lanza658

 Jack White, okładka płyty „Lazzaretto” 2014

Jack White – geniusz – nie sawant

Gdy Stasiek zażyczył sobie gitarę pomyślałam od razu o Nim o Jacku. Ucieszyłam, że syn lubi brzmienie gitary tak jak ja. Ostatnio by przetrwać wesele pokazałam mu jak odtwarzać „7 Nation Army” w mojej komórce. Gdy spocony  przebiegał z  telefonem w ręce po pełnej sali gości weselnych wijących się w takt jakiegoś chorego utworu – zatrzymywałam go na chwilkę by brzmienie wydobywające się z  wnętrza komórki choć na chwilę zagłuszyły nędzną karykaturę muzyki granej przez orkiestrę weselną. Dźwięk gitary White pozwalał włączyć w mojej głowie odtwarzacz tylko tego co naprawdę chcę słyszeć. Mam taką funkcję. Wtedy chciałam słyszeć tylko White . . .

Gitara na której gra – wykonał własnoręcznie – dodał strunę coś tam posklejał i już. Oprócz gitary gra również na klawiszach, perkusji i różnych instrumentach o których nie wiem . . . Gdy zaczynał stworzył zespół składający się z samego siebie i żony Stripes – talent i pomysłowość oraz uzyskanie nowego brzmienia gitary pozwoliło powalić tłumy. Ktoś słusznie zauważył, że to potężny blues połączony z klasyką i garażowym graniem . . .

Najgorsze jest to, że nigdy bym o człowieku nie usłyszała gdyby nie film – dokument o trzech wielkich gitarzystach: Jimmym Page’u, The Edge’u (U2) i Jacku Whicie –  obejrzany w pewien smutny wieczór – Jack robi gitarę z deski, trzech gwoździ, butelki po coli, kawałka drutu i kabla. Podłącza ją do wzmacniacza i gra. – „Kto powiedział, że gitarę trzeba kupić?”, podsumowuje.

Po nim zaczęłam się zastanawiać kim u licha jest White. Przecież w naszych czasach by usłyszeć coś naprawdę dobrego trzeba cofać się w przeszłość .

W sieci tuż pod filmem  znajduję notkę: . . . „Swojej pierwszej gitary też nie kupił – jako najmłodsze z dziesięciorga dzieci Gormana i Teresy Gillsów (matka – z domu Bandyk – pochodziła z Polski, babcia mieszkała w Krakowie) „dogrywał” instrumenty po starszych braciach. Jako sześciolatek nauczył się grać na perkusji, potem na gitarze i pianinie. Zanim stał się jednym z najważniejszych muzyków rockowych XXI w., prawie został księdzem (z seminarium zrezygnował, bo bał się, że nie pozwolą mu tam trzymać instrumentów) i tapicerem (przez kilka lat przyuczał się do zawodu, zakładając w międzyczasie swój pierwszy zespół – The Upholstereres, czyli Tapicerzy). Od tego czasu Jack White stworzył trzy zespoły, z których każdy odniósł sukces: założony z żoną Meg White (od której przyjął nazwisko) The White Strips, rockowy kwartet The Raconteurs i The Dead Weather. Założył wytwórnię (Third Man Record), dla której nagrywają tak różni artyści, jak Beck, Tom Jones czy komik Conan O’Brien. I w końcu, po kilkunastu latach kariery zadebiutował solowym albumem. Podczas swojego ostatniego polskiego koncertu (Open’er 2014) powiedział ze sceny, że mama zabroniła mu wracać bez polskiej żony.” [WO/Wysokie Obcasy/Artykuły, „Jack White: mama zabroniła mu wracać z Polski bez żony” – Olga Wiechnik 08.11.2014]

Moja kolekcja powiększyła się o płytę „Lazaretto” – teraz musimy „powiększyć kolumny”.

Nie można zapominać, że potrafi grać nie tylko na gitarze . . .

Reklamy