c27
foto: Piotrek

Wszystkie formy pomocy dla ASD w Polsce to bzdury za którymi stoi tylko kasa i nierzadko brak kompetencji. Mało tego, wszystkie „wspomagające terapie” skazują nasze dzieci w przyszłości na odosobnienie, ponieważ skupiają się tylko na odizolowanym skrawku jakiejś umiejętności, bezsens „szlifowania” której –  już dawno opisali zachodni klinicyści. Dla dziecka z ASD potrzebna jest kompleksowa terapia, której w kraju nikt nam nie gwarantuje, tak jak to robią np. specjaliści za wielką wodą, łącząc siły w domu, szkole, u psychiatry, pedagoga neurologa, immunologa, gastrologa, terapeuty zajęciowego, logopedy itp.

Naturalną koniecznością jest wyćwiczenie podstaw takich jak rozpoznawanie dźwięków, mowa, czytanie, pisanie (motoryka mała). Trzeba skupić się na tym co naprawdę potrzebne w życiu i na tym co naprawdę  blokuje dalszy rozwój dziecka (np. choroby współwystępujące: epilepsja, bezsenność, zaburzenia żołądkowe, alergie, lęki, fobie, nadwrażliwość, niedowrażliwość (zaburzenia SI) itp. – dobry neuropsychiatra, gastrolog wyleczy większość z nich). Dlatego nie można dać się wciągnąć w kolejne sztuczne usprawnienia stworzone przez rynek terapeutyczny, ale raczej skupić się na umiejętnościach społecznych.

Jeśli już terapeuta – to ten kliniczny z doświadczeniem i certyfikatem – nie Pani po rocznej szkole podyplomowej albo po kursie z autyzmem w tle.

Jeśli mowa – to nie logopeda tylko wykwalifikowany, doświadczony neurologopeda kliniczny (co najmniej).

Jeśli psychiatra – to neuropsychiatra z doświadczeniem (jak na lekarstwo).

Najlepszą trapią jest normalna szkoła. Wychowanie w bliskości i bezwarunkowej miłości. Najlepszymi terapeutami są rodzice i opiekunowie. Do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie potrzebne są codzienne relacje z rówieśnikami i dorosłymi. Wzorem do naśladowania powinny być zdrowe dzieci. W sensie szeroko rozumianej „normalności”. Chociaż nie brzmi to dobrze. Rozumiecie co mam na myśli.

Kompleksową terapią jest edukacja oparta na kreatywnym, logicznym myśleniu, umiejętnościach społecznych oraz na rozwijaniu pasji i własnych zainteresowań dziecka. Większa część „terapii” odbywa się „w domu” wykonują ją przeważnie rodzice, potrafiąc mądrze/logicznie pracować z dzieckiem, efektywnie gospodarować czasem przygotujemy je do wypłynięcia na szerokie wody. Wiele zależy od naszej inteligencji, systematyczności, intuicji oraz (nie) podatności na mylne komunikaty wysyłane przez otoczenie. Proces jest długi, pracochłonny i męczący – ale wbrew pesymistycznym prognozom przynosi efekty. Tak, z mojego doświadczenia.

Mimo wszystko, będzie dobrze.

Więcej powiązanych artykułów na blogu –  większość pogrupowana w zakładkach tematycznych – tam więcej szczegółów, zapraszam.

Reklamy