no ball games
Banksy

Po dwóch tygodniach uczęszczania  do pierwszej klasy wychowawczyni stwierdziła, że Piotr się nie nadaje, i że mam go zabrać z klasy. (Piotrek był już opiniowany) Zabrać, odroczyć, zrobić z nim co chcę, wszystko byleby nie był w „I B”.

Opinia wychowawcy

W poradni psychologiczno-pedagogicznej dowiedziałam się, że wychowawczyni poczyniła stosowne kroki by nasz Piotrek wyleciał z tejże klasy. Napisała o nim „kilka słów” na czterech kartkach papieru kancelaryjnego i nie była to pieśń pochwalna. Pani z poradni pokazała mi z daleka ten rękopis nie dając do przeczytania i stwierdziła, że jak wychowawca tak się upiera na usunięcie ucznia z klasy to nie ma co się przeciwstawiać i lepiej zrobić co nakazują…

Notoryczne wzywanie do szkoły

Nie zabrałam ani nie odroczyłam Piotrka. Wiem, że mój wybór był słuszny, chociaż parcie na szkło było nie do zniesienia, a pani D delektowała się potknięciami Piotrka, wzywając nas niemal codziennie z byle powodu. Powiedziała mi, że nie będzie do niego gratisowo jak stwierdziła podchodzić w trakcie lekcji. Wtedy nie wiedziałam, że to taka strategia, po to by rodzice nie wytrzymali nerwowo i zabrali wreszcie kłopot z klasy, bo ileż można wysłuchiwać. Wtedy klasa osiągałaby lepsze wyniki bez zbędnego balastu i dodatkowej roboty nauczyciela. To taki rodzaj selekcji, po której wychowawca klas 1-3 ma przez 3 lata spokój. A rodzice po dziesiątym wezwaniu wreszcie się poddadzą i przeniosą ucznia do innej szkoły. Wychowawczyni na moje pytanie czy mógłby chodzić na zajęcia wyrównawcze, stwierdziła, że się nie nadaje i będzie tylko przeszkadzał.

Nagonka

Raz przesadziła. Wezwała mnie do szkoły jak zawsze narzekając na zachowanie Piotrka. Do narzekań dołączyły inne nauczycielki. Wszystkie jednego dnia. To bardzo skuteczna metoda bo w trakcie trzeciej rozmowy z trzecią nauczycielką już nie mogłam oddychać ale nie dałam się. Wszystkie rozmowy krytykujące naukę mojego syna przeprowadzane były z jego udziałem.

Ocenianie

W szatni jeszcze tego samego dnia dorwała mnie rehabilitantka, która zapisuje dzieciaki na zajęcia korekcyjne czy tego chcą czy nie (frekwencja musi być, nawet gdy masz prosty kręgosłup). Po jej badaniu wszyscy zwykle mieli  krzywe. Zajęcia odbywały się po lekcjach. Piotrek był na czterech i załapał cztery czarne, smutne buźki, przy czwartej się rozpłakał. Do piątej nie dopuściłam. Zabrałam go z cudownej rehabilitacji po której miał początki dziecięcej depresji. Wytrzymałam. Ale to nie koniec.

Przy wszystkich

Pani rehabilitantka nie dała za wygraną, złapała mnie w szatni tego feralnego dnia.(wygłaszanie uwag dotyczących dziecka w publicznym miejscu też należało do metod skruszenia opornego rodzica)  Na głos, donośnie przy około 20 matkach, woźnych i innych nauczycielkach przebywających ze swoimi dzieciakami w szatni –  tak robiła zwykle pani D, tak i dziś zrobiła rehabilitantka/fizjoterapeutka; jaki to Piotrek niezdarny, nie słucha się i nie ćwiczy, nogi nie podnosi, dlaczego go zabieram z korekcyjnych, i gdzie my go niby leczymy i czemu nie w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, bo Wrocław to wiadomo… i że trzeba wreszcie nim potrzasnąć – bo nic do niego nie dociera…

… i katechetka

Jakby tego było mało do linczu dołączyła się  pani katechetka. Od połowy września nie przepytywała go z modlitw ani nie stawiała ocen. Czułam, że ten plan miał zaowocować jeszcze pałą z religii tak przed końcem półrocza byśmy nie zdążyli poprawić co miało potwierdzać regułę pani D: „że Piotrek nie da rady w tej szkole i należy go jak najszybciej zabrać by się nie męczył”.

Nazbierały się : „Ojcze Nasz”, „Zdrowaś Mario”, „Aniele Boży”. U Piotrka po katorżniczych ćwiczeniach neurologopedycznych wskoczyły wreszcie głoski szumiące i początki spółgłosek „ś”, „ć”, płynność mowy nam uciekała – na złość włączyło się jąkanie, a leki jeszcze nie zaczęły działać. Stres szkolny robił swoje. Dzielnie przychodził do szkoły po rannym domięśniowym zastrzyku z Cerebrolysin i podwójnej inhalacji z pulmicortu zatrzymującego kaszel na czas trwania lekcji.

Po długich ćwiczeniach mógł powtórzyć i zapamiętać długi tekst ale w sprzyjających warunkach – wypowiedzieć, kiedy go nic nie rozproszy i jak nie patrzył w okno,  jednak jąkał się i zacinał. Tzw. produkcja mowy nadal szwankowała. Ogólna otępiałość też. Ale dla mnie była dowodem, że nie mógł aktywnie uczestniczyć w bójkach i rozróbach o jakie był oskarżany natomiast wszystkie luki w ćwiczeniach uzupełnialiśmy – codziennie dzwoniłam do jednej z matek, miałyśmy wyznaczoną godzinę. Gdy Piotrek zaczął dostawać piątki – przestała odbierać telefony i zaczęła krucjatę przeciwko nam wciągnęła nawet psychologa i pedagoga szkolnego gdzie Piotrek bez mojej wiedzy i obecności był „przesłuchiwany” przez pedagoga, która stwierdziła odkrywczo, że „nie łapie z nim kontaktu”… Wracając do religii…

Przyszłam wtedy po niego, na koniec katechezy, powiedziałam „przemiłej” starszej pani, która właśnie ubierała moherowy beret , że jednak zaliczy wszystko teraz. Złapałam go za rękę i  odwróciłam do ściany i kazałam mówić. Była cisza bo dzieciaki wybiegły już z klasy a ja wchodząc zamknęłam drzwi i nie docierały do nas krzyki z korytarza.

Powiedział, bez zająknięcia jakby czuł, że od tego zależy nasze być albo nie być. Nie widziałam zadowolenia na twarzy pani Moher (podsłyszane u innej matki) – choć razem z Piotrkiem czuliśmy, że dokonał czegoś niemożliwego. Mieliśmy spocone ręce. Na ten krótki moment przestał się jąkać.

Nie odeszłam od jej biurka dopóki nie wpisała trzech piątek do dziennika – wyczuwałam dziwne wahanie. Szanowna pani razem z całą resztą też przyłączyła się do korowodu pt. „bez Piotrka będzie nam lepiej”. Dobrze, że „uczyła” tylko przez rok. Na odchodne, nalegała abyśmy wzięli udział w mszy – w egzorcyzmach, wtedy moglibyśmy zmienić naszego syna… Uzdrowić naszą rodzinę…

Wieczorem, już w łóżku, dowiedziałam się, że w tym samym dniu trzech chłopców pobiło go dotkliwie w szatni basenowej, miał siniaki. Później okazało się, że pani D o wszystkie bójki posądzała Piotrka ale zwykle to on był workiem treningowym. Pani D nigdy nie stanęła w jego obronie. Pani D nigdy go nie pochwaliła. Pani D przez cały okres nauczania nigdy nie powiedziała dobrego słowa o Piotrku. Pani D nigdy nie widziała, że inni go biją.Pani D nadal pracuje w tej szkole…

Dwóch innych chłopców rodzice zabrali z naszej klasy w połowie roku, choć byli fajni i lubiani przez mojego syna. Jak widać metody pani D pozbywania się kłopotliwych dzieci skutkowały. Zwłaszcza technika „wszyscy na jednego”. Rodzice tamtych chłopców tego nie wytrzymali, z czasem dowiedziałam się, że pani D mówiła im dokładnie to samo co mi czyli: „że się nie nadają, że na pewno sobie nie poradzą, i że są jacyś dziwni, ona się obawia czy oni przypadkiem w którymś „momencie nie wyciągną noża z kieszeni” i że należy zmienić im środowisko sugerując szkołę integracyjną albo specjalną, która wtedy w naszym mieście równała się z przechowalnią i z całkowitym brakiem perspektyw. Tylko ta szkoła gwarantowała (jakąś) przyszłość…

Czym się różni pedofil od nauczyciela…

Zaczęłam się wahać… i właściwie byłam bliska tego by się poddać i zabrać Piotrka z tej szkoły. Powiedziałam o tym naszej neuropsychiatrze przy okazji kolejnej wizyty. Ona popatrzyła na mnie. Powiedziała, że mam się nie bać. Po czym spytała czym różni się pedofil od nauczyciela. Na moje –  „Nie wiem”. Odpowiedziała po prostu: – Pedofil LUBI dzieci. Wiedziałam, że nie znajdę lepszego psychiatry. Raczej neuropsychiatry. Można podnieść kogoś na duchu trafiając w jego pokręconą naturę. Widać można. Na odchodne stwierdziła, że jak będziemy za nim stali murem to nic go nie ruszy… Jest silny –  da radę. Wystarczyło by przetrwać.

W trakcie ciągłych uwag, negatywnych spostrzeżeń, złych rokowań, równi pochyłej itp. Byli tacy nauczyciele, którzy nie mieli żadnych uwag ani zastrzeżeń do Piotrka. Stanowili przeciwwagę.  Był pan M.  który na swoich lekcjach szachowych nauczył Piotrka grać w szachy, dzięki temu zdobył w turnieju IV kategorię szachową… inna pani w MDK nauczyła go tańczyć i występował parę razy na scenie – wiem, że to uwielbiał, mógł się tam wydurniać i pani od informatyki – nigdy złego słowa… Oni robili swoje – uczyli.

Pani D po półroczu odeszła na roczny urlop. Jednak Bóg istnieje… – Za późno.

Byliśmy uratowani. Przyszła pani, która tak zajęła się Piotrkiem. Mogliśmy zrezygnować nawet z drogiej terapii psychologiczno – pedagogiczno – logopedycznej. Właściwie wystarczyło nam, że nikt nas nie chce wywalić. Reszta to zasługa Piotrka.

W trzeciej klasie wróciła pani D. Ale my byliśmy już daleko, daleko… Pani D nie mogło przejść przez gardło, że Piotrek uzyskał najlepszy wynik z trzecioteściku. Nie pomogło zaniżanie ocen przez całą trzecią klasę…

Ale miało być o uwagach w dzienniczku…

Uwagi pani D – wrzesień 2008 rok, I klasa (czasem dołącza się pani od angielskiego) (dołączę foto jak już kupię lepszy aparat) w dzienniczku Piotrka:

19.09.08

Piotr dzisiaj złośliwie rysował po książce koleżanki. Nie chciał pracować. D.

24.09.08

Bardzo proszę o zeszyt do j. angielskiego. Proszę uzupełnić brakującą lekcję. D.

25.09.08

Piotr dzisiaj wciąż przeszkadzał w prowadzeniu zajęć i w pracy kolegom. Bez przerwy coś mówił i nie słuchał poleceń. D.

30.09.08

Piotruś nic nie robił na zajęciach. Bawił się swoimi przyborami i w ogóle nie wykazywał zainteresowania tym, co się dzieje w klasie. D.

30.09.08

Piotr nie pracuje na j. angielskim. Dokucza koledze w ławce i pisze mu po zeszycie.

15.10.08

Piotr nic nie zrobił w trakcie lekcji. Proszę uzupełnić temat. Proszę również o kontakt z rodzicem w sprawie zachowania chłopca podczas wszystkich zajęć. Bawił się przez wszystkie lekcje! Pani D. i pani od angielskiego.

16.10.08

Piotr przeszkadzał innym dzieciom na zajęciach, bił je. Głośno i nieadekwatnie się zachowywał. D.

21.10.08

Przez cały dzień nie zrobił nic, prócz kilku liter. Przeszkadzał i zachowywał się głośno! D.

05.11.08

Proszę o konsultację z psychologiem szkolnym. Dni przyjmowania… (Pani D. nie przyjmowała do wiadomości, ze Piotrek jest pod opieką pedagoga prywatnie, neuropsychiatry i neurologopedy… pedagog 2x prosiła o kontakt z panią D, pani D nigdy nie skontaktowała się z naszym pedagogiem terapeutą)

06.11.08

Piotr kuł ołówkiem dzieci. Wywoływał konflikty z Kubą, również z użyciem ołówka. Wyjmował z plecaka cudze rzeczy! D.

Kuba był dzieckiem z patologicznej rodziny, wykorzystywał otępiałość Piotrka, okrutnie go bił i okradał – wydalono go rok później gdy udowodniłam, że ukradł Piotrkowi komórkę i pieniądze, które kazał przynosić mu codziennie do szkoły pod groźbą zamordowania młodszego brata…

D. wszystkie przewinienia Kuby przypisywała Piotrkowi.

07.11.08

Piotr nie robił zupełnie niczego na lekcjach – Wciąż natomiast coś mówił, przeszkadzał innym dzieciom, zaczepiał Kubę. Nie reagował na moje uwagi. D.

17.11.08

Wciąż dokuczał Szymonowi na lekcjach i przerwach! Nie pracował. Ugryzł w ramię Kubę! D.

18.11.08

Piotr był bardzo niegrzeczny, wciąż kogoś szczypał , bił, Kubie rozbił nos. Kompletnie nie słuchał poleceń nauczyciela. D.

20.11.08

Piotr nie pracował i nie stosował się do poleceń. Wciąż wydawał z siebie jakieś dźwięki. D.

24.11.08

Piotrek dzisiaj cały czas wydawał z siebie jakieś głośne dźwięki, krzyczał. Nie zwracał zupełnie uwagi na upomnienia. Proszę zdyscyplinować syna. D.

04.12.08

Piotr wciąż przeszkadzał, hałasował, wydawał jakieś dźwięki. Nie przejmował się uwagami. Niewiele zrobił dziś na zajęciach. D.

10.12.08

Piotr nie pracował na zajęciach. Pomazał sobie całe dłonie mazakami. Nie reagował na upomnienia. D.

11.12.08

Piotr dzisiaj bardzo przeszkadzał innym w pracy. Sam bez przerwy czymś się bawił i coś głośno mówił. D.

01.04.09

Piotr na przerwie kopał koleżankę. Nie uważał na zajęciach, przeszkadzał. D.

To już ostatnia uwaga. Mamy to za sobą i idziemy do przodu. Po tym żadne krytyczne uwagi na nas nie podziałają prócz tych naprawdę konstruktywnych…

Reklamy