Środa, 31.05.2017

Najpierw luzik w głowie. Jutro spokój  – bo „Dzień dziecka”, można nawet nie odrabiać lekcji. Stasiek już upomina się o zwolnienie z tego radosnego dnia w szkole. Nie będę się opierać. Myśli błądzą spokojnie. Robota zrobiona na dwa dni do przodu. Spokój.

13.30 telefon: Telefon od Staśka: – Przyjdź szybko do szkoły, pan zabrał mi mojego fidget spinera. Musimy go odzyskać!

– Ale o co chodzi, bawiłeś się na lekcji.

– Wszyscy się bawili ale zabrał tylko mi.

– ok, idę.

W odmętach szkolnych korytarzy nie odnaleźliśmy nauczyciela z zabawką. Nie wiem, może za bardzo mu się spodobała. Ach ci nauczyciele. Musieliśmy iść do Chińczyka kupić następną. Tym razem migającą. Cóż, i tak miał kolekcjonować. Poza tym przestał ryczeć i wykrzykiwać pretensje do całego świata. Może to jakaś nowa metoda pedagogiczna? Może dzieciak po tym się zmieni. Tak czy siak skuteczna – rodem z PRL- u. Nam też zabierano sikawki jajka w szkole i palono w piątki na wspólnym stosie, na boisku szkolnym w towarzystwie grona pedagogicznego – ale była zabawa.

W drodze powrotnej Staśkowi wrócił humor, kręcąc w palcach mały przedmiot przypominający wiatraczek, który stał się hitem ostatniego tygodnia, i obiektem westchnień małych chłopców i dziewczynek. Kolejne gadżetowe gówienko, po które musieliśmy wczoraj przeprawiać się w burzę i w deszcz do sklepu z chińszczyzną, ponieważ miał być natychmiast kupiony – bo wszyscy mają w klasie tylko nie ja! Swoją drogą było warto. Cieszył się jak blaszką… A dzisiaj od nowa.

Telefon. Janek: – Dzwoniła wychowawczyni Piotrka, podobno nie odczytałaś wiadomości na skrzynce. Coś od historycy.

Na hasło nie odczytałaś wiadomości dostaję białej gorączki. To, że podobno nie odczytuję wiadomości zaczyna przypominać mantrę. Tyle, że „nieodczytane wiadomości” nie istnieją. Cała librusowa skrzynka zapełniona jest różnymi mało znaczącymi śmieciami,  informacjami, typu konkursy dla zdolnych z których mój syn nigdy nie korzystał, bo do zdolnych nie należy lub wyjścia do różnych miejsc do których mój syn nigdy nie pójdzie lub do których, nie poszedł. Nikt przez 3 lata gimnazjum nie pokusił się, aby napisać co mógłby zrobić aby ułatwić „pracę w szkole” Piotrkowi. Ale za to były 3 telefony od wychowawcy o rzekomo nieodebranych wiadomościach. Wychowawcy , który zmienił się po półroczu pierwszej klasy gimnazjum. A większość spraw tłumaczyłam już pierwszemu wychowawcy – oszaleć można.

O przepraszam, była jedna wiadomość od Pani od matematyki, że Piotr nie przychodzi na zajęcia dodatkowe… Podobno tej wiadomości też,  nie odczytałam… Grafik dotyczący matematycznych zajęć wyrównawczych przypominał labirynt Fauna. Zresztą Pani i tak stwierdziła, że nie będzie tracić czasu na ucznia, który po prostu nie przychodzi, ponieważ mu nie zależy,  a  Pani ma innych – którym podobno zależy. Zaznaczę, że jeśli chodzi o wspomaganie autystycznego ucznia w gimnazjum – chodziło nam głównie o zajęcia wyrównawcze z matematyki. Których i tak nie dostał. Dostaliśmy za to niechciane zajęcia psychologiczne czy pedagogiczne na ostatniej godzinie w piątek. Teściki, kolorowanki… dziękujemy. Ze wspomagania tj. rewalidacji autystycznego ucznia szkoła kazała nam zrezygnować (pisemnie), ponieważ takiegoż – nie posiadała w repertuarze.  Oczywiście, żeby nie robić zbędnego szumu, dla dobra syna zgodziliśmy się i na to, i tak nie wierzymy w żadne szkolne wspomaganie. Nawet nam ulżyło. „Najważniejsze nie szkodzić” – jak mawiał klasyk. Nigdy o nic szczególnego nie prosiliśmy – no może o zwolnienie z godzinek u Pani psycholog, które Piotrek uważał za karę. W jego mniemaniu powinni tam siedzieć jego oprawcy, a nie on. Niestety to kolejna kara za posiadanie autyzmu. Wszystko wypracowaliśmy sami w domu od głoski do słowa, od cyfry do skończonego zadania… No, czasem trafi się nauczyciel z duszą… , który nie utrudniał już trudnego… to wystarczyło utrzymać się w normalnej szkole.

Dajcie już spokój. Rok się kończy. Po co, ta farsa.

Nie domagałam się zajęć w jednej sali. Prosiłam tylko o numery sal na planie. Niestety – niewykonalne. Nie robiliśmy afery po złamaniu na wufie, bo to tylko palec i autyk nic nie poczuł, nauczyciel mógł nie zauważyć opuchlizny (i tak siedział do końca lekcji, bo przecież gdyby to było złamanie nikt by nie wytrzymał bólu…) – nie domagamy się wyższych ocen , bo ledwo wyrabia z przedmiotami opisowymi, przecież nikt mu nie będzie przerabiał prac klasowych, czy testów na „autystyczne”. Zrezygnowaliśmy z wspomagania – bo tak naprawdę nie istnieje – nie ma – tak jak indywidualnego podejścia. Nie powiem kto – ale ktoś z nauczycieli nie wierzy w autyzm Piotrka – rozumiem. Pewnie psychiatra sobie wymyślił.  Nie każdy musi czytać o  realnych objawach autyzmu. Nie wymagamy gratisowego podejścia – uczuliła nas pierwsza wychowawczyni już w podstawówce. Która powiedziała, że absolutnie nie będzie tego robić. (Gratisowo podchodzić do ucznia w trakcie lekcji!). Nie chcemy niczego. Tym bardziej nie rozumiem…

Tak wiem że mój syn przechodzi okres dojrzewania (to usłyszałam chyba w 3. telefonie, w którym też była mowa o nieodebranych wiadomościach!). To chyba było sugerowanie „złego zachowania”. W podstawówce zwykle mówili, że przeszkadza i prowokuje innych do bicia – do bicia siebie (naprawdę) – lepiej go zabrać z klasy bo tylko się męczy…

„Dojrzewanie Piotrka” czyli nietypowe zachowanie (chyba o to chodziło wychowawczyni i dlaczego nie chodzi do Pani psycholog?!) zawsze następuje wtedy kiedy stypendyści sklejają mu kartki w ćwiczeniach, lub po nich bazgrają (jak już nie ściągają z niemieckiego i czekają jak zaklnie) a na swoje cześć! odpowiadają mu wypier****j zje**e a niedopilnowane agresywne półmózgi naparzają go na sali gimnastycznej… „Dojrzewanie jest wtedy kiedy mówią mu, że jutro nie ma lekcji a lekcje przecież są, wysyłają pornograficzne filmiki na komórkę albo, że ma nos jak świnia. Albo kiedy ten najbardziej święty z celującym sprawowaniem, inteligentnie, z wyrachowaniem podchodzi i mówi mu codziennie – jak ja cię nienawidzę jak ty mnie wku****sz, a później skarży na niego kiedy się wścieka. Ciekawe co wtedy robi nauczyciel. Prócz pisania do mnie wiadomości o nieodebranych wiadomościach.

 

Advertisements