cover-image9

Kupiłam ostatnio książkę pt. „Bycie miłym to przekleństwo” autorki Jacqui Marson – po lekturze nie spodziewałam się zbyt wiele. Myślałam, że to kolejny głupi poradnik o asertywności wałkujący utarte stereotypy. Zabrałam ją ze sobą na wakacje i okazało się, że to kolejna z Tych książek, z których można czerpać siłę. Zwłaszcza gdy jest się rodzicem autystycznego dziecka. Dała mi dużo do myślenia i pokazała jak łatwo można wpaść w pętlę ciągłego pomagania innym – zwłaszcza gdy świetnie poradzą sobie sami. Pokazuje jak walczyć z wyrzutami sumienia „produkowanymi” codziennie przez otoczenie, zamiast zajmować się własnym życiem, i życiem swoich dzieci. Autorka w przystępny sposób ukazuje jak zależności rodzinne i przyjacielskie wysysają z nas wolę życia, radość i udowadniają, że jesteśmy do niczego jeśli nie spełniamy ich życzeń. Zabierają nam prawo do inności, odpoczynku i wolności – stawiając codziennie nowe zadania, których ilość przekracza normy naszego i tak napiętego grafiku dziennego. Nie rozumieją, że jesteśmy przepracowanymi rodzicami „trudnych” dzieci i to właśnie nam należy się pomoc a nie jęczącym z nudów ludzikom, których życie za słabo wytrzaskało po mordzie.

Oczywiście tą pomoc też olewam, bo nigdy nie okazała się prawdziwym pomaganiem tylko kolejnym zaspokajaniem ich potrzeb a nie moich. Np. jeśli proszę bliskich o przypilnowanie dzieci muszę zapewnić posiłki zarówno dzieciom jak i „opiekunom”, do tego kawa w ekspresie, instrukcja obsługi pilota, gdzie szklanki, filiżanki, talerze – o której wrócę i czemu tak późno . . . odechciewa się wychodzić – więc łapię się na tym, że od pięciu lat nie wychodzę nawet do kina zwalniając otoczenie z wszelkich obowiązków – padając jednocześnie na twarz. (Chociaż wolę określenia mojej znajomej – matki dziecka z porażeniem mózgowym: „chodzę z ryjem do ziemi”).

Tym skazanym na nudę, zwolnionym od wszelakich obowiązków życzę najlepszego i  jak mawia kumpel mojego męża ch** mu serdeczny w d**ę – Pieszczę się tą sentencją i poprawiam sobie humor – choć wiem, że jak kiwną najmniejszym palcem to usłyszą o tym ptaki w niebiosach i zgłoszą swoja kandydaturę do”Zwykłego Bohatera”. Tak czy siak  – myślę, że takich książek nam potrzeba by skutecznie bronić się przed „wampirami emocjonalnymi” czyhającymi w realu i tych w zakamarkach naszych dusz – nauczmy się zabić gada gdy jeszcze nie zdążył dobrać się do naszej krwi i zajmujmy się tym co dla nas naprawdę ważne. Bo tak naprawdę to MY odwalamy lwią część „roboty” i raczej nikt nam w tym nie pomaga.

Autorka Jaqui Marson jest psychologiem, pracowała między innymi w wiezieniu Hollway i w szpitalu św. Tomasza w Londynie, obecnie prowadzi prywatną praktykę. Autorka w wywiadzie dla gazety „Charaktery” mówi: „- Starałam się być doskonałą matką, żoną, terapeutką i córką jednocześnie jednak zapomniałam o sobie. Pochłonięta innymi, nie zwracałam większej uwagi na to, czego ja pragnę, nie dbałam o własne potrzeby. A potem, niespodziewanie nastąpił kryzys. Miał miejsce podczas rodzinnej imprezy. W trakcie tańca upadłam tak niefortunnie, że bardzo bolała mnie ręka. Nie pojechałam jednak do szpitala, by zrobić prześwietlenie – byłam zbyt zajęta zaspokajaniem potrzeb innych. Zrobiłam to dopiero po 10 dniach! A wtedy okazało się, że ręka jest złamana . . . To wydarzenie obudziło mnie: postanowiłam przemyśleć swoje życie, zrewidować swe przekonania, i bardziej zatroszczyć się o siebie – przełamać przekleństwo bycia miłym.”[1]

Z książki wyniosłam to, że ludzie często posługują się wzbudzaniem wyrzutów sumienia, które psują nam nastrój wiele dni po tym jak sprzeciwiliśmy się wykonywać z góry ustalone przez nich zadania. Gdy mówimy „nie” – robią wielkie oczy i różnymi sposobami przywołują nas do porządku (ich porządku). Nie możemy się na to godzić bo zwariujemy. Trzeba wreszcie się określić i ustalić jasne zasady. A gdy notorycznie nękają nas obsesyjne myśli typu: jesteśmy źli bo czegoś tam nie zrobiliśmy/pomogliśmy/uczestniczyliśmy/wsparliśmy/odwiedziliśmy/zadzwoniliśmy/poszliśmy . . . Zróbmy tak jak bohater jednej z Marsonowskich opowieści: gdy rodzina od dzieciństwa z niego drwiła, przezywała go i ośmieszała  – On znalazł oryginalną metodę odpędzania toksycznych myśli  – wyśpiewywał w swojej głowie  wszystkie obraźliwe epitety  jakimi „obdarzała” go rodzinka z podkładem muzycznym „Happy birthday to you”.

Twoje prawa

Mam prawo wyrażać własne uczucia.

Mam prawo być sobą.

Mam prawo odmawiać.

Mam prawo do błędów.

Mam prawo do zmiany zdania.

Mam prawo powiedzieć, że czegoś nie rozumiem.

Mam prawo nie czuć się odpowiedzialny/ odpowiedzialna za problemy innych dorosłych.

Mam prawo stawiać siebie na pierwszym miejscu.

Mam prawo nie być zależny/zależna od aprobaty innych.” [2]

[1] – Fragment wywiadu Agnieszki Chrzanowskiej, Doroty Krzemionki i Pauliny Pająk z Jacqui Marson, Londyn, UK – Magazyn Psychologiczny „Charaktery”, NR 7(222), Lipiec 2015.

[2] – Jacqui Marson, „Bycie miłym to przekleństwo”, Muza 2015.

Reklamy