Wizualizacja 3d sposobu montażu zbiornika na szambo lub deszczówkę
Szambo

Poniedziałek 10.08. 2015.

Szambo.

Na odchodne, Janek: – Szambo przyjedzie o 10.00. Otwórz bramę, przyjdzie Olek to ci pomoże. 10.00 – otworzyłam bramę. 11.00 szamba nie ma. Telefon – Janek: – Przyjechało szambo?

– Nie.

Janek: – Zadzwonię do Olka.

– Dobra.

12.08 –  słyszę szambo. Przyjechało. Czerwony (ulubiony kolor Piotrka) wielki Zetor ze „słoniem”. Potężna maszyna – robi wrażenie. Ale skręca do sąsiadów, do ogrodników, tak na nich mówimy, mają wypieszczony ogród. U nas suchy już trawnik sosny i nadzieja na poprawę. Rosną za to, pod płotem dzikie poziomki. Wychodzę z domu, machamy do siebie z synem ogrodnika. Na polnej drodze bawią się jego dzieci. Moje wrzeszczą na poddaszu, kłócą się, przechodząc 8 level. Idzie Olek.

Piotrek (z góry): – Co tak śmierdzi?!

– Szambo – informuję. – Będzie gorzej.

Pan szambo skończył u ogrodnika. Kieruje maszynę do nas. Leci Olek. Olek łysy, krępy, nieduży facet typu Szrek – stary. Odziany tylko w spodenki w brązowe paski a’la lata siedemdziesiąte, obcisłe a na stopach klapki gumowe z castoramy. Bierze szeroką rurę i szybko przerzuca przez mój płot wprost do otworu.  – Ten?  – Tak drugi – odpowiadam (otwór). Szambiarz w pomarańczowych ogrodniczkach wkur***ny na twarzy. Ani dzień dobry, ani pocałuj… Smród nasila się, aż szczypie w oczy. Temperatura powietrza spokojnie przekracza 38 stopni. Proces wciągania trwa niecałe 5 minut. Profeska. Koniec. Olek oddaje rurę. Szambiarz bez słowa odjeżdża. Patrzę na Olka rękę – dłoń, która niechybnie może pojawić się na moim ramieniu w postaci ojcowskiego wesołego poklepywania w  trakcie zbliżającego się small talk’u, ale przed tym zamka szambo, pokrywą przypominającą zmniejszony właz kanałowy.

Olek: – Ch*j nie chciał do was przyjechać, musiałem mu nagadać, bo myślał, że tylko od ogrodników ma brać. Pajac.

Niedobrze będzie długo gadał.

Ja: – Dzięki, Olek co byśmy bez ciebie zrobili. Uśmiech.

Olek: – Aj, tam.

Teraz trzeba włączyć tryb inteligencji interpersonalnej. W końcu chłop pomaga.

– K**wa jaki upał. Przecież, to się nie da wytrzymać. Jak wy tam dajecie radę w tym drewniaku (drewniany domek, domek Olka) i jak tam Bożeny biodro?

– Daj spokój, upał jak sam sku****yn. Drugi wiatrak dokupiłem i dalej gorąc jak w piecu. Operacja drugiego w 2017 roku we Wrocławiu.

Ja: –  Spieszą z pomocą. Syny.

Olek: – To nic. I tak trzeba czekać. Wyniki poprawiać – bo ciśnienie już nie tak, u mnie zresztą też. I cholesterol Bożenie skoczył, że hej. Ja to już tabletki na to biorę. Trzeba, bo jak się raz zacznie to już koniec. Do końca życia i tętno . . . ( nigdy nie skończy gadać). Przerywam:

– A co powiedz mi u Barana (złota rączka, kiedy nie jest w cugu, ciągu) –  chleje?

Olek: Teraz nie, 2 tygodnie temu przestał właśnie do niego idę póki trzeźwy, bo później to już nie wiadomo. Matkę ma chorą. 90 lat, leży… znowu 20 minut gadki. Żar leje się z nieba. Smród szamba odbiera zdolność przetwarzania myśli, powoduje zawroty głowy i łzawienie. Przesuwamy się do cienia. Pomału acz konsekwentnie w stronę otwartej bramy. Olek niespiesznie i  niechętnie za mną. Jakoś idzie. Nie ma lekko.

– Muszę iść wstawić obiad…

– Idź, idź . . . ja też muszę. Bożena będzie się darła.

Na odchodne poklepał mnie po ramieniu. Wiedziałam.

(W czasie wakacji mieszkamy w domu na wsi, w lesie obok jeziora- stawu. Dom wybudował Janek – inteligencja kinestetyczna)

. . .

Kiedyś dawno do mojej knajpy, przychodził „Chudy” – jak żył. Był wielki i przypominał Grzegorza Kasdepke. (Kolega Janka i „przyjaciel” Andrzeja – brata Janka, zaznaczam, bo o to były kłótnie.) Miał niski, gruby przeraźliwy głos, jak Zagłoba gdy się upił  – śpiewał „Stary zegar”. Słychać go było dwie przecznice dalej. Ale gdy ktoś mu dokuczał, potrafił wrzasnąć tak, że wypadały szyby z okien a pijaczkom stawały włosy dęba –  dostawały lęków chociaż miały fazę. Gdy ryknął do któregoś:  – Zamknij szambo ! Robiło się cicho. Zawsze się śmieję gdy o tym pomyślę chociaż wtedy nie było mi do śmiechu. Ale gdy usłyszałam po raz pierwszy . . .

Szambo nie zawsze musi śmierdzieć. Filozoficznie: ” Można całe życie taplać się w gównach i się nie ubrudzić”.

Przyjechał Janek. Piotrek otwiera bramę (jego działka, robota – obowiązek), ale już nie zamyka bo jak twierdzi nie będzie się przemęczał. Dym. Szambiarz wybrał nie z tej dziury. Awantura. Janek dzwoni do Olka  – jemu też się oberwie. Za gruba rura. Mać! Miał być prawy pojemnik. Cały misterny plan . . .  gryzie piach.

Advertisements