DSCN9755.JPG

Poniedziałek, 22.02.2016

Na stole leży kolejne wezwanie na szczepienie – dotyczy Staśka. Stasiek dla jasności jest młodszym bratem autystycznego Piotrka. Stasiek choć nie jest jeszcze zdiagnozowany to przykład podręcznikowego zespółu Aspergera z deficytem uwagi. Ale – i tu sytuacja się komplikuje, bo nie ma żadnych problemów „komunikacyjnych” mało tego świetnie sobie radzi w szkole i jest bardzo lubiany przez rówieśników a także dorosłych… Ja znam jego „pokręconą” duszę i wiem „co potrafi” – ale przed światem jest ona ukryta pod grubą maską „normalności”…  Taki interpersonalny geniusz. Dlatego jestem o niego spokojna.

Natomiast Piotrek na tych płaszczyznach zupełnie się wykłada. Jednak po 6 latach ćwiczeń m.in. mowy -mówi. Niestety  teraz dojrzewa i ta MOWA brzmi trochę dziwnie. Znowu trzeba przypominać mu o prawidłowym „r”i o tym by mówił ciszej. Zdaje sobie już sprawę, że sama „produkcja” mowy jest dla niego utrudnieniem (często o tym rozmawiamy – zwłaszcza z przekładaniem myśli na słowa). Chciałby mówić spontanicznie tak jak koledzy – ale to niemożliwe. Chociaż jest szansa, że kolejna seria Celebrolisin ułatwi mowę – jak to wcześniej bywało. Ale to dopiero w maju.

Przyszło kolejne zawiadomienie o szczepieniu Staśka. Znowu trzeba przełączyć się na tryb szczególnej ostrożności. Szczepienie jest wyznaczone na 24 lutego. I na ta tym byłby koniec. Ale musimy wypełnić Staśkowi tzw. Kartę Profilaktycznego Badania Lekarskiego Ucznia (do szkoły) – zupełny bezsens, bo wcześniej (miesiąc temu) miał robione szczegółowe badania u lekarza sportowego (jest w klasie pływackiej) w tej samej przychodni: krew, mocz, laryngolog, okulista, dentysta, EKG… Wystarczyłoby wydrukować te badania i wypełnić/pokryć  kartę uczniowską. Ale dla nas ta bezmyślność polskiej medycyny ma swoje dobre strony – wystarczy być w przychodni przed 24. A później –  przy kolejnych wezwaniach na szczepienie mówić, że jest chory. I tak minie kolejny termin szczepienia – a za rok nikt już o nim nie będzie pamiętał.

Z Piotrkiem poszło gładko – jednak w jego przypadku, mówiłam, że załatwiam opinię neurologa w poradni szczepień – nauczyłam się tego od vegan (strony vegańskie) – ich dzieci nie mają nawet kataru. Moje od 2 lat nie chorują a Piotrkowi przeszedł na dobre astmatyczny kaszel i ciągły katar. Wystarczyło wymigać się od paru szczepień a organizm doszedł do siebie. Bez stosowania specjalnych diet. Szkoda, że tak późno oprzytomniałam… Ale co z tego gdy po urodzeniu wpakowali w Piotrka jak w kaczkę swoją szczepionkową bombę „ochronną”. Od tej „ochrony” najpierw żółtaczka, później zatrucie mózgu od nadmiaru bilirubiny – później – brak mowy – słaba motoryka mała. Później nieświadoma Sylwia – dalej nieucząca się na błędach zaszczepiła potrójną: odra, świnka, różyczka – po tej to już kaplica – ciągły kaszel i duszności. Wykluczono alergię. Wykluczono astmę. A Piotrek dalej się dusił. Pomógł dopiero pulmunolog zapisując inhalacje z Pulmicortu i kazał odstawić antybiotyki – ba ja „mądra” pakowałam i to gówno w syna. Później uszkodzenie, analizatorów korowych, słuchowych – zaburzenia emocjonalne i na koniec diagnoza autyzmu. (6-10 lat inhalacji z pulmicortu, by zatrzymać kaszel na lekcjach, – po to by móc BYĆ/funkcjonować w normalnej szkole).

Kiedy wreszcie oprzytomniałam i udałam się wreszcie do neuropsychiatry (prywatnie), po leki stymulujące pracę mózgu, przesiedziałam z Piotrkiem 3 godziny w poczekalni zapełnionej dziećmi z różnymi „dziwnymi” zaburzeniami. Jedna kobieta siedziała sama. Zaczęłyśmy rozmawiać. Była mamą dorosłego już syna z autyzmem. Na moje pytanie gdzie jest? Odpowiedziała, że z mężem w aucie, ponieważ nie wytrzymałby takiego tłoku w poczekalni, szybko się denerwuje i krzyczy. Niestety nie mówi w ogóle tylko buczy – okropnie głośno… Kobieta mówiła, że chciałaby pójść do pracy – tak jak w Niemczech, gdyby u nas, tak jak tam, mogli zabierać syna na 6-8 godzin do specjalnej jednostki/zakładu w, którym przez ten czas ma zapewnione zajęcia edukacyjne i rehabilitacyjne… Powiedziała również, że jej syn urodził się zdrowy i normalnie się rozwijał do momentu podania szczepionki (odra, świnka, różyczka) …dostał wstrząsu. Teraz już nigdy nie będzie samodzielny – a ona może nigdy nie pójdzie do upragnionej pracy…

Zawsze gdy dzwonią do mnie z ponagleniem szczepienia przypomina mi się ta mama. Czy ktoś wziął odpowiedzialność za konsekwencje TEGO szczepienia, czy ktoś jej pomógł, czy ktoś zapłacił za rehabilitację syna… Czy ktoś zagwarantował jej pracę i pomoc? Czy ktoś ją pociesza? Czy mąż dalej z nią jest?

A gdyby lekarzy zlecających szczepienia obarczyć kosztami „powikłań” poszczepiennych, kosztami rehabilitacjami, kosztami niemówienia, kosztami bycia dzieckiem autystycznym: kosztami 10 letniej nauki mowy, 4 letniej nauki małej i dużej motoryki, 10 letniego kaszlu i duszenia się w nocy, 10 letniej bezsenności całej rodziny, 10 letniego brania bolesnych domięśniowych zastrzyków stymulujących pracę mózgu i leków – 10 lat włóczenia się po pseudo specjalistach – po to by w szkole dostawać łomot i spotykać się z brakiem zrozumienia przez nauczycieli i rówieśników. Czy producent szczepionek za to zapłaci?… A może lekarz. Jeśli nie to niech chociaż udowodni, że to nie od szczepionki… I niech mi nie pieprzą w telewizji, że szczepionki są bezpieczne.

Na grupie fejsbukowej pt.: „Autyzm i poszczepienne zaburzenia rozwoju” jest ponad 1600 osób i liczba ta stale wzrasta. Powikłania są różne… Najczęstszym jest barak odporności – bo przecież odporność spada o połowę po zaszczepieniu. I łapie wszystkie inne choróbska prócz tej jednej – na którą zostało aktualnie zaszczepione…To w konsekwencji „rodzi” inne choroby. Kto bierze za to odpowiedzialność?

Co to znaczy dla dzieci niepełnosprawnych z już obciążonym układem immunologicznym? … Przecież dzieci dotkniętych neurologicznie nie powinno się szczepić. Ale kto wyłapie np. noworodka z Aspergerem… Mój syn był zdiagnozowany dopiero w VI klasie… Nie zachorował na odrę, świnkę i różyczkę – za to ma autyzm.

 

Reklamy