Stasiek

Ważnym obszarem przetwarzania informacji u dzieci z autyzmem jest umiejętność modulacji lub kontrolowania bodźców, które do niego docierają.

Na przykład wiele dzieci z ASD jest nadwrażliwych na bodźce, a zatem bardzo delikatny dotyk (który jest zwykle bardzo dla dziecka przyjemny) może być przez nie odczuwany tak, jakby ich skóra była pocierana papierem ściernym. W przypadku dźwięku zwykły ludzki głos może brzmieć jak głośne skrzeczenie. W przypadku bodźców wzrokowych przytłaczające dla dziecka może być jasne światło, bogactwo kolorów i ruchu, a nawet światło słoneczne (Greenspan, Wieder, 2014).

Na przeciwległym biegunie wiele dzieci niedostatecznie reaguje na pewne dźwięki, dotyk lub bodźce wzrokowe. Na przykład niektóre prawie w ogóle nie zauważają twojej obecności, nie słyszą głosu albo prawie wcale nie reagują na dotyk. Takie dzieci mogą zamykać się w sobie, ponieważ nie czują kontaktu ze światem. Jeszcze inne pożądają bodźców zewnętrznych, poszukują ruchu, dotyku czy dźwięków. Dzieci – zarówno te, które niedostatecznie reagują na bodźce, jak i te, które ich pożądają – mogą biegać w koło i wpadać na ludzi, aby dostarczyć sobie dodatkowych bodźców zmysłowych. Mogą słabo reagować na ból i nie odczuwać go tak intensywnie jak inne dzieci, a w związku z tym mogą się zachowywać tak, jakby nic się nie stało, kiedy upadają lub wpadają na różne rzeczy. Są też dzieci, które mimo nadwrażliwości na dotyk i dźwięk pożądają bodźców, dlatego osiągają stan przeciążenia. Zrozumienie, jak dzieci doświadczają bodźców i jak je regulują, jest bardzo ważne, jeśli chcemy im pomagać w rozwoju (Greenspan, Wieder, 2014)

Mój syn nie reagował kiedy podawano mu bolesne zastrzyki, nie bał się również wizyt u dentysty, bo bardziej przeszkadzało mu uczucie spowodowane podaniem znieczulenia i nieprzyjemny zapach borowania, niż sam zabieg dentystyczny. Natomiast kiedy okulistka chciała zapuścić mu krople do oczu zaskoczył nas swoją reakcją. Oczy to dla niego strefa nietykalna. Trudno nam było go przekonać do kropli.  Nie zauważyłam też, jakiejś szczególnej nadwrażliwości na dźwięki – raczej było na odwrót, bo podkręca przesadnie głośność w TV. Ale hałas, ten szkolny – rozpraszał go. Natomiast dotyk to osobna historia – delikatne głaskanie go drażniło choć pozwalał się przytulać.

Największą zmorą były niewygodne ciuchy. Niewygodne czyli te , które nie były wykonane z bawełny 100%. O ubieraniu „na cebulkę” – też mogliśmy zapomnieć. Zawsze od małego tylko jedna warstwa, żadnych podkoszulek. Żadnych metek „na karku”, żadnych dżinsów, czapek, szalików czy rękawiczek. Swetry, również nie zaistniały dłużej niż na jeden dzień w naszej garderobie. Bokserki zamiast tradycyjnych majtek, też się nie przyjęły. Nie przeszkadzał mu upał ani ziąb – do tej pory nie wie co ubrać wychodząc z domu, zakłada, że poniżej 18 stopni – bierze bluzę do szkoły, a po wyżej – nie. Ale był postęp, w piątej klasie szkoły podstawowej zaczął po wielu naszych namowach tolerować dżinsy – ułatwiły to nam firmy, które wreszcie zaczęły sprowadzać na polski rynek dżinsowe spodnie z bawełny… i jakoś poszło. Nie jest już dresiarzem i ma rozporek.

Z czasem wiele rzeczy zmienia się na lepsze, nadwrażliwość zmienia się i zanika wraz z rozwojem – oczywiście, każde dziecko jest inne, –  więc nie ma co przesadnie panikować.  Ale nie można zmuszać do zachowań, które ewidentnie tym dzieciom nie pasują – bo zamiast poprawiać, – pogarszamy ich stan. Idąc tą drogą, kwestią sporną dla mnie będą  wszelkie terapie sensoryczne. Zamiast nich wybraliśmy baseny, te z wieloma atrakcjami – zabawa, woda, własne pomysły na przyjemności… te, które cieszą do utraty tchu – to dla nas najlepsza terapia. Resztę dziecko i tak doszlifuje na placach zabaw, w lesie, na łące… z hulajnogą, rowerem, sankami, piłką,  – w szkole i na boisku.

źródło: S. I. Greenspan, S. Wieder, „Dotrzeć do dziecka z autyzmem, WUJ, Kraków 2014

Reklamy