image029

W książce pt. „Dar dysleksji”  Ronald D. Davis, którego nauczyciele kiedyś uważali za „opóźnionego” został obdarzony niezwykłymi zdolnościami twórczymi i wyobraźnią. Davis znalazł i opisał metodę na swoją dysleksję, dzisiaj jest inżynierem, biznesmenem i rzeźbiarzem. Książka to zbiór ciekawostek na temat specyficznego myślenia zarówno dyslektyków jak i autyków. Autor za główną przyczynę problemów szkolnych i życiowych  uważa stan umysłowy jakim jest dezorientacja. To bardzo ciekawe, że dysleksję z autyzmem łączy chociażby „myślenie obrazami” i wspomniana dezorientacja. Nie wiem tylko czy „łączy” to odpowiednie słowo. Uważam, że drążąc temat  pt. autyzm nie powinniśmy trzymać się  kurczowo samego autyzmu, ZA czy ASD. Aby dowiedzieć się więcej trzeba szperać w innych zburzeniach rozwojowych i tam szukać odpowiedzi – przecież ta układanka ma wiele odsłon. A umysł tych dzieci jest właściwie nie zbadany istnieją tylko bardziej lub mniej wiarygodne teorie. Szkoda tylko, że akurat te dzieci muszą pokutować za inny sposób postrzegania świata/inny profil przyswajania wiedzy  – przecież gdyby nie to specyficzne „okablowanie” mózgu –  świat nie ruszyłby z miejsca, a nauczyciel nie trzymałby dzisiaj w dłoni smartfona…

Jak to się ma do matematyki…

Książka zawiera m. in. relację chłopca (a może już mężczyzny), którego „inne” myślenie matematyczne stanowi problem dla nauczycieli – jest również źródłem konfliktów, powiedzmy kartkówkowo-testowo-klasówkowych. A wszystko przez te punkty w powietrzu…

Punkty w powietrzu

„Do trzynastego roku życia byłem w stanie dezorientacji przez większość czasu, tak że uznano mnie za opóźnionego umysłowo. Dziś prawdopodobnie uznano by mnie za dziecko autystyczne. W rezultacie mam niewiele „prawdziwych” wspomnień z dzieciństwa. Poniższa historia jest jednak prawdziwa.

Byłem w czwartej klasie. Mój nauczyciel matematyki bardzo się dziwił, że umiałem bez zastanowienia rozwiązać złożone równania algebraiczne, a nie potrafiłem poradzić sobie z prostymi zadaniami. Któregoś dnia rozmawiał na ten temat z moją matką. W trakcie rozmowy zwrócił się do mnie z pytaniem: ” Jeżeli x jest równe jeden, a y jest równe siedem, to ile będzie dwa y minus x?” Bez zastanowienia odpowiedziałem: „trzynaście”. Nauczyciel zapytał mnie, skąd to wiem, na co powiedziałem, że zobaczyłem. Potem zapytał, jak to wyglądało, a ja w odpowiedzi wskazałem dwa punkty w powietrzu i pod nimi jeszcze trzy inne.

Nauczyciel matematyki wspomniał wtedy, iż słyszał o dzieciach nazywanych „uczonymi”, które potrafią dokonywać takich rzeczy. „To znaczy uczeni idioci?” – zapytała moja matka z oburzeniem. Odgryzła się w ten sposób nauczycielowi za nazywanie mnie idiotą, ścisnęła moje ramię i wyszliśmy ze szkoły. Zabrano mnie z tej klasy i nie wolno mi było zajmować się matematyką aż do dziewiątej klasy, kiedy zaczęła się algebra.

Znałem wynik każdego zadania algebraicznego z podręcznika, każdego zadania testowego. Mimo to nie zaliczyłem klasówki. Nauczyciel wyjaśnił, że w zadaniach na klasówce nie chodziło o podanie poprawnych odpowiedzi, lecz o rozwiązanie zadań. Ja nie zrobiłem ani jednego zadania, napisałem tylko same poprawne odpowiedzi.”

Nauczycielowi chodziło pewnie o sawantyzm – tym bardziej powinien wspierać chłopca, cóż…

źródło: Ronald D. Davis, Eldon M. Braun: „Dar dysleksji”, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2010

Advertisements