20150323_143201
foto z komórki Piotrka

Czy warto zapisywać dziecko do szkoły integracyjnej?

– Brzmi pierwsze pytanie zadane przez Juliusza Ćwielucha w rozmowie z Prof. Grzegorzem Szumskim (pedagog specjalny prowadzi badania na temat kształcenia integracyjnego w Polsce – profesor Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie).

Grzegorz Szumski:  – A kto pyta? Bo inne dylematy mają rodzice dzieci niepełnosprawnych, a inne dzieci zdrowych. Na dodatek wybory rodziców dzieci niepełnosprawnych będą zupełnie inne, jeśli mieszkają w centrum Warszawy, a inne, jeśli los rzucił je do małej miejscowości. Część z nich stanie przed dramatyczną alternatywą: oddać dziecko do ośrodka czy próbować je zmieścić w systemie powszechnym.

Czyli nie ma jednej integracji?

Nie. Ten sam program jedna szkoła będzie realizowała lepiej, a inna gorzej. I to wcale nie musi oznaczać, że problem tkwi w nauczycielach czy przełożonych. Każde dziecko to inny przypadek. Wymaga innej metody.

Z punktu widzenia niepełnosprawnych

No zacznijmy od perspektywy dzieci niepełnosprawnych. Prof. Anna Sobolewska, historyk literatury, mama Celi z zespołem Downa, powiedziała mi, że z integracją jest jak z komunizmem. Idea szczytna, tylko w praktyce się nie sprawdza.

Jeśli nastawimy się na to, że nasze chore dzieci przez samo obcowanie ze zdrowymi staną się zdrowsze, to oczywiście się rozczarujemy. Może się również rozczarować, jeśli za wysoko postawimy oczekiwania związane z budowaniem bliskich relacji pomiędzy dziećmi chorymi i zdrowymi. Jednak nie można sprowadzać integracji tylko do tych wymiarów.

Ale to normalne, że rodzic oczekuje, iż jego dziecko będzie akceptowane i znajdzie sobie w szkole przyjaciół. Tymczasem budowanie relacji pomiędzy dziećmi opiera się na dobieraniu na zasadzie podobieństwa. Czy to z góry nie przekreśla całej idei?

Badania mówią, że dzieci niepełnosprawne rzadziej mają dobre relacje z kolegami niż przeciętne dziecko sprawne, częściej są odrzucane niż przeciętne dziecko sprawne. Tyle że używanie statystyki do opisywania relacji to słaby pomysł. Dzieci nawet z tym samym schorzeniem mogą się między sobą diametralnie różnić. Dzieci zdrowe też mają różne progi wrażliwości, akceptacji. Przy mądrze prowadzonej integracji wiele dobrego może się w tych relacjach wydarzyć. I wydarza.

Czy to nie jest zaklinanie rzeczywistości?

To prawda, że dzieci dobierają się na zasadzie jakiejś atrakcyjności. Niepełnosprawność z reguły nie jest dla nich atrakcyjna. Wytwarza bariery w komunikacji. Wraz z wiekiem powiększają się różnice w poziomie intelektualnym, możliwościach poznawczych. Siłą rzeczy te więzi będą gorsze niż pomiędzy dziećmi zdrowymi. A jaka jest gwarancja, że szkoła specjalna będzie dla niepełnosprawnego dziecka lepsza? Badania pokazują, że jeżeli uwzględnimy jego cechy osobowe, to prawdopodobnie będzie miało złe więzi z rówieśnikami i w szkole specjalnej, i integracyjnej. Z najnowszych badań wynika, że klasa integracyjna nie niesie dla dzieci większego ryzyka w zakresie relacji rówieśniczych niż klasa specjalna.

źródło: wywiad (fragment) pt. „Równą Drogą” z prof. Grzegorzem Szumskim – rozmawiał Juliusz Ćwieluch, „Ja MY ONI”, 8/2013 INDEKS 381-055

Reklamy