Czwartek, 11.08.2016

Coraz częściej nękają mnie myśli o tym co będzie z Piotrkiem. Czy skończy szkołę, gdzie pójdzie dalej, czy znajdzie pracę przy swoim ukochanym komputerze… Czy w ogóle znajdzie pracę… zwłaszcza jeśli chce się zostać „twórcą gier”. Nie dociera do niego fakt, że jeśli miałoby tak być, trzeba podjąć w tej sprawie jakiś wysiłek  – samo się nie zrobi. Jego Matrix tego nie uwzględnia.

My trzymamy się ziemi jak płaszczki. Trzeba w coś zainwestować. Nikt w tym kraju nie ułatwi przyszłości dzieciom z autyzmem ani nikomu z nas. Umiesz liczyć – licz na siebie. Najlepiej zbudować dom. Taki jak ten „na bagnach” – Janek jest w tym dobry. Zrobić przy nim warsztat i nauczyć Piotrka zawodu… już czas. Ale jak, gdy jego zdolności manualne ograniczają się do włączania zasilania w komputerze… Mózg mnie boli od przetwarzania scenariuszy. Nie chcę, żeby był trybikiem w cudzej maszynce tak jak my musimy…

III klasa gimnazjum bije mnie batem po plecach i wymaga wyrzeczeń, jeszcze Stasiek – pójdzie do IV, a tam skończy się wypełnianie gotowych ćwiczeń a zacznie praca z „górą” książek – a to z kolei gryzie się hulaszczą naturą Staśka… ech.

Stasiek chce zostać farmerem i tu sprawa się komplikuje… nie szkodzi. Możemy siać zboże i hodować świnie. Chociaż… nie, ostatnio mówił, że chce mieć sad. W szpalerach drzewka owocowe a na dole – dynie. – „Tak, bo dynie zdrowe są!”

W weekend wybraliśmy się do Ząbkowic. Janek wyczytał, że będzie tam jakiś koncert. Dzieciaki poruszają się w rytm jakiegoś pseudorocka, zawsze to coś gdy na bagnach nuda i za zimno żeby pojechać na basen. Na miejscu okazało się, że koncert odbędzie się nie 6 a 26 sierpnia – Internet się pomylił, może i dobrze. Poszliśmy, do zamku. Druga atrakcja tego miasta zaraz po krzywiej wieży a może pierwsza. Kto ich tam wie.

Stasiek lubi takie wyprawy pod warunkiem, że przed wejściem sprzedają jego ulubione rycerskie gadżety typu miecze, siekierki, szabelki, tasaki…., którymi później okłada nas „niechcący” przy okazji oglądania eksponatów. Niestety przed ruinami nie było sklepiku z pamiątkami. Chodził więc cały naburmuszony pokazując swoją niechęć przewodniczce i całej grupie zwiedzających do których się „podłączyliśmy”. Wzdychał, parskał i siadał ostentacyjnie na każdym napotkanym murku,  schodku, kamieniu…

„- Nogi mnie bolą, kieeeeeeeedy toooo się skończy, nie wytrzymam, ale nuuuuuuuuda…”

Janek powiedział, że zostawi go w lochu. Na nic. Stasiek chętnie się zgodził.

Piotrek nie robił problemów – łapał Pokemony.

Nie boję się starości. Mam coraz lepszą kondycję, biegam, ćwiczę, mogę  przepłynąć całe jezioro wzdłuż i w szerz… i co z tego, nie przekłada mi się na  komfort życia. Wciąż za uszami mam przyszłość…

Boję się końca wakacji. Opuszczenia bagien, kupowania książek, wyprawek, koszulek  – całej tej wrześniowej bieganiny…, która skończy się pewnie w grudniu, kiedy się opamiętam będą już ferie. I apiać od nowa Polska Ludowa.

Myśl o powrocie do blokowiska zaciska się pętlą na gardle…

Trzeba wreszcie się określić, ogarnąć, ustalić plan, podjąć wyzwanie… Zacząć zmianę.

Zbieram siły.

Reklamy