, że kobieta urodziła się,  wstąpiła do klasztoru i na koniec umarła na gruźlicę. Fascynująca historia dla trzecioklasisty. Stasiek nie komentuje, to dobrze wróży, zróbmy z tych flaków swoją historię. Opowiadam mu swoją wersję. Piszemy pytania i odpowiedzi, bo tak do końca nie jestem pewna czy chodzi tylko o pytania. Lepiej zrobić jedno i drugie. W trakcie próbuję złapać jakiś wątek przewodni i wytłumaczyć Staśkowi  dlaczego została świętą, chcę nadać jakiś sens choć to trudne – autor też miał z tym problem. Jednak z opowiadania jasno wynika tylko,to że przezwyciężyła nękający ją od dzieciństwa smutek i rozpacz –  a pomógł jej w tym Jezus. Dobra – udało się. Jest –  6  pytań i odpowiedzi. Widać za depresję, też się idzie do nieba. Ja pójdę trzy razy.

Plan jest taki, że mają leżeć w łóżkach o 21:00. W realu od 21:00 zaczynam utwierdzać ich w przekonaniu,że powinni JUŻ tam być.

8:30 – Piotrek kończy pisemne, tłumaczę, że musi sobie wbić do głowy, że jutro po lekcjach idzie do pani od polskiego poprawić jedynkę z  inwokacji. Zapewnia, że pójdzie, nie zapomni. Recytację, ćwiczymy od zeszłego tygodnia – musi się udać. Będzie dobrze. Litwo, Ojczyzno moja – brzmi dumnie. – Spakuj się, na jutro. I nie zapomnij pójść…

21:30 – udało mi się przetrącić bułkę z serem. Zaraz muszę czytać ze Staśkiem lekturę na jutro „Królowa Śniegu” – oryginał. Wczoraj zaczęliśmy – dzisiaj musimy skończyć. Tekst dość długi ale najważniejsze by Stasiek pojął o co chodzi. Czytam zwykle na kilka dni przed wyznaczonym terminem – taki sposób wyrobiony i sprawdzony na Piotrku; jak tekst rozciąga się w czasie np. 10 – 20 dni – to mało co się z niego pamięta.  – A więc do dzieła! Stasiek: – Będzie cię znowu buzia bolała. – Nie kochanie, po lekturach Piotrka mam wyćwiczoną buzię do 200 stron. Dopiero gdy przekroczę limit – coś poczuję. A co my tu mamy jakieś marne 10 stroniczek. Jedziemy z koksem.

Udało się przeczytać całość  do godziny 23:00, i jeszcze raz opowiedzieć. Gdy coś nam umknęło – Piotrek nam przypomniał. Stasiek zapamiętał lilię. Zaskoczył mnie. Ja też zawsze zapamiętywałam jakiś szczegół, niekoniecznie ważny dla całości – ale wyjątkowy dla mnie –  to dobrze. Natomiast jeśli chodzi o wybór lektury; to pomysł równie pokręcony co „Chatka Puchatka” dla pierwszaków lub „Plastusiowy pamiętnik” – chociaż prócz zupełnego braku zrozumienia z racji archaicznych artefaktów przeszłości lub pokręconego angielskiego humoru – nie ma w nich tyle chorej przemocy i psychopatycznych akcentów co w „Królowej Śniegu” Andersena. Chodzi o wątek z kwiatami, które opowiadają Gerdzie swoje historie, ale żaden nie chce wskazać drogi do Kay’a. Ku przestrodze:

„Co mówią hiacynty?

[…] Pachniało tak słodko i dziewczynki zniknęły w lesie – zapach stawał się coraz silniejszy – trzy trumny, w których leżały trzy piękne dziewczynki, wysunęły się z gęstwiny na brzeg jeziora; świętojańskie robaczki krążyły, błyszczące jak małe, kołyszące się światełka. Czy te tańczące dziewczynki zasnęły, czy też umarły? Zapach kwiatów mówi, że nie żyją; wieczorny dzwon wydzwania im pogrzebowy ton” (s.178)

Albo, gdy Gerda zostaje schwytana przez zbójników:

„- Ach! – zawołała nagle stara; jej własna mała, dzika i nieznośna córeczka, którą niosła na plecach, ugryzła ją w ucho. – Ty przeklęty bachorze – zawołała matka i nie zdążyła zamordować Gerdy.  – Ona będzie się ze mną bawiła – powiedziała mała rozbójniczka. – Niech mi odda swoją mufkę i śliczną sukienkę i niech śpi ze mną w łóżku. – I ugryzła matkę parę razy tak, że żona rozbójnika aż skoczyła do góry i zaczęła się kręcić w kółko; wszyscy rozbójnicy śmieli się i mówili: – Patrzcie, jak to tańczy ze swym bachorem…”(s. 185 , Świat baśni Hans Christian Andersen, Wydawnictwo Podsiedlik – Raniowski i Spółka, Poznań)

Nie wspomnę o biednym renie (renifer), któremu mała rozbójniczka dla zabawy przykładała nóż do gardła…

Dzisiaj, piątek, 15.01.2016

14:00

Sms od Piotrka: – Zaliczyłem recytację na 5, z niemieckiego poprawiałem kartkówkę ale nie ma jeszcze wyników.

14:40

Stasiek wrócił ze szkoły.  – Stasiek opowiadaj, co tam?

Stasiek: – Z lektury się zgłaszałem ale pani mnie nie zapytała. – A praca plastyczna?

Stasiek: – Zapomniałem oddać.

 

 

 

 

 

Reklamy