gajos1
Janusz Gajos, kadr z filmu „Jasminum”

W książce Claire Grand pt. „Autyzm i Zespół Aspergera autorka przedstawia ćwiczenia reedukacyjne. Takie zajęcia gdyby istniały w naszej szkole albo chociażby w naszym mieście uzupełniły by lukę na której wypełnienie nie mam po prostu czasu

Bardziej pomogłyby mojemu synowi takie zajęcia niż bezowocne rozmowy z psychologiem, których nie cierpi i do których jest zmuszany przez nasze gimnazjum – gdzie pani (jak twierdzi) traktuje go jak głupka. Cóż, nasze gimnazjum tak jak większość szkół w Polsce myśli, że proponuje nam cud terapię z której nie wolno rezygnować bo będzie to traktowane jako zaniedbanie lub brak zaangażowania ze strony rodziców w sprawy dziecka. W ten sposób nakręcamy machinę głupoty udając przed światem i sobą, że terapia dziecka autystycznego w szkole istnieje, i że jesteśmy objęci fachową pomocą. Jeśli rozwiązywanie testów osobowościowych przez cały rok, których dzieciak ma już dość i psują mu nastrój w każdy piątek leczą autyzm to Piotrek został uleczony – dziękujemy!

Ćwiczenia reedukacyjne

„Kilku psychologów i neuropsychologów proponuje ćwiczenia reedukacyjne zachowań społecznych, których celem jest nauka rozumienia innych, a więc reagowania na sytuacje. Uczą oni autyków i osoby z zespołem Aspergera rozpoznawania emocji i wyrazu twarzy, aby wiedzieć, czy twarz jest radosna, smutna, zezłoszczona czy inna. Uczą jak reagować wobec osoby zagniewanej, agresywnej czy w obliczu budzących niepokój sytuacji. Każą zastanawiać się nad tym, czego nie należy mówić, np, że nie należy mówić komuś, że jest brzydki lub zbyt gruby, bo to może sprawić mu przykrość. Organizują małe przedstawienia teatralne lub raczej skecze, aby dotknięci zespołem Aspergera mogli ćwiczyć się w rozmawianiu z osobami, których nie znają, albo ćwiczyć umiejętności właściwego reagowania. Ci ostatni uczą się zachowywać tak, jak wszyscy. Te ćwiczenia są proponowane dzieciom w wieku od trzech lat (we Francji).” [1]

Tak często sobie myślę, o tych wszystkich akcjach promujących informacje na temat autyzmu w Polsce i dochodzę do wniosku, że aktorzy zamiast biegać w maratonach w niebieskich koszulkach, powinni organizować warsztaty dla autystów – teatrzyki, scenki, skecze – uczyć ich rozpoznawania, odróżniania i  reagowania na różne emocje. Oni przecież są w posiadaniu najlepszych „narzędzi” do pomocy naszym dzieciom i to właśnie aktorów zatrudniałabym w różnorakich terapiach i ćwiczeniach reedukacyjnych. Aktorzy mieliby dodatkową pracę i reklamę a my realną pomoc dla naszych dzieciaków. Wyobraźmy sobie np. Macieja Stuhra jak pokazuje dzieciom smutek albo Bartłomieja Topę gdy pokazuje strach (którego, znamy ze świetnego filmiku ukazującego zachowania autystyczne), Danuta Steńka ucząca okazywanie szacunku ludziom na ulicy i w szkole albo Anna Dymna utrzymująca stały prawie relaksujący ton głosu by wzbudzać ciepło i sympatię rozmówcy. Albo Janusz Gajos – jak efektywnie podnosić głos – zdenerwować się i wykrzyczeć swoje żale tak by ignorant zrozumiał wreszcie o co chodzi. Jak skutecznie odmawiać w wykonaniu Bogusława Lindy: „Nie chce mi się z tobą gadać” – kultowy tekst z Psów” nabierze nowych wartości. Można włączyć artystów kabaretowych by uczyli jak ośmieszyć nietolerancję i głupotę. Możliwości jest wiele, bo trzymanie niebieskich baloników w ręce nie ułatwi życia w autyzmie. Nie zmieni świadomości polskiego społeczeństwa. A efekt marketingowy tych akcji też jest marny i trwa tylko przez chwilę – to dla rynku medialnego znaczy NIC zapytajcie speców od social mediów – kto zauważył akcję „świecimy na niebiesko” a jak wpłynęła ona na życie naszych dzieci, jak na osoby nie zainteresowane autyzmem. Ile osób zainteresowało się autyzmem? Pieniądze przeznaczone na niebieskie gadżety przeznaczmy na efektywne terapie. A raczej na ich stworzenie i zintegrowanie ze szkołami uczelniami i przedszkolami.

„Przed kilkoma laty sądzono, że autystycy i osoby z zespołem Aspergera do rozwiązywania swych problemów psychologicznych potrzebowały zwłaszcza wizyt u psychologów lub psychiatrów. Myślano, że cierpieli na chorobę psychiatryczną jak obłąkani i powinni być leczeni przez psychiatrę. Następnie uświadomiono sobie, że to nie problem psychologiczny, lecz neurologiczny. Zatem ich problemy nie są wynikiem nieodpowiedniego nauczania czy też niekochającej wystarczająco matki. Wynikają one z mózgu. Ich mózg jest inny.

Wielu cierpiących na zespół Aspergera uważa, że ciężko jest żyć, będąc Aspergerem. Niekiedy potrzeba im psychologa, aby pomógł im lepiej zrozumieć siebie i lepiej się czuć. Niektórzy nie czują się szczęśliwi, ponieważ trudno im zrozumieć innych, często się boją, nie czują się normalni, są zmęczeni koniecznością stałego podejmowania wysiłków. Psycholog może im pomóc.

Inni reedukatorzy także mogą pomóc dziecku Aspergerowi: specjalista od psychomotoryki i ergoterapii w poprawie jego gestów i pisma, ortofoniatra, aby pomóc mu w lepszym zrozumieniu tego co się do niego mówi.” [2]

[1,2] – Claire Grand „Autyzm i zespół Aspergera”, Studio Emka, Warszawa 2012.

Advertisements