2015-09-11-1442009424-8721087-MindfulnessatWork

Jak zorganizować dzień aby zdążyć wykonać wszystkie zadania, nie zarobić się i niczego nie przegapić. Co zrobić natychmiast, a co odpuścić?

Olga Święcicka pisze w swoim tekście dla WO: „Nie jestem matką. Nie pracuję na etacie. Nie mieszkam z nikim. Nie dojeżdżam z daleka. Nie mam psa i nie biegam. I nie mam czasu. Ciągle towarzyszy mi uczucie „niedoczasu”[…]

Z pomocą mają przyjść dobre nawyki, solidnie wypełniony kalendarz i kilka aplikacji […] To, jak zaczniemy dzień, jest szczególnie ważne, bo wpływa na to jak ten dzień się potoczy. Ola organizatorka kursu „Zorganizuj się w 21 dni” namawia, żeby nie zaczynać dnia od przeglądania telefonu, tylko od wykonania najważniejszego zadania dnia, np. spisania wywiadu, zrobienia prania, zapłacenia rachunków. Facebook, Instagram czy inne przyjemności, które serwujemy sobie na tzw. rozruch, należy potraktować jako nagrodę po zrobieniu najlepszych rzeczy […]

Po pracy jest nagroda

Podoba mi się koncepcja Oli, która zakłada, że plan przygotowuje z myślą o najbardziej nieudanym dniu, w którym na nic nie będzie czasu, wszystko będzie się spóźniało i szło nie po naszej myśli. Dziennie wpisuje dwa – trzy priorytety do wykonania, kilka zadań na liście zatytułowanej „mogę zrobić” i całą masę w rubryce „mogę odpuścić”. Choć na początku lista wygląda odwrotnie – priorytetów jest góra, a do odpuszczenia mam tylko prasowanie, wpisane na siłę, bo i tak nie prasuję. Z każdym dniem lista się odwraca, głównie dzięki temu, że zaczynam myśleć metodą małych kroków. Określam duży cel, jak chociażby napisanie artykułu, a potem dziele go na części, które przyporządkowuje różnym dniom. W teorii. W praktyce bywa różnie, ale dzięki dwóm aplikacjom, które poleca Pani Swojego Czasu (autorka bloga o tym samym tytule), jest łatwiej.

Ciągle towarzyszy mi poczucie braku czasu. Postanowiłam nauczyć się planować pracę i przyjemności – aplikacje

Pierwsza to Focus Booster, który pomaga wdrożyć technikę „pomodoro” opierającą się na zasadzie „25 minut pracy i 5 minut przerwy”. Te 25 minut to czas, kiedy możesz bez zmęczenia i rozproszenia skupić się na wybranym zadaniu. Po wytężonej pracy przychodzi nagroda w postaci krótkiej przerwy. Program dzwoni, kiedy jest pora odejścia od komputera. Łapię ten rytm i z zadowoleniem obserwuję, jak gładko idzie mi praca. Pomaga w tym druga aplikacja, która na czas pisania blokuje rozpraszające mnie strony. Żegnajcie Facebooku i Instagramie. Żegnaj pudelku. Czas pracy to czas pracy. Ola namawia do tworzenia bloków zadań, bo jest absolutną przeciwniczką multitaskingu.

Pani Swojego Czasu dzieli się swoimi niepowodzeniami i opowiada o nawykach z którymi sama ma problem. Ja z kolei mam zarzut, że kurs powstał głównie z myślą o kobietach mających rodzinę. Na każdym kroku moje współkursantki opowiadają o chorych dzieciach, rozgardiaszu i przemęczeniu związanym z nocnym wstawaniem. Cóż. To wszystko przede mną. Na razie uczę się gospodarowania czasem w luksusowych warunkach. Bo czas mam. Tylko organizacja słaba.

Sukces z dziećmi na głowie

– Na kurs zgłaszają się dwa typy kobiet. Te, które nie potrafią się zorganizować na poziomie umiejętności. Czas ucieka im przez palce i potrzebują poznać system działania. To prostsze przypadki. Druga grupa to kobiety nadzorganizowane. Takie, które biorą na siebie mnóstwo zadań i mają je co do minuty zaplanowane. Techniki opanowały świetnie, tylko kiedy pytam je, dokąd tak gonią, nie potrafią odpowiedzieć. Ich celem jest zrobić wszystko, a ja jestem od tego, żeby powiedzieć im, że się nie da – śmieje się Ola.

Druga część kursu skierowana jest do tej „trudniejszej” grupy kobiet. Lekcje dotyczą asertywności, walki z perfekcjonizmem i akceptowania siebie. Wkurza mnie tylko, dlaczego organizacja czasu ma dotyczyć tylko kobiet, i przerażają wpisy kursantek, z których wynika, że partnerstwo nie zagościło jeszcze w bardzo wielu polskich domach

– Przez lata prowadziłam szkolenia i zauważyłam, że o zarządzaniu mówią mężczyźni. Ci, którzy osiągnęli sukces. Nikt nie mówi, jak to zrobić, mając dom i dzieci na głowie. Ja mam, więc jestem bliższa kobietom – tłumaczy Ola i zarzeka się, że mężczyźni są na kursie mile widziani. Muszę tylko mieć śmiałość skonfrontować się z huraganami organizacji.

– Kobiety do mnie piszą, że jestem dla nich inspiracją. A ja nie chcę nikogo inspirować tylko mobilizować do działania. Kiedy słyszę, że kobieta przeczytała mojego bloga „od deski do deski”, dostaję szału. Nie chodzi o to, żeby opanować wszystko, tylko złapać drobiazg i go wdrożyć – dodaje Ola.

Łapię więc drobiazg w postaci umiejętnego planowania i odpuszczam to, co mi na kursie nie pasuje. Budowanie nawyków to żmudna praca, a trzy tygodnie to jedynie rozbieg. Spektakularnych sukcesów nie mam. Listy zalegają, plany się sypią, ale przynajmniej nabrałam odwagi, żeby się z tym zmierzyć. I przyjemności mam więcej, bo ich planowanie wychodzi mi najlepiej. Szczególnie w weekend, który według Oli jest czasem bez planów. Odhaczam z satysfakcją!” (Olga Święcicka, 2016).

Polecam „Czym różnimy się rano od mężczyzn” i „Praca cię kiedyś zabije„.

 

źródło: Olga Święcicka art. : „Doskonale tracić czas”, WO, Nr 18 (877), sobota 30 kwietnia 2016 

Reklamy