WP_20150502_18_47_01_Pro
foto z komórki Piotrka – Ja i Stasiek

Dzieci spędzające czas w mieszkaniach, bawiące się zabawkami ze sztucznych tworzyw, wchłaniają w siebie wszystko, co je otacza. Ich wrażliwe organizmy odpowiadają alergiami, zaburzeniami zachowania, chorobami. Nikt nie ma pomysłu, jak ten proces zatrzymać, a same dzieci głosu w tej sprawie nie mają

Psycholog Krzysztof Śliwiński w swoim artykule „Wytłumacz, dlaczego rosną drzewa” – zwraca uwagę na to, jak ważny dla naszych dzieci jest kontakt z naturą. Pisze, że dzieci już nie lubią wychodzić na podwórko bo jest takie nudne i zwyczajne w porównaniu do natłoku informacji, które bombardują je w domu z ekranów telewizorów, komputerów czy laptopów. „Pewnie i tak byśmy ich nie wypuścili, bo tyle niebezpieczeństw czyha za drzwiami: obcy ludzie, którzy pewnie mają złe zamiary, zwierzęta duże i małe, które mogą pogryźć i podrapać, pędzące samochody, niebezpieczne maszyny. No i zanieczyszczone powietrze. Jednak nasze przeświadczenie, że za oknem jest więcej zanieczyszczeń niż w domu, to mit. Joel Backan w przejmującej książce Dzieciństwo w oblężeniu dowodzi, że w mieszkaniach i domach stężenie najróżniejszych chemicznych związków i alergenów bywa wielokrotnie wyższe niż poza nimi. Wpływu na zdrowie różnych substancji zawartych w meblach, wykładzinach, farbach, tynkach nie umiemy nawet ocenić, bo nie są prowadzone na ten temat żadne badania. Dzieci spędzające czas w mieszkaniach, bawiące się zabawkami ze sztucznych tworzyw, wchłaniają w siebie wszystko, co je otacza. Ich wrażliwe organizmy odpowiadają alergiami, zaburzeniami zachowania, chorobami. Nikt nie ma pomysłu, jak ten proces zatrzymać, a same dzieci głosu w tej sprawie nie mają.

Deficyt natury

Ciągłe atakowanie zmysłów dziecka przez bodźce płynące z przede wszystkim z ekranów sprawia, że jego percepcja ulega zwężeniu i spłaszczeniu. Często ten atak jest tak zmasowany i długotrwały, że nie ma ono szans na regenerację. Dlatego coraz głośniej alarmują ci, którzy proponują inne podejście – kontakt z zielenią, z przyrodą, z naturą, żeby uniknąć „zespołu deficytu natury”. Twórcą i propagatorem tego pojęcia jest Richard Louv, który poświęcił mu książkę Ostatnie dziecko lasu. Jak uchronić nasze dziecko przed zespołem deficytu natury. Jednak deficyt natury dotyka nie tylko dzieci, ale także dorosłych. Depresja, zaburzenia zachowania spowodowane przeładowaniem informacyjnym, brak zadowolenia z życia, wypalenie zawodowe – to problemy dorosłych. Jednym z lekarstw są „zielone terapie”, prowadzone w ośrodkach zlokalizowanych poza miastami, urządzonych w formie ogrodów lub gospodarstw rolnych. W swojej książce Louv powołuje się na szereg badań, których wyniki potwierdzają, że kontakt z przyrodą sprzyja powrotowi mózgu do stanu wyciszenia i spokoju. Patrzenie na zieleń zmniejsza poziom hormonu stresu – kortyzolu. Przebywanie przez godzinę w lesie powoduje, że o dwadzieścia procent zwiększa się zdolność do koncentracji na rozwiązywaniu zadań i uczeniu się. Co więcej, chorzy, którzy z okna szpitala mogą patrzeć na drzewa, o wiele szybciej wracają do zdrowia niż ci, którzy takiej okazji nie mieli. W amerykańskiej armii najlepszymi saperami są ci, którzy wychowali się na wsi. Dlaczego? Ich percepcja jest zdecydowanie szersza, dostrzegają szczegóły, które umykają ludziom wychowanym w mieście.

Inne badania, jak np. przeprowadzone w 2011 roku przez Andreę Faber Taylor i Frances E. Ming Kuo z Uniwersytetu Illinois, , pokazały, że przebywanie na łonie przyrody zmniejsza objawy związane z ADD i ADHD. W przypadku ADHD malały one wtedy, kiedy dzieci miały dostęp do otwartych przestrzeni typu boisko lub rozległy trawnik. Nie było tego efektu w miejscach z dużą ilością zieleni, typowo miejskich albo we wnętrzach. Wcześniejsze badania tych autorek, z 2004 roku, wykazały, że obcowanie z naturą pomaga co dziesiątemu dziecku z ADHD lepiej się koncentrują po 20-minutowym spacerze w parku. Efekt korzystnego wpływu natury pokazały też badania Nancy Wells nad zdrowymi dziećmi – lepsze wyniki w testach funkcjonowania poznawczego osiągali ci mali mieszkańcy ubogich dzielnic amerykańskich miast, którzy pieszo uczęszczali do szkół drogami obsadzonymi roślinami” (K. Śliwiński, 2015).

Ciekawość i połamane gałęzie

John Brockman w książce Niezwykłe umysły. Jak w dziecku rodzi się uczony zebrał 27 esejów napisanych przez wybitnych naukowców. Wielu z nich, wspominając swoje dzieciństwo, pisze o bezgranicznej ciekawości, jaką odczuwali w pierwszych latach życia. Zaspokajali ją także w kontakcie z przyrodą.

Złamanie gałęzi w pobliskim parku czy na podwórku to czyn naganny, bo miejską przyrodę należy chronić. Drzewa są dla miast szczególną korzyścią. Gina S. Lovasi i jej zespół wskazali na związek „miejskich” drzew ze spadkiem liczby przypadków wczesnodziecięcej astmy. Badania Lovasi nie pozwalają stwierdzić, że drzewa zapobiegają astmie, ale z pewnością otwierają furtkę do następnych studiów. Eksploracja przyrody przez dzieci polega m. in. na sprawdzaniu, dotykaniu, gnieceniu, a czasami nawet zniszczeniu. Dorośli jednak zabraniają takich działań, produkują sterty zakazów i nakazów. Każdy skrawek zieleni dziecko może co najwyżej podziwiać, ale nie poznawać aktywnie. Dlatego drzewa ogradza się płotkiem, ogródki wewnątrz zamkniętych osiedli są puste, w podmiejskim lesie trzeba trzymać się wyznaczonych szlaków. Żeby dać dziecku możliwość pełniejszego doświadczania przyrody, trzeba pomysłowości. Można znaleźć połamane przez wiatr gałęzie, konary czy drzewa. Można położyć na trawie niedużą deskę i po tygodniu odkryć, co się pod nią dzieje. Można posadzić w doniczkach na parapecie zioła i wąchać je, smakować, patrzeć, jak się rozrastają, zbierać, suszyć. Dzieci nie muszą zaspokajać ciekawości grami komputerowymi, edukacyjnymi zabawkami, treściami zawartymi w Internecie. Mogą dostać od nas wiele wskazówek, szans na obserwację. Od nas, rodziców, zależy jak wiele im pokażemy, podsuniemy, damy. Wymówką nie powinien być brak czasu, bo wiele go marnujemy na robienie rzeczy „pilnych”. Inne jednak odsuwamy wciąż na „później”, co w praktyce oznacza „nigdy”.

Uratujmy nasze dzieci!

Gardnerowska inteligencja przyrodnicza każe mieć nadzieję, że nieskrępowany dostęp do zasobów przyrody może być lekarstwem dla wielu ludzi. Nie możemy wychowywać dzieci tak, by traktowały przyrodę z lękiem i wrogością. Jeśli ludzie będą coraz bardziej oderwani od przyrody, to z łatwością ją zniszczą, traktując jak coś, co nie należy do ich świata.

Przypomnij sobie, jak wspinałeś się na drzewa, taplałeś w kałużach, rzucałeś kamyki do rzeki albo odrywałeś przyczepione do spodni rzepy. We wspomnieniach zabierz siebie do takich miejsc, w których można spokojnie usiąść na trawie i posłuchać, o czym szumią drzewa. Potem zabierz dzieci w podobną, ale rzeczywistą podróż. Pokaż im, jak można się cieszyć z kontaktu z przyrodą. Niech dotkną kory, mchu, liści. Wsłuchaj się z nimi w szum wiatru w liściach, odgłosy ptaków, trzask gałęzi. Pokaż im ślimaki, grzyby, zająca, sarnę. Mów dzieciom o tym co czujesz, pokażesz im zachwyt, jaki można mieć w sobie. W ten sposób wyrobisz w nich szacunek do przyrody, a on przełoży się na szacunek do ludzi” (K. Śliwiński, 2015)

źródło: Krzysztof Śliwiński art. „Wytłumacz dlaczego rosną drzewa”, „Psychologia w szkole”, NR 2 (48)/2015, INDEKS 382469

Reklamy