20150801_123217
foto Piotrka

W artykule Magdy Piekarskiej dla GW, pt. „Nauka według potrzeb” opisane są zalety nauki poza szkołą i nie chodzi tu o zajęcia dodatkowe, ale o edukację w domu, zamiast uczęszczania do szkoły.

„Edukacja poza szkołą jest w Polsce legalna od 1991 roku – pod warunkiem, że uczeń przejdzie testy w poradni psychologiczno-pedagogicznej, uzyska pozytywną opinię, a jego rodzice znajdą szkołę, która będzie sprawowała nad nimi nadzór pedagogiczny.

Dolnośląskie Kuratorium Oświaty informuje, że w ubiegłym roku szkolnym poza szkołą uczyło się 36 dzieci – 28 w szkole podstawowej, 8 w gimnazjum. Te dane nie obejmują jednak szkół niepublicznych. A w nich dzieci uczonych w trybie edukacji domowej może być kilkakrotnie więcej. Na Dolnym Śląsku rekordy pod tym względem bije szkoła w Rękowie pod Sobótką. W tym roku edukację domową pod jej nadzorem rozpocznie 52 uczniów. W tym Żytomir i Radogost. We Wrocławiu sporo dzieci trafia do chrześcijańskiej Arki – w szkole podstawowej jest tam 28 „domowych” uczniów, w gimnazjum 7. I ta liczba systematycznie rośnie […]

Dlaczego?

„Szkoła – strefa niszczenia indywidualnej pasji badawczej. Grozi destrukcją osobowości” – tłumaczy Aga (jedna z mam). – Pomyślałam, że system nie jest najlepszą rzeczą pod słońcem. A z czasem doszłam do wniosku, że nie chcę żeby moje dzieci były przez niego ociosywane. Chcę żeby były wolnymi ludźmi, a nie trybikami w machinie, która odbiera im wiarę, że mogą osiągnąć wszystko, czego chcą.

Żytomir trzy lata uczył się we Wrocławskiej podstawówce na Nowym Dworze. – Było za głośno, więc żeby schować się przed hałasem, zostawałem w klasie na przerwach, a w domu miałem za mało czasu na czytanie i zabawę – odpowiada […]

Aga Sekuła wspomina; – Kiedy Żytomir był przeziębiony i zostawał w domu, dbaliśmy, żeby nadrabiał zaległości. Spędzał nad podręcznikami najwyżej trzy godziny dziennie, a po powrocie do szkoły okazywało się, że wyprzedza resztę grupy. Poza tym nigdy nie wychowywaliśmy dzieci do rywalizacji. Żytomir poszedł do szkoły jako sześciolatek i szybko kazało się, że jest najlepszym uczniem w klasie. No i zaczęły się problemy – dzieci płakały, bo dostawały mniej punktów od niego, rodzice zarzucali nauczycielce, że go faworyzuje”.

W artykule przedstawiono również inne rodziny, które wybrały edukację domową: „Zuzia Markiewicz z Wrocławia, tak jak Żytomir, poszła do szkoły jako sześciolatka – kiepsko trafiła – jej klasię terroryzował agresywny chłopiec, a nauczyciele nie mogli sobie poradzić z tą sytuacją. Do tego dochodziła obezwładniająca nuda. I hałas – kilkaset dzieci stłoczonej w jednej przestrzeni to jego gwarancja. Zuzia wytrzymała w klasie dwa lata […] Pół roku wcześniej urodziłam Frania ( mówi mama Zuzi), byłam na urlopie macierzyńskim, a po latach dojazdów do pracy 15 km za Wrocław, stania w korkach, całej tej nerwówki pomyślałam, że to dobry moment na zmianę. Decyzja zapadła pod koniec drugiej klasy – do trzeciej Zuzia już nie poszła…”

Unschooling

„W małej uczelni przy ulicy Inżynierskiej we Wrocławiu dziesiątka dzieci w wieku od sześciu do dwunastu lat spędza pięć godzin dziennie. – Uczestniczą w zajęciach chemii, filozofii, uważności i innych, których nie obejmują ramy tradycyjnej edukacji – opowiada Katarzyna. A przede wszystkim uczą się być razem, dyskutować i współpracować przy realizacji własnych projektów.

Po tym jak odkryli edukację domową są zwolennikami unschoolingu, który w Polsce jest niedozwolony. – Tutaj mamy obowiązek szkolny – tłumaczy Aga. – A tam rodzic bierze na siebie całkowitą odpowiedzialność za naukę dziecka. Nie ma corocznych egzaminów. Nie ma podstawy programowej, która ogranicza możliwość podążania za zainteresowaniami naszych dzieci.

Unschooling za granicą jest coraz bardziej popularny. Jego guru to 38 letni Andrea Stern. Nie spędził nawet pięciu minut w szkole, a zna biegle pięć języków. Nauczył się czytać jako dziesięciolatek, bo dopiero wtedy poczuł taką potrzebę. I od razu sięgnął do „dorosłej” biblioteki rodziców. Nigdy nie widział różnicy miedzy nauką a zabawą. Jako 12 latek spędzał wiele godzin w pracowni ojca, malarza, uczył się fotografować, tańczyć i chodził na wykłady do College de France, przez wiele godzin dziennie ćwiczył grę na gitarze. Dziś jest kompozytorem, lutnikiem, dziennikarzem. Przede wszystkim promuje edukację przedszkolną w czerwcu 2015 robił to też we Wrocławiu”.

Tomasz Tokarz kierownik Zakładu Historii i Pedagogiki w Dolnośląskiej Szkole Wyższej o uczeniu w domu na wrocław.wyborcza.pl

źródło: artykuł/fragmenty Magdy Piekarskiej pt. ” Nauka według potrzeb”, Gazeta Wyborcza, piątek 4 września 2015, NR 206. 8539, nakład 311 tys. numer indeksu 349569 

Reklamy