20150411_161831
foto Piotrka

Cały weekend w domu. Nauka: Piotrek słówka, angielski, niemiecki a w niedzielę historia. Jeszcze praca na plastykę. Pani zamieni jedynkę na lepszą ocenę jak doniesie przed ósmą. Nasuwa się pytanie: Czy zdąży? To nie ważne, że malował i skończył w domu mieszcząc się w przyzwoitym czasie – około godziny z minutami. Efekt: coś zielonego i brązowego, leżącego lub stojącego (dżungla) a w środku ludzik z dzidą goniący zwierzynę, a ta zwierzyna podobna raczej do szczura niż do jelenia. Całość wulgarna w swej prostocie jak rysunek 3 letniego dziecka z dysfunkcjami.

J. się nie zgadza. Nie akceptuje dzieła. Ja raczej mam gdzieś… J. poprawi, doda bo przecież tak nie można – obciach, kpina. Dorysowuje kogucika na środku, niebo i kilka szczegółów. Teraz wygląda jak kurpiowska makatka. – Miało być dynamicznie. Dogaduję złośliwie… Zresztą mam to… – Tak w dupie, wiem. Może kiedyś pojmą, że  nie potrafi malować… Może kiedyś nauczą się barany robić indywidualny profil autyka i przestaną męczyć rysunkami i muzyką tych, którzy i tak muzykami i malarzami nie będą… Kiedyś może, w innym świecie będzie postęp.

Poniedziałek rano. Idziemy ze Staśkiem do szkoły.

– Jestem chory.

– Przesadzasz, chory byłeś w zeszłym tygodniu, pospiesz się…

– Dalej boli mnie gardło… i brzuch.

Boisz się czegoś, basenu, angielskiego …

– Nie! Jestem chory.

– Może ktoś ci dokucza, chłopcy wiesz…

– Nie!

– Słyszałam, że nowa pani od angielskiego wrzeszczy i dzieci się boją…

– Nie boję się! Jestem chory!

Nagle, bez zatrzymywania się, praktycznie w biegu, puszcza pawia. Najpierw skromnie jednego, na chodnik, prawie na buty przechodniów, później całą serię… Jak fontanna. Do pawia zlatują się gołębie, odwracam wzrok. Stasiek wyciera rękawem twarz. Zawracamy.

– Zerzygałem się…

– Tak, widzę, nie przejmuj się, to dobrze, organizm wszystko z siebie wyrzu…

– Mó-wi-łem że je-stem cho-ryyyyyyy!

Kiedy zacznę wreszcie słuchać dziecka, który zawsze ma rację…

Siedzimy w domu. Znowu dołek, dół – na dołku.

Advertisements